Korespondencja z Krakowa

– W Polsce mamy zarejestrowanych 20 tysięcy piłkarzy ręcznych. W Niemczech jest ich milion, we Francji 500 tysięcy. W Danii, która ma 5,5 miliona mieszkańców, jest 120 tysięcy zawodników. My po prostu nie mamy z czego wybierać – mówi były trener młodzieżowych reprezentacji, dziś ekspert Polsatu Wojciech Nowiński.

Sławomir Szmal ma 37 lat, rok młodszy jest Bartosz Jurecki, Karol Bielecki w trakcie turnieju obchodził 34. urodziny, 33 lata ma Krzysztof Lijewski.

Niektórzy z nich po igrzyskach w Rio być może zakończą kariery reprezentacyjne. W drużynie Michaela Bieglera pierwsze skrzypce grają zawodnicy bardzo doświadczeni, a w chwilach, gdy trener wpuszcza ludzi drugiego planu, siła zespołu drastycznie spada.

Być jak Syprzak

Jednym z niewielu młodych zawodników, którzy nie tylko przebili się do reprezentacji, ale stali się kluczową w niej postacią, jest 24-letni Kamil Syprzak. Takich graczy jak 20-letni Sander Sagosen, który wychodzi na boisko w podstawowym składzie Norwegii, w naszym zespole nie ma.

– W kwestii popularyzacji piłki ręcznej w ostatnich latach robi się bardzo dużo – zaznacza jednak Nowiński. – Są akcje typu „Szczypiorniak na Orlikach", jest inicjatywa „Handball at schools", dzięki której szkoli się przede wszystkim nauczycieli wychowania fizycznego. Są inne pomysły, jak „Weekend z handballem", ale niestety na razie nie przekładają się one na przyrost zarejestrowanych zawodników. To, co uzbieramy na dole piramidy, w tym samym czasie wykrusza nam się na wyższych piętrach. Owszem, piłka ręczna wróciła do szkół, bo był moment, gdy było z tym bardzo krucho. Utarło się, że to sport wyłącznie halowy. A przecież kiedyś przy każdej szkole było betonowe boisko, na którym dzieci grały w piłkę ręczną. Dziś większość została zamieniona w parkingi. Nie każda szkoła ma wystarczająco dużą halę, by dzieci mogły grać. Łatwiej w mniejszej sali zorganizować siatkówkę czy koszykówkę. Dziś piłka ręczna znów zaczyna wychodzić na powietrze, i to dobry znak – podkreśla trener Nowiński.

Im wyżej, tym gorzej

Najważniejsze jest jednak powstanie ośrodków szkolenia piłki ręcznej – czyli OSPR-ów. To wspólna akcja związku, samorządów i ministerstwa, która obejmuje 20 szkół (po dziesięć dla chłopców i dziewcząt) w każdym województwie – sześć podstawówek, trzy gimnazja i jedno liceum. Program ruszył we wrześniu minionego roku, trudno więc mówić o efektach, ale nadzieje z tym związane są wielkie.

Jedną z osób, które zaangażowały się w promocję piłki ręcznej, jest były reprezentant Polski Artur Siódmiak. Jego fundacja organizuje obozy dla dzieci, Siódmiak prowadzi także swoją akademię.

– Jesteśmy na dobrej drodze, ale potrzebny jest czas i cierpliwość. Zmiany systemowe już się dokonują. Takie imprezy jak mistrzostwa Europy w Polsce dają bardzo dużo, trzeba to jednak przekuć na szkolenie. Odpowiednich ludzi jest coraz więcej, młodzi polscy trenerzy chcą się doszkalać – mówi Siódmiak.

Drużyn dziecięcych jest już całe mnóstwo, ale wielu potencjalnych zawodników wykrusza się na poziomie juniora. – Im wyżej, tym gorzej – nie ukrywa Nowiński. – I trudno powiedzieć, czym to jest spowodowane. Zastanawiam się nad tym od lat i wciąż nie umiem wskazać jednej przyczyny.

Pierwsza to być może zbyt mała liczba klubów, bo szkoły to jedno, ale prawdziwe szkolenie przyszłych zawodników odbywa się przede wszystkim w klubach.

Dwaj potentaci

Piłka ręczna w Polsce, nawet na poziomie ekstraklasy, nie jest sportem w pełni profesjonalnym. Dlatego dla wielu potencjalnych zawodników nie jest też odpowiednią ścieżką kariery i decydują się oni na porzucenie sportu.

– Każdy klub Superligi musi prowadzić dwie grupy szkoleniowe, a zespół z I ligi jedną. Nie jest jednak określone, jakie to mają być kategorie wiekowe, więc niektórzy ograniczają się do drużyn dziecięcych – analizuje Nowiński. Oczywiście wiadomo, że chodzi o pieniądze. – Nie mamy w lidze systemu licencyjnego jak we Francji czy w Niemczech. Tam jest jasno określone, jak ma wyglądać szkolenie, a niespełnienie warunków powoduje, że klub nie może grać w ekstraklasie.

Kluby, które faktycznie postawiły na szkolenie, to Vive Tauron Kielce i Orlen Wisła Płock. Obaj potentaci walczą rokrocznie w Lidze Mistrzów, są czołowymi drużynami Europy, więc po prostu nie mogą sobie pozwolić na wystawianie młodzieży na co dzień. Warto jednak pamiętać, że Kamil Syprzak jest wychowankiem klubu z Płocka, a od przyszłego sezonu w Wiśle występować będą bracia Gębala – 22-letni Maciej (jest w kadrze na Euro) i dwa lata młodszy Tomasz. Obaj byli zawodnikami Magdeburga.

Pomimo bieżących kłopotów zarówno Siódmiak, jak i Nowiński nie widzą przyszłości piłki ręcznej w ciemnych barwach. Podkreślają, że zaczyna iść ku lepszemu.

– Przydałoby się oczywiście dofinansowanie szkolenia w klubach – mówi Siódmiak. – Koniecznie trzeba też iść w kierunku ligi w pełni zawodowej. Ale najważniejsze, że mamy dobre kadry szkoleniowe.

Cel – 100 tysięcy

Graczy takich jak Karol Bielecki czy Sławomir Szmal nie da się łatwo zastąpić z dnia na dzień. Nie jest jednak tak, że następców zupełnie nie widać. Chociaż Biegler narzeka na swoich rezerwowych, talenty są.

– Jest Syprzak, bracia Gębala, 19-letni Maciej Majdziński, który wyjechał do Hamburga, ale nie zagrał jeszcze meczu w Bundeslidze, dwóch bardzo zdolnych bramkarzy: 22-letni Adam Morawski z Wisły Płock i jego rówieśnik Mateusz Kornecki. Trzeba pamiętać, że w piłce ręcznej zawodnicy długo dojrzewają. A przecież w reprezentacji są już Piotr Wyszomirski, Piotr Chrapkowski, Michał Szyba czy Robert Orzechowski. Utalentowanych zawodników wciąż jest jednak za mało, dlatego na tych z odrobiną talentu zaczyna się szybko chuchać i dmuchać. Młodzi zbyt szybko zdobywają trochę popularności, zaczynają zarabiać trochę pieniędzy i to „trochę" ich całkowicie satysfakcjonuje – mówi Nowiński.

– Realne jest doprowadzenie do tego, by za kilka lat było w Polsce 100 tysięcy zarejestrowanych zawodników – optymistycznie mówi Siódmiak. – I szalenie ważne jest, że mamy na horyzoncie kolejny cel, czyli mistrzostwa świata, które w 2023 roku zorganizujemy wspólnie ze Szwecją.