Poprzedni szkoleniowcy zapewniali, że nauczą się języka polskiego. Pan też zamierza, to ważne?

Andrea Anastasi:

Nie wiem, czy to będzie potrzebne, bo wielu czołowych zawodników mówi świetnie po włosku, a niektórzy po angielsku.

Których polskich siatkarzy uważa pan za najlepszych?

Tego nie mogę zdradzić, bo jeśli zacznę mówić o nazwiskach, to natychmiast zdradzę listę zawodników, którą przedstawiłem Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej. Kibice wiedzą, kto jest najlepszy. Na razie wytypowałem 28 zawodników, do końca marca muszę kadrę zawęzić do 25 siatkarzy, których będę brał pod uwagę przy Lidze Światowej.

Kto będzie liderem pańskiej drużyny?

Jeszcze nie wiem, muszę się przyjrzeć zawodnikom. Im dłużej będę pracował z tą drużyną, tym pełniejszy będę miał ogląd. Może to będzie ktoś ze starszych zawodników, może jeden z młodych? Liderem nie zostaje się z nominacji trenera. Drużyna sama musi go wyłonić. Każdy mecz może mieć swojego lidera. To będzie ten zawodnik, który w ciężkim momencie powie, żeby zagrać do niego piłkę. Oczywiście niektórzy mają więcej argumentów, żeby stać się liderami. W Polsce jest wielu doświadczonych siatkarzy, grają jeszcze ci, którzy w Japonii zdobywali srebro mistrzostw świata. Oni potrafią wziąć odpowiedzialność za drużynę. A może to trener stanie się przywódcą grupy?

Lubi pan mówić zawodnikom, co mają robić, czy cieszy się, gdy sami podejmują decyzje na boisku?

Moim zadaniem jest trenowanie. Chcę, żeby się przy mnie rozwijali, żeby sami odkrywali to, co jest w nich najlepsze, nie tylko jeśli chodzi o umiejętności, ale też o sferę mentalną. Przecież nie będę ich na boisku prowadził za rękę. Sami będą musieli podejmować decyzje, w ułamkach sekund i chcę, żeby się tego przy mnie nauczyli. Temu będzie podporządkowana codzienna praca.

A jeśli niektórzy zawodnicy powiedzą, że chcą w tym sezonie odpocząć od kadry?

Najpierw chcę porozmawiać ze starszymi zawodnikami. Młodszych od razu zapraszam do ciężkiej pracy ze mną. Kiedy prowadziłem Hiszpanię, miałem taką sytuację z Rafą Pascualem. Miał wtedy 36 lat i powiedział mi wprost, że chce zostać w kadrze, ale nie jest w stanie wytrzymać wszystkich obciążeń, dlatego pozwoliłem mu odpuścić Ligę Europejską. Jednocześnie ostrzegłem, że inni mogą zająć jego miejsce w pierwszym składzie i na turnieju może nie zagrać nawet minuty. Zaakceptował to. Jestem zdania, że po zakończonym sezonie ligowym musi być trochę odpoczynku.

Ciężko to będzie pogodzić w tym roku, bo w Polsce jest finał Ligi Światowej

.

Rozumiem, że to ważne wydarzenie dla kibiców, PZPS i sponsorów. Mam nadzieję, że chłopcy też to zaakceptują i dojdziemy do porozumienia.

Która z siatkarskich drużyn jest dla pana wzorem?

Ciągle próbuję się rozwijać. Ostatnio spędziłem w Brazylii 15 dni na własny koszt, bo chcę zrozumieć, jakie jest źródło sukcesów tej drużyny. Następnym razem polecę po naukę do USA. Ta drużyna zawsze jest wysoko na wielkich imprezach.

Powiedział pan, że Brazylia i Rosja to zdecydowanie najlepsze drużyny. Jak z nimi wygrywać?

Różnica między tymi dwoma zespołami, a resztą świata jest taka, że tylko one mają tak dużą grupę świetnych zawodników. W Polsce i w kilku innych krajach te listy są dużo krótsze. W Brazylii widziałem wielu dobrych siatkarzy, którzy zagrają na igrzyskach olimpijskich w ojczyźnie. Widziałem niesamowitego, leworęcznego atakującego, który ma 215 cm wzrostu. W Polsce, Włoszech, czy we Francji jest to nie do powtórzenia. Rosja ma taki sam potencjał, ale nie wiem czemu go nie wykorzystuje. To dla nas dobrze, bo słabszy mecz może im się trafić akurat przeciwko nam. Takie wpadki zdarzają się też Polsce, choćby na ostatnich mistrzostwach świata.

A jak pan sobie wyobraża współpracę z Jackiem Nawrockim, który był pana głównym rywalem do objęcia kadry? Wielu reprezentantów gra w Skrze Bełchatów.

Czasami trenerowi reprezentacji i najlepszej drużyny w danym kraju nie jest łatwo współpracować. Wiem, że Jacek Nawrocki jest świetnym fachowcem i pracuje bardzo ciężkio. Szanuję moich kolegów po fachu i z wieloma rozmawiam. Jestem otwartym człowiekiem, mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów.

W Bełchatowie jest zawodnik, który może być łącznikiem między panami. Miguel Falasca zdobywał z panem mistrzostwo Europy.

Jesteśmy dobrymi kolegami i często rozmawiamy, ale nie radziłem się go przed przyjęciem tej pracy. Nie robiłem żadnego rekonesansu. Dopiero wczoraj wieczorem rozmawiałem długo z Ryszardem Boskiem, którego dobrze znam. Wracam do Polski w marcu na dziesięć dni, potem przylecę w kwietniu. Będę chciał porozmawiać z trenerami klubowymi i zawodnikami.

Czego panu życzyć na początku pracy w Polsce?

Tego, żebym dotrwał na stanowisku do igrzysk w Londynie. Chciałbym jeszcze raz poczuć olimpijską atmosferę.