Od kilku lat walczycie z własną legendą. jak to się skończy?

Bartosz Jurecki: Ciężko powiedzieć, co będzie. Jest parę nowych twarzy w drużynie, nowy trener, kilku ważnych zawodników leczy kontuzje. Naprawdę nie wiem, na co nas teraz stać. O legendach już nie myślimy. Wiem, że zawsze było dramatycznie, ale naprawdę dla nas to też fajne uczucie, kiedy po 60 minutach morderczej walki wygrywa się golem w ostatniej sekundzie. Tego smaku nie da się opisać.

Nie ma pan wrażenia, że jakoś o was cicho?

Nie pchamy się do mediów. Michael Biegler też ma taką osobowość, która nie każe mu błyszczeć w telewizji. Skupiamy się na pracy, trenowaliśmy bardzo ciężko i na turnieju noworocznym zobaczymy, jakie są tego efekty. Nie wzbudzamy takiego zainteresowania kibiców jak ostatnio, bo na dwóch poprzednich wielkich turniejach zawiedliśmy i nie pojechaliśmy na igrzyska do Londynu. Trudno się było po tym podnieść.

Jaki jest Biegler na co dzień?

Żyje tym, co robi, ale mniej w nim nerwów niż było w Bogdanie Wencie. Potrafi przypomnieć nam, kto jest szefem, bo lubi porządek, ale odbieramy to bardzo pozytywnie. Zawsze kładzie nacisk na obronę, tak samo było, kiedy trenował mnie w Magdeburgu. Zobaczymy, jakie będą tego efekty. Biegler powołał do kadry kilku nowych zawodników, którzy mają odgrywać ważną rolę podczas Euro 2016 w Polsce. Mają czas się rozwinąć.

W kadrze jest tylko trzech piłkarzy z zagranicznych klubów. To chyba nie jest dobry znak?

W Polsce są dwa mocne kluby: Vive i Wisła. Tam dobrze płacą. Po wynikach widać, że żadna inna drużyna się nie liczy. Ale jeśli ktoś ma ofertę z Zachodu, nie powinien się zastanawiać. Kiedy wyjeżdżałem do Niemiec byłem pewien, że coś potrafię, a okazało się, że trochę mi brakuje i ciągle się uczę. W lidze niemieckiej nie ma meczów o nic, trzeba zawsze grać na 100 procent.

Jak ze zdrowiem?

Posklejany będę już przed pierwszym meczem. Mam jakieś mikrourazy. Boli mnie bark, drugi też, kolano, stopa, mam powybijane palce, plecy się odzywają coraz częściej. Standard, lekarze przybili pieczątkę, że mogę grać.

Za czasów Wenty byliście grupą przyjaciół. Trudno to odbudować w nowym gronie?

W tej sprawie nic się nie zmieniło. Dwa tygodnie przed zgrupowaniem zaczynam odliczać dni, czekać aż skończy się trening. Chętnie spotykam tych chłopaków. Nie zamykamy się w pokojach. Siedzimy i gadamy, nie tylko o piłce ręcznej. To nasza siła.