Jest pan mistrzem olimpijskim, świata i Europy. Nie ma pan czasem wrażenia, że w wieku 25 lat jest pan już spełnionym zawodnikiem?

Nie, nie mam takich myśli. Chcę zdobywać kolejne medale. Marzę też o tym, by pobić rekord świata czy Europy.

W zeszłym roku zmienił pan kategorię wagową. Czy to miał być początek nowego sportowego życia i krok do realizacji nowych celów?

Nie, to nie tak. Kontynuuję karierę, ale po prostu w wyższej kategorii. Wiadomo, ciężary są większe, ale to jest równoznaczne ze zmianą kategorii na wyższą. Nie odbieram tego w ten sposób, że to jest coś nowego w moim życiu. Prawda, kategoria inna, ale dalej robię to, co robiłem.

Teraz startuje pan w kategorii 94 kg, w której występował obecny prezes PZPC Szymon Kołecki. Obawia się pan, że ludzie zaczną was porównywać?

Nie da się porównać ze sobą dwóch osób. Każdy człowiek jest inny. Tym bardziej w ciężarach, gdzie każdy zawodnik jest indywidualistą. Tak jak mówi trener Jacek Chruściewicz - w kadrze jest nas 12 i każdy jest osobnym elementem, jesteśmy jak układanka. Szymon Kołecki jest dwukrotnym medalistą olimpijskim. Ja również chciałbym zdobyć drugi olimpijski medal. A jak będzie - zobaczymy. Mam w swojej kolekcji medale wszystkich najważniejszych imprez, ale nie mam rekordu świata, który ma on. Szymon dźwigał prawie 10 lat temu i jego wyniki ciągle robią wrażenie. Fajnie byłoby zbliżyć się do tego poziomu. On był jedyny w swoim rodzaju. Jako 19-latek podrzucał 232 kg. Mnie trudno będzie tyle podrzucić, ale w rwaniu stać mnie na więcej niż jego.

Po kilku miesiącach starów w nowej kategorii może pan już stwierdzić, że zmiana wyszła panu na dobre?

Na pewno tak. Przede wszystkim mam ten komfort, że nie muszę ciągle ograniczać się czy pilnować z jedzeniem. Teraz mogę jeść, aż będę najedzony. Nie muszę cały czas się martwić, że jeśli dziś zjem tyle i tyle, jutro będę ważył za dużo.

Jak traktuje pan listopadowe mistrzostwa świata w Ałmatach? Czy będzie to okazja do zatarcia nie najlepszego wrażenia po ubiegłorocznych mistrzostwach świata we Wrocławiu?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Wielu ludziom wydaje się, że po zdobyciu mistrzostwa olimpijskiego będę odnosił wyłącznie sukcesy. Tak samo jest z Kamilem Stochem - nie możemy łudzić się, że skoro zdobył dwa złote medale w Soczi, to teraz za każdym razem, gdy wejdzie na skocznię, będzie zawsze pierwszy. We Wrocławiu zająłem czwarte miejsce po ciężkiej walce. Powiedziałbym nawet, że po heroicznej walce, po wycieńczającym zbijaniu wagi. Gdy rywale dowiedzieli się, jakie miałem przypadki w trakcie przygotowań, po kilka razy gratulowali mi tego czwartego miejsca. Wiedzieli, że miałem kontuzję uda, że męczyłem się z traceniem masy i w ogóle nie powinienem wystartować na tamtych zawodach. Wyszedłem na pomost dla polskiej publiczności, chciałem dla niej zdobyć medal. Niestety, nie udało się, przegrałem po ciężkiej walce. Trudno.

Czy teraz jest pan zadowolony ze swojej dyspozycji? W jakiej formie jest Adrian Zieliński niespełna trzy miesiące przed kolejnymi mistrzostwami świata?

Jest OK. Oczywiście chciałbym jeszcze trochę poprawić, ale najważniejsze, by wszystko przebiegało tak, jak dotychczas i powinno być dobrze.

Tym razem nie nękają pana kontuzje?

Zawsze coś boli. Ale ja nawet o tym nie mówię. Czy to, że komuś opowiem o moim bólu, sprawi, że będzie bolało mniej? Nie. Po prostu tak jest i koniec.