– On już powinien zakończyć karierę – mówił o Mosleyu po walce Freddie Roach,  trener  Pacquiao. – Shane nie chciał walczyć. Robił wszystko, by przetrwać, nie wygrać.

Zwycięzca tego pojedynku nie ukrywał, że jest mu głupio.

– Nie byłem w stanie nic więcej zrobić. Shane w trzecim starciu poczuł siłę mojego  ciosu i wolał nie ryzykować. Już do końca tylko uciekał – tłumaczył się Pacquiao, który bronił  tytułu mistrza świata organizacji WBO w wadze półśredniej.

Wojny nie było

Atmosfera poprzedzająca ten pojedynek była wspaniała. Ceremonię ważenia obejrzało 6,5 tysiąca widzów, a gdy Mosley z Pacquiao zaczynali walkę, w  MGM Grand Garden nie było wolnego miejsca. 18 tysięcy ludzi liczyło na bokserską wojnę najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe (Pacquiao) z czterokrotnym mistrzem świata w trzech różnych wagach (Mosley), ale wojny nie było.

Blisko 40-letni Mosley wchodził do ringu przy dźwiękach hitu „Mama powiedziała, że musisz go znokautować" rapera LLCool J, a Pacquiao szedł za Jimim Jamisonem z grupy Survivor w takt „Eye of the Tiger". Przy tej muzyce do ringu wchodzili filmowy Rocky i przez dekadę  Dariusz „Tygrys" Michalczewski.

Ci, którzy wierzyli w sensację i wygraną Mosleya, zawiedli się. Walka dziesięciokrotnego mistrza świata w ośmiu kategoriach wagowych, filipińskiego kongresmena, ze „Słodkim" Shane'em tak naprawdę zakończyła się w trzecim starciu. Boksujący z odwrotnej pozycji Pacquiao zaatakował kombinacją  prawy, lewy prosty i Mosley padł na matę. Z bliska było widać, że miał mętne spojrzenie i strach w oczach.

Błąd sędziego

Od tej pory już tylko uciekał. Były pogromca Oscara De La Hoi w niczym nie przypominał też tego pięściarza, który dwa lata temu znokautował twardego  Meksykanina Antonia Margarito.

– Manny bije bardzo mocno. Nie wygląda na aż tak silnego, ale jego ciosy ważą więcej niż innych. W ataku jest niesamowity – komplementował rywala Mosley.

W dziesiątej rundzie sędzia ringowy Kenny Bayless, licząc Pacquiao, popełnił kompromitujący  błąd. Filipińczyk upadł na matę popchnięty przez Mosleya. Żadnego ciosu nie było. Bayless potrafił się przyznać do błędu, przeprosił po walce Roacha.

Mosley z rundy na rundy wyglądał coraz gorzej. Spuchnięty od ciosów przeciwnika sprawiał wrażenie człowieka, który znalazł się w złym miejscu i w złym czasie. Bez względu na to, co pokazał, otrzyma jednak 5 mln dolarów. Faworyt Pacquiao miał zagwarantowane 20 mln plus wpływy ze sprzedaży pay-per- view.

Polowanie na nokaut

Ostateczna punktacja nie pozostawia  wątpliwości, kto był w tej walce myśliwym, a kto zającem. 120:107, 120:108, 119:108 dla „Pacmana" tylko w części pokazuje jednak to, co się działo w ringu. Mistrzowi nie udało się tylko znokautować Mosleya, choć bardzo tego chciał w ostatnich rundach.

Kolejnym rywalem Pacquiao ma być Meksykanin Juan Manuel Marquez, z którym Manny stoczył przed laty dwa ciężkie boje. Pierwszy zremisował, drugi minimalnie wygrał. Jest już data. 5 lub 12 listopada. A jeśli nie Marquez, to Amerykanie, Timothy Bradley lub Zab Judah. Sami mistrzowie świata. I podobnie jak Mosley z niewielkimi szansami na sukces.

Ale to nie ma znaczenia, bo i tak wszyscy będą cierpliwie czekać na walkę Pacquiao – Floyd Mayweather junior. To dziś jedyny pięściarz, który może pokonać „Pacmana".

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

j.pindera@rp.pl