Na tym etapie do Ligi Europejskiej dołączają także zespoły, które zajęły trzecie miejsca w grupach w Lidze Mistrzów. Z ośmiu klubów uczestniczących w Champions Legue cztery z lepszym dorobkiem punktowym są rozstawione, a na cztery z gorszym, Legia może w poniedziałek trafić. Sytuacja tak się ułożyła, że w tej drugiej grupie znalazły się znacznie silniejsze – przynajmniej teoretycznie – kluby. Los może bowiem skojarzyć warszawian z Anderlechtem Bruksela, Ajaksem Amsterdam (z Arkadiuszem Milikiem w składzie), Liverpoolem i Romą.

Wylosowanie któregokolwiek z tych zespołów (szczególnie Liverpoolu) byłoby z pewnością kapitalną informacją z puntu widzenia medialnego i biznesowego (oczywiście pod warunkiem, że UEFA cofnie zakaz wpuszczenia kibiców na ten mecz, o co od poniedziałku zabiegać będą prawnicy Legii, którzy mają złożyć odwołanie od kary nałożonej po rasistowskich zachowaniach kibiców w Lokeren). Jednakże z punktu widzenia czysto sportowego, dla mistrza Polski znacznie lepiej by było, gdyby uniknął już na tym etapie rozgrywek drużyn relegowanych z Champions League.

Pozostali potencjalni rywale zawodników Henninga Berga to kluby, które zajęły w swoich grupach Ligi Europejskiej drugie lokaty – a więc Villarreal, Torino, Tottenham, Celtic, PSV, Dnipro, Sevilla, Wolfsburg, Young Boys Berno, AaB Aalborg, Guingamp.

Także w tym gronie nie brak ekip, których wylosowanie wcale nie oznaczałoby łatwego meczu w 1/16 finału. Przede wszystkim lepiej dla legionistów żeby los ich nie skojarzył z obrońcą trofeum Sevillą. Oczywiście zobaczyć na żywo, jak w hiszpańskiej ekipie radzi sobie wychwalany pod niebiosa Grzegorz Krychowiak byłoby ciekawym doświadczeniem, ale dla trenera Berga i jego zawodników oglądanie w akcji reprezentanta Polski nie jest celem uczestnictwa w LE. Kapitanem innego możliwego rywala – włoskiego Torino – jest z kolei Kamil Glik.

Najłatwiejszymi rywalami wydają się Young Boys Berno, duński Aalborg i francuski Guingamp, który w Ligue 1 zajmuje dopiero 16 miejsce i ma zaledwie 3 punkty przewagi nad strefą spadkową. Wylosowanie londyńskiego Tottenhamu też nie byłoby niemile widziane. Anglicy bowiem traktują Ligę Europejską jako zło konieczne i nie są to dla nich priorytetowe rozgrywki. Koguty są dopiero na 10. miejscu w lidze i z całą pewnością to na niej będą się koncentrować. Ale nazwa Tottenhamu i marka Premier League miałyby i tak wielkie przełożenie na zainteresowanie kibiców i mediów.

W Warszawie jednak prawdopodobnie i tak wszyscy ściskają kciuki za wylosowanie Celticu Glasgow, z którym Legia ma przecież bardzo poważne rachunki do wyrównania. Mistrz Polski był o klasę lepszym zespołem na boisku i dwukrotnie pokonał Szkotów latem tego roku w eliminacjach Ligi Mistrzów.