W starciu dwóch Amerykanów, do którego doszło w Kalifornii, Green nie miał nic do powiedzenia. Trzech sędziów zgodnie wypunktowało wszystkie rundy dla Warda – 120:108. 8797 widzów w Oracle Arena w Oakland obejrzało jednostronny pojedynek, w którym od początku karty rozdawał Ward, ostatni amerykański mistrz olimpijski (Ateny 2004).

– Kiedy słyszałem, że Green zarzuca mi nieumiejętność walki w półdystansie i mówi, że nie zadaję ciosów na korpus, tylko się uśmiechałem. On nie wiedział,że taki jest właśnie mój plan na ten pojedynek – opowiadał dziennikarzom już po ogłoszeniu werdyktu Ward, chłopak z Kalifornii, który po dwóch kolejkach jest liderem turnieju SuperSix, w którym uczestniczy sześciu czołowych pięściarzy wagi superśredniej. Green zastąpił innego z amerykańskich mistrzów – Jermaina Taylora, który wycofał się z rywalizacji po przegranej przez nokaut z Ormianinem Arturem Abrahamem.

Zwycięzcę SuperSix poznamy dopiero w przyszłym roku, ale poza Wardem, który ma już cztery punkty i praktycznie zapewnił sobie już awans do półfinałów, każde rozwiązanie jest jeszcze możliwe. Abraham ma trzy punkty, a Duńczyk Mikkel Kessler, kolejny Amerykanin Andre Dirrell i Anglik Carl Froch po dwa. Tylko Green nie ma żadnego, ale jeśli w trzeciej rundzie znokautuje Kesslera, Ward pokona Dirrella, natomiast Abraham nie pozwoli zdobyć punktu Frochowi, to on też awansuje. Tym razem jednak pięściarz z Oklahomy się nie popisał. – Myślałem, że będzie nieco ciężej – przyznał po walce z Greenem Ward, który zadał w niej ponad 200 ciosów. A swoją taktykę tłumaczył tak: – Musiałem być blisko niego, by zneutralizować jego niebezpieczną lewą ręką. Jego lewy sierpowy jest naprawdę mocny.

Złoty medalista z Aten (w wadze półciężkiej) nie ukrywał radości. – To była moja pierwsza obrona tytułu mistrzowskiego. Myślę, że udowodniłem, że ten pas mi się należy. Dopiero teraz czuję się jak prawdziwy czempion – mówił na konferencji prasowej, na której zabrakło Greena. Przegrany pojechał do szpitala, gdzie założono mu kilkanaście szwów. Wcześniej przyznał, że zabrakło mu sił, a Ward go zaskoczył swoją postawą w ringu. Andre Dirrell, kolejny rywal Warda, obecny na tym pojedynku, zapytany przez reportera Showtime Jima Gray'a, co sądzi o tym starciu i swoich szansach, uśmiechnął się szeroko i odpowiedział krótko: - Muszę go wyprzedzać i będzie dobrze!