Rz: Kiedy obecna Pogoń nawiąże do czasów wielkiej drużyny z połowy lat 80.? Czy macie takie ambicje?

Jarosław Mroczek: To była piękna epoka szczecińskiej piłki nożnej. Zespół, w którym występowali tacy zawodnicy, jak: Marek Leśniak, Marek Szczech, Kazimierz Sokołowski, Adam Kensy. Byliśmy ważną drużyną w polskiej lidze i taki jest nasz cel minimum na najbliższe lata. Najpierw chcemy się stać takim klubem, z którym inne zespoły w ekstraklasie będą się musiały liczyć.

Ale inne kluby mają nowoczesne stadiony, a obiekt Pogoni, choć charakterystyczny, o ciekawej historii, sprawia wrażenie archaicznego...

Jesteśmy jedynym obok Ruchu Chorzów klubem w ekstraklasie, który nie ma nowego, nowoczesnego obiektu. Ruch posiada jednak przynajmniej w pobliżu Stadion Śląski. Przespaliśmy w Szczecinie osiem lat, kiedy z Unii Europejskiej szły pieniądze na infrastrukturę sportową. Powstała hala, a stadion w tym czasie został poddany tylko nieznacznej renowacji. Walczyliśmy jednak wtedy o odrodzenie klubu.

Władze Szczecina mają pomysł na modernizację stadionu...

Magistrat proponuje poprawki w istniejącym obiekcie, zbudowanie trybuny północnej, tej, na której znajduje się obecnie budynek dla VIP-ów. Dwie pozostałe trybuny, znajdujące się na wale ziemnym, byłyby zmodernizowane, zmieniłby się nieco ich kąt nachylenia. Miejski plan zakłada także zadaszenie całej widowni. Jedna część stadionu, tak jak do tej pory, zostałaby pusta, bez trybuny. Nam ten projekt od początku się nie podobał.

Dlaczego?

Mamy wiele zastrzeżeń. Stadion Pogoni w tej wersji wciąż byłby jednym z nielicznych w Europie pozbawionych jednej trybuny. To nie sprawia dobrego wrażenia. Nie spełniałby także zalecenia UEFA, by boisko zorientować na osi północ – południe. Obecny kierunek wschód –zachód powoduje, że podczas meczów rozgrywanych po południu słońce razi kibiców z trybuny północnej, a późnym wieczorem bramkarzy na boisku. Jesteśmy w klubie zwolennikami reorientacji murawy i zrobienia z trybuny zachodniej trybuny głównej, bo to także standard europejski. My więc nie krytykujemy tego projektu złośliwie, ale merytorycznie.

Klub domaga się budowy stadionu. Podaje też szacunkowy koszt około 200 mln zł. Wychodzi dużo drożej niż projekt przebudowy obiektu...

Dlatego we wstępnej fazie dyskusji nie mogliśmy się przebić z naszymi argumentami, bo miasto szacowało koszt modernizacji na 60 mln. Jednak stopniowo on wzrastał i dziś wynosi nawet 150–160 mln. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, przeprowadzeniu dokładnych analiz uznaliśmy, że w takim razie dużo lepiej zbudować nowy stadion za 200 mln zł. Nawet technologicznie jest to rozwiązanie prostsze. Takie obiekty buduje się już jak te z klocków Lego, modułowo. Niepokoi nas długi czas modernizacji, rozłożony na trzy–cztery lata. Tak długo stadionów już się nie buduje. Uważamy, że jest wiele kosztów, które nie zostały uwzględnione, chociażby ogrzewanie boiska. Trzeba wymienić cały ten przestarzały i kosztowny mechanizm. Dziś za podgrzanie boiska od zera do dwóch stopni klub płaci 80 tys. zł. Przedstawiliśmy prezydentowi nasze stanowisko i wszystkie zastrzeżenia na piśmie. Nie dostaliśmy odpowiedzi, wiemy tylko, że magistrat konsekwentnie stawia na własny projekt.

W Szczecinie powstała nowoczesna hala Azoty Arena, piękny budynek filharmonii i trudno zarzucić, że te inwestycje publiczne się nie sprawdziły. Do filharmonii przyjeżdżają wycieczki z całej Polski. Czas na stadion?

Chcemy, żeby mieszkańcy Szczecina byli tak samo dumni ze stadionu jak z filharmonii, dlatego cierpliwie zgłaszamy swoje uwagi. Pytamy przy tym: skoro miasto wydało pieniądze na określoną grupę ludzi, jaką są melomani, to czy nie można tego zrobić także dla 15 tys. kibiców, wydając pieniądze w sposób przemyślany? Sądzę bowiem, że frekwencja na nowoczesnym stadionie wzrosłaby dwukrotnie. Jestem pewien, że na najważniejszych meczach zapełnilibyśmy 20-tysięczny obiekt. W Szczecinie mamy wspaniałe tradycje kibicowania. Nie tak dawno, w 2001 roku, kiedy zdobywaliśmy wicemistrzostwo Polski, stadion zapełniał się do ostatniego miejsca.

Dziś jednak frekwencja spada. Dlaczego nie wykorzystujecie potencjału jedynego silnego klubu z województwa zachodniopomorskiego w ekstraklasie?

Spotykało nas w ostatnich latach trochę nieszczęść. Był Sabri Bekdas, który chciał budować wielką Pogoń, ale nie porozumiał się z miastem i odszedł. Był Antoni Ptak i drużyna złożona z Brazylijczyków. Klub znajdował się cały czas w obcych rękach, zarządzali nim ludzie mało oddani miastu, regionowi. Prawie dziesięć lat temu Pogoń praktycznie przestała istnieć. Dzięki kibicom zaczęliśmy się odradzać w IV lidze, na szczęście udało się przejąć historyczny dorobek klubu – prawa do nazwy, herb. Straciliśmy pewne pokolenie kibiców, bo przez długi czas nie było Pogoni w ekstraklasie, a mecze w niższych ligach nie przyciągały widzów. Na szczęście wychodzimy na prostą.

Czego nauczyło was to trudne doświadczenie – pobyt w IV lidze?

Znacznie trudniejszym momentem było przejście z I ligi do ekstraklasy. Wszyscy myślą, że po awansie życie klubu staje się łatwiejsze, bo pojawiają się pieniądze z telewizji. To nieprawda. Wchodząc do ekstraklasy, musieliśmy się zadłużyć, wzięliśmy od naszych akcjonariuszy 20 mln zł, część w postaci kapitału, część pożyczyliśmy. Od tego momentu nasza sytuacja się poprawia. Do ubiegłego roku wykazywaliśmy stratę, ale wiemy już, że po tym sezonie będziemy na plusie. Zmniejszamy straty, cały czas stawiamy na rozwój, dbamy o dyscyplinę budżetową. Minęły w Pogoni czasy nieodpowiedzialnych właścicieli.

Ale wzięliście do klubu drogiego piłkarza, jakim jest Władimir Dwaliszwili. W Polonii Warszawa i Legii Gruzin zarabiał bardzo dużo...

Jeżeli będziemy wysoko w tabeli, to będzie dla nas tani zawodnik, poniżej ósmego miejsca może się okazać drogi, ale tak jest u nas z każdym piłkarzem. Dbamy o jakość zawodników, a nie o ilość. Dlatego zimą dokonaliśmy tylko dwóch przemyślanych transferów – Węgra Adama Gyursy i Iworyjczyka Ismaela Traory.

Jesteśmy niezwykle zadowoleni z pozyskania Gyursy. Niektórzy żartują, że rekomendował go nam Viktor Orban (Videoton jest ulubionym klubem premiera Węgier), ale nad tym transferem pracowaliśmy długie miesiące. Mamy w Pogoni grupę ludzi odpowiedzialnych za sprowadzanie nowych zawodników, tzw. komitet transferowy. Korzystają oni ze specjalnego programu komputerowego filtrującego piłkarzy z całego niemal świata. Drogą eliminacji wyselekcjonowali trzech zawodników na pozycję skrzydłowego, w końcu postawili na Gyursę. Kilkakrotnie jeździli na Węgry obserwować mecze z jego udziałem. Po takich analizach byliśmy bardzo zdeterminowani, żeby mieć Adama w Pogoni. W tym wypadku dokonaliśmy świadomego wyboru. Premier Orban nie miał nic wspólnego z tym transferem.

Czy Pogoń nadal współpracuje z Olympique Lyon?

Kilka lat temu mieliśmy pomysł, żeby wzorować się na najlepszych, przejąć od nich rozwiązania szkoleniowe, wypożyczać zawodników. Poprzez własne znajomości spotykałem się z Bernardem Lacombe, drugą – po prezesie Jeanie-Michelu Aulasie – osobą w Lyonie. Rozegraliśmy w Szczecinie mecz pokazowy. Kluby zachodnie za taką współpracę żądają pieniędzy, i to dużych. My byliśmy wtedy biedni, nie mogliśmy sformalizować tej współpracy, ale nadal utrzymujemy serdeczne kontakty. Dziś bliżej nam do Espanyolu Barcelona. Dzięki związkom z hiszpańskim klubem trafił do nas Ismael Traore, wychowanek Espanyolu.

A nie myśleliście o tym, żeby sprowadzić do Szczecina najwybitniejszego wychowanka Pogoni ostatnich lat – Kamila Grosickiego?

Kamil mocno kibicuje Pogoni. Dzwoni do nas, interesuje się życiem klubu. Jest przecież szczecinianinem. Kiedy na Zachodzie zamknęło się okienko transferowe, z racji jego sytuacji w Rennes, gdzie jest rezerwowym, rozmawialiśmy z nim, czy nie chciałby do nas przyjść. Wiem, że tym tropem poszła też Legia, z tym że my rozpoczęliśmy negocjacje miesiąc wcześniej. Wtedy Rennes nie wyraziło zgody na wypożyczenie Kamila, a transfer definitywny nie wchodził w grę. Nie stać nas było na wykupienie takiego zawodnika. Jak już mówiłem, unikamy nadmiernych wydatków.

Pogoń jest bardzo europejska, a kiedy można się spodziewać, że ponownie zagra w Europie?

W tym sezonie chcemy zagrać w grupie mistrzowskiej. Potem? Dwa razy graliśmy w najlepszej ósemce – bez efektu, skończyliśmy na siódmej i ósmej pozycji. Chcemy się tej wiosny poprawić. Zespół jest dość silny i powinien dać radę. W kolejnych latach zamierzamy zbudować taką drużynę, by móc jej postawić europejskie wyzwania. Bardzo pomocny byłby nowy stadion, przyciągnąłby nowych kibiców i zapewniłby nam dodatkowy przychód.

—rozmawiał Olgierd Kwiatkowski