W Holmenkollen Adam Małysz wygrywał najczęściej. A panu z czym to miejsce się  kojarzy?

Hannu Lepistoe:

Mnie, niestety, kojarzy się źle. Zawsze jest jakiś problem, najczęściej z wiatrem. I nie chodzi mi tylko o ten konkurs sprzed czterech lat, w którym Adam ledwo się uratował po mocnym podmuchu. Po prostu nie przepadam za nieprzewidywalnymi konkursami. Niby są na nowej skoczni te wielkie osłony od wiatru, mam nadzieję, że pomogą, ale jest to nadzieja bez wiary. Jeśli sobie czegoś życzę szczególnie, to ciszy na skoczni i sprawiedliwych warunków dla wszystkich. Z resztą sobie poradzimy.

Normalna skocznia, od której zaczynacie mistrzostwa, wydaje się lepiej osłonięta od wiatru...

Mam takie wrażenie, ale okaże się to na treningach. Starą Midtstubakken znałem dobrze, jaka jest nowa – nie wiem, właściwie nikt nie wie, bo już się na takich małych obiektach w Pucharze Świata nie skacze.

Według norweskich dziennikarzy to właśnie Adam jest głównym kandydatem do złota w sobotnim konkursie. Zgadza się pan?

Cieszy mnie, że w niego wierzą. Ja też uważam że jest wśród faworytów. Może to dobrze, że tym razem konkursy mistrzostw będą najpierw na normalnej, a potem na dużej skoczni. Na tej pierwszej Adam zawsze jest mocniejszy i może sukces w pierwszym konkursie poniesie go w drugim.

Kamil Stoch też ma pana zdaniem szansę na medal?

Tak, ale będzie się liczył raczej w walce na dużej skoczni. Jeśli powtórzy to, co zrobił w Zakopanem czy Klingenthal,  może być na podium.

Adam Małysz zacznie treningi na mniejszej skoczni już w środę?

Będzie ćwiczył każdego dnia. Zastanawialiśmy się, czy nie odpuścić pierwszych treningów, bo zwykle jest jeszcze wtedy spore zamieszanie, trudno o jakieś porównanie wyników. Ale prognoza pogody na koniec tygodnia nie wygląda najlepiej i to nam odbiera komfort wyboru. Nie chcemy ryzykować, bo potem się okaże, że my chcemy, a skakać się nie da i Adamowi zostanie przed konkursem niewiele prób.