Po krótkim wypadzie za Atlantyk Formuła 1 wraca do Europy. Robert Kubica wreszcie otrzymał duży pakiet ulepszeń do swojego samochodu, ale polski kierowca Renault jak zwykle tonuje oczekiwania przed kolejnym wyścigiem.

Inżynierowie Renault przygotowali na Grand Prix Europy kolejną ewolucję przedniego skrzydła, a także nową podłogę wraz ze skopiowanym z Red Bulla rozwiązaniem układu wydechowego, który ma znacznie poprawić docisk tylnej części auta. W dalszym ciągu nie udało się jednak skopiować systemu ograniczającego docisk na prostych, który od początku roku stosuje ekipa McLarena. – Na tym torze są długie proste, więc samochody z tym układem będą miały przewagę – uważa Kubica. Polak podkreśla jednak, że z oceną szans na lepsze wyniki Renault trzeba poczekać do piątkowych treningów. Dopiero wtedy okaże się, jakie poprawki przywiozły inne ekipy i czy nowe rozwiązania w Renault spełnią pokładane nadzieje.

Wydaje się, że praca nad skopiowaniem systemu McLarena nie ma już w tym sezonie większego sensu – przynajmniej dla ekip, które raczej nie liczą się już w walce o mistrzowski tytuł. Międzynarodowa Federacja Samochodowa oficjalnie ogłosiła, że w przyszłym roku obsługiwany przez kierowcę system, który ogranicza opór tworzony na prostych przez tylne skrzydło samochodu, zostanie zakazany. Postanowiono za to wprowadzić system, który w teorii ma ułatwić kierowcom wyprzedzanie. Zawodnik jadący bliżej niż jedną sekundę za poprzedzającym samochodem będzie mógł zmniejszyć nachylenie tylnego skrzydła, co w założeniu ma dać większą o 10 km/godz prędkość na prostej i umożliwić zaatakowanie rywala. Jednak jak na razie kierowcy dość sceptycznie odnoszą się do nowego pomysłu. – W wyprzedzeniu rywala tylko dlatego, że masz większą prędkość na prostej, nie ma żadnej przyjemności – uważa Kubica. – Poza tym mogą być problemy w sytuacji, w której system zawiedzie. W tej chwili mamy ruchome przednie skrzydło, które nie zawsze działa lub po prostu się blokuje. To rozwiązanie także miało ułatwić wyprzedzanie, ale tak się nie stało. Miejmy nadzieję, że w przypadku tylnego skrzydła będzie lepiej.

Poza nowinkami na przyszły sezon głównym tematem rozmów w zlokalizowanym na portowym nabrzeżu padoku są oczywiście piłkarskie mistrzostwa świata. Ekipy telewizyjne poza kamerami i mikrofonami mają na wyposażeniu piłki, które wciskają do rąk przepytywanym zawodnikom. Spotkanie dziennikarzy z Felipe Massą zostało przełożone o kwadrans, bo w pomieszczeniach gościnnych Ferrari oglądano pierwszą połowę pożegnalnego meczu Włochów ze Słowacją. Kiedy nasi południowi sąsiedzi zdobyli pierwszą bramkę, rozległo się głośne „Mamma mia!”. Podczas konferencji prasowej z udziałem lokalnych kierowców – Fernando Alonso, Pedro de la Rosy i Jaime Alguersuariego – cała trójka zapowiedziała lojalne kibicowanie reprezentacji Hiszpanii w piątkowym starciu z Chile. – Na pewno wygramy! – stwierdził Alonso. – Z Chile czy w finale? – spytał kolegę de la Rosa. – Z Chile, bo jeśli nie wygramy, to nie zasługujemy na finał – odparł kierowca Ferrari. Witalij Pietrow, który z oczywistych przyczyn nie może kibicować swojej drużynie, także zapowiedział wsparcie dla Hiszpanii. – Mieszkam tutaj, więc też będę im jutro kibicował – zapowiedział Rosjanin.

Jednak w piątek przynajmniej na kilka godzin piłka nożna musi ustąpić pola treningom przed Grand Prix Europy. Wśród faworytów wymienia się oczywiście Red Bulla i McLarena, ale nie jest wykluczone, że do walki wmieszają się kierowcy Ferrari. Alonso i Felipe Massa mają w swoich samochodach szereg poprawek, które zresztą hiszpański kierowca miał już okazję w kontrowersyjnych okolicznościach sprawdzić na torze. Testy między wyścigami są zakazane, ale Ferrari pod pretekstem kręcenia filmu reklamowego umożliwiło swojemu kierowcy jazdę po swoim torze testowym w Fiorano. – Jechałem za samochodem z kamerami i przy 60 km/godz auto zachowywało się bardzo stabilnie – półżartem odpowiedział Hiszpan na pytanie o „nielegalne” testy. – Potem przejechałem trochę okrążeń samotnie, ale do samochodu przymocowano mi z dziesięć kamer, w tym jedną na kasku, więc jazda nie była zbyt wygodna.

Mimo poprawek wydaje się, że Scuderia nadal będzie wąchać spaliny dwóch czołowych zespołów. McLaren jest na fali po dwóch dubletach z rzędu, a Red Bull przymierza się do drugiej próby z własnym systemem „wygaszania” tylnego skrzydła. – W Turcji nie działało to tak, jak chcieliśmy, więc w piątek przeprowadzimy drugą próbę – powiedział Sebastian Vettel. Nawet jeśli system zadziała zgodnie z oczekiwaniami inżynierów Red Bulla, to na wpół uliczna charakterystyka toru w Walencji będzie faworyzować zawodników McLarena – długie proste działają na ich korzyść, a brak szybkich łuków wytrąca atuty z ręki kierowcom Red Bulla. Lewis Hamilton i Jenson Button mają zatem w ten weekend szansę na zwiększenie swojej przewagi w klasyfikacji mistrzostw świata. Za dwa tygodnie przed własną publicznością będą mieli twardszy orzech do zgryzienia – na szybkim torze Silverstone faworytami będą Vettel i Mark Webber.

[i] Mikołaj Sokół z Walencji [/i]