[srodtytul][link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2010/05/03/cudow-nie-ma/]skomentuj na blogu[/link][/srodtytul]

Przegrana mistrza Polski świadczy o wyrównaniu poziomu ekstraklasy w dół i o tym, że nawet trener z najlepszym nazwiskiem nie jest w stanie wziąć do galopu rozkapryszonych gwiazd.

Z drugiej strony mamy przeciętną Koronę, której 40-letni trener Marcin Sasal jeszcze do niedawna pracował w pierwszej lidze, a odchodząc z Dolcanu do Korony, zabrał ze sobą pomocnika Grzegorza Lecha i napastnika Macieja Tataja, którzy wyróżniają się teraz w ekstraklasie. Jak to wszystko logicznie wytłumaczyć? Między zblazowaną ekstraklasą a ambitną częścią pierwszej ligi nie ma dużej różnicy?

W poprzedniej kolejce Korona wprawdzie przegrała z Legią, ale napędziła jej niezłego stracha. A Jacek Kiełb rozegrał dwa takie mecze, po których odzyskuje się wiarę w to, że talentów w Polsce nie brakuje, trzeba je tylko we właściwym momencie odkryć i odpowiednio poprowadzić. Może pochodzący z Siedlec Kiełb stanie się podstawowym piłkarzem reprezentacji na Euro 2012?

Wynik w Gdańsku bardzo mnie zdziwił, ale gdy zobaczyłem fragmenty meczu i zebrałem opinie od osób, które oglądały całe spotkanie we Wrzeszczu, odrzuciłem podejrzenia. Piłkarze Lechii musieliby być artystami, żeby odegrać oddanie punktów, trafiając w słupki i zarabiając czerwoną kartkę. Może oni też po dobrym występie w Poznaniu stracili poczucie rzeczywistości i uznali, że pokonają Piasta z uśmiechem na ustach? A może myśleli o wtorkowym półfinale Pucharu Polski z Jagiellonią?

Może z podobnych powodów Jagiellonia (zresztą bez kilku znaczących zawodników w wyjściowej jedenastce) na Konwiktorskiej nie przypominała drużyny, która w tym sezonie jest w stanie pokonać niemal każdego. I swoją pasywnością ułatwiła zadanie Polonii. Jednak siedząc na trybunach, nie miałem żadnych podejrzeń.

Jeden ze znanych uczestników życia futbolowego powiedział mi, że posądzanie Lechii o rzekome oddanie punktów Piastowi za poprzedni sezon jest bez sensu. Dziś tego typu barteru już się w lidze nie stosuje, a kupowanie punktów za pieniądze stało się zbyt niebezpieczne. Desperatów nie ma. Trzeba więc przyjąć, że w każdej lidze może dojść do sytuacji, o jakich się futbolowym filozofom nie śniło.