Ostatnie wiadomości dotyczące skutków dopingowych oszustw kolarza w zasadzie dotyczą już tylko pieniędzy. Kolarz zatrudnił małą armię adwokatów w kilku miastach USA i jeszcze renomowaną kancelarię w Wielkiej Brytanii, by broniła go w sprawach wytoczonych przez dawnych sponsorów. Media śledzące procesy Armstronga nie piszą już tylko o tym, ile kolarz stracił na zerwanych kontraktach i ile będzie musiał zwrócić, ale czy wystarczy mu na obronę.

Może nie wystarczyć. Godzina pracy dobrego amerykańskiego adwokata to 800 dolarów mniej na koncie. A przed kolarzem co najmniej sześć dużych i długich procesów, w których potencjalne kwoty do zwrotu sięgają 110 mln dolarów.

We wszystkich sprawach powody żądań są w zasadzie takie same: defraudacja przekazanych funduszy, pozyskiwanie pieniędzy poprzez oszustwo sportowe, okłamywanie sponsorów przez kilkanaście lat.

Od października ubiegłego roku, gdy amerykańska agencja antydopingowa (USADA) ujawniła dane dotyczące dopingowych win Armstronga, ruszyła lawina. Kolarz twierdzi, że do dziś tylko z zerwanych kontraktów stracił 75 mln dolarów.

Swoje robią sankcje dodatkowe, zwłaszcza zakazy startów w imprezach sportowych, nawet tych dalekich od samego kolarstwa. Nie będzie 1 mln dol. z umowy ze światową korporacją triatlonu, która wspierała także fundację Armstronga pomagającą osobom chorym na nowotwory. Nie ma zgody na starty oszusta w zawodach pływackich. Próbował, ale nawet w lokalnych imprezach słyszał protesty, a w większych, takich jak mistrzostwa seniorów w Austin – zmuszono go do wycofania po oficjalnym zakazie światowej Federacji Pływackiej (FINA).

Słychać już, że Lance Armstrong zaczyna ze strachem liczyć swe koszty prawne. Nie pomogły styczniowe wyznania w Oprah Winfrey Show, nie ma wielu, którzy wierzą w skruchę dopingowego recydywisty.

Lista skarżących kolarza jest coraz dłuższa. Jest na niej firma FRS, producent napojów, która zarzuca Armstrongowi oszustwa w reklamie, jest firma ubezpieczeniowa żądająca zwrotu 3 mln dol. bonusów wypłaconych po zwycięstwach w Tour de France 1999, 2000 i 2001, jest sprawa wytoczona przez rząd federalny, gdyż kolarz korzystał z 31 mln dolarów przekazanych mu przez US Postal Service w latach 2001-2004. Rząd chce odzyskać 93 mln dolarów, gdyż w świetle amerykańskiego prawa w oszustwach tego typu roszczenia są potrójne.

Inna firma ubezpieczeniowa z Dallas – SCA Promotions chce odebrać 12 mln dolarów wypłaconych premii po zwycięstwach Armstronga w Wielkiej Pętli w latach 2002-2004. Zwrotu ponad 1,5 mln dolarów wymaga brytyjski „Sunday Times", który w 2006 roku przegrał w sądzie sprawę z kolarzem o to, że przedrukował fragmenty książki oskarżającej go o doping i zapłacił stosowne odszkodowanie. Zgłosili się nawet do sądu federalnego dwaj czytelnicy autobiografii Armstronga z żądaniem odszkodowania za kłamstwa i oszukańcze reklamy zawarte w książce i też wyliczyli, że ponieśli związane z lekturą straty.

Z majątku Lance'a Armstronga, w nieruchomościach i profitach z działalności biznesowej (dziś to ok. 100 mln dol.), może nie zostać już wiele. Kolarz już sprzedał swój wielki dom w Austin w Teksasie i szuka nowego, małego mieszkania. Stare wystawił na cichą aukcję. W zeszłym roku oficjalnie wyceniono posiadłość (725 m kwadratowych) z działką (prawie 7000 m kwadratowych) na 3,9 mln dolarów, ale ponoć była warta znacznie więcej. Nowy właściciel, należąca do Ala Koehlera teksańska firma handlująca ropą i gazem, dała wedle amerykańskiej prasy 3,1 mln i na ten cel wzięła kredyt.

Dom Armstronga był kiedyś przedstawiany w „Architectural Digest", wiele pisano o tym, że sypialnie same projektowały dzieci kolarza, że miał być ich przystanią i twierdzą przez lata. Prasa przypomina wywiady, w których sportowiec mówił swej piątce dzieci: – Będziecie tu mieszkać aż do studiów, tata obiecuje, że już się nigdy nie przeprowadzi...

Nie tylko w tej sprawie nie dotrzymał słowa. Dopingowy czyściec słono kosztuje.