Jak z punktu organizacyjnego wygląda sprawowanie funkcji szefa Rady Dialogu Społecznego i szefa OPZZ?

Staram się rozdzielać te dwie funkcje. Gdy reprezentuję RDS, reprezentuję wspólny głos partnerów społecznych, wypracowywany na posiedzeniach jej organów. Jeżeli występuję jako przewodniczący OPZZ, to wtedy wyraźnie podkreślam, że to jest stanowisko OPZZ. Na razie mi się to udaje.

Nowy przewodniczący RDS to stare problemy czy lawinowa liczba nowych?

Część spraw będących w obszarze zainteresowania RDS to zagadnienia, które będą zawsze stałe. To problemy związane z takimi obszarami, jak rozwój gospodarczy, warunki życia pracowników, ochrona zdrowia, system emerytalny. Mamy też kilka nowych wyzwań – epidemię, pakiet klimatyczny i związaną z nim politykę energetyczną Polski. Dochodzi demografia, robotyzacja i cyfryzacja, ale też wysoka inflacja czy aktualnie wyjątkowo trudna sytuacja związana z funduszami europejskimi, w tym z Krajowym Planem Odbudowy.

Jakie są najważniejsze zadania, jakie pan przed sobą stawia?

Z najważniejszych spraw bieżących są to: epidemia, pakiet klimatyczny i związana z nim polityka energetyczna, stale rosnąca inflacja oraz status funduszy unijnych, w tym Krajowego Planu Odbudowy. Z punktu widzenia związkowego istotnym wyzwaniem jest także szybszy wzrost wynagrodzeń.

Co nowy przewodniczący RDS może zrobić z tą nawarstwiającą się górą problemów?

Nie tyle sam przewodniczący, co wspólnie strony dialogu społecznego, czyli przedstawiciele rządu, przedsiębiorców i pracodawców oraz przedstawiciele pracowników, czyli związki zawodowe. Dużo zależy od tego, jak będziemy budowali naszą świadomość w zakresie roli i znaczenia dialogu społecznego. Często zapomina się, iż dialog społeczny jest wpisany w podstawy ustrojowe Polski. Jest o nim mowa m.in. w art. 20 konstytucji. Konstytucja wymienia również partnerów społecznych uczestniczących w tym dialogu oraz określa ich rolę i zadania. RDS jest instrumentem realizacji tych zasad. Jeżeli tak podejdziemy do dialogu społecznego i jednej z najważniejszych instytucji tego dialogu, czyli Rady Dialogu, to mamy szansę na zwiększenie demokratyzacji państwa, zwiększenie udziału pracowników i przedsiębiorców w zarządzaniu państwem czy identyfikacji z państwem.

Czy RDS może coś zrobić w sprawie inflacji?

W tym zakresie nie mogliśmy zrobić jak na razie zbyt wiele. I to jest pretensja do strony rządzącej, że nie włączyła nas ani w planowanie działań antyinflacyjnych, ani w ich ocenę. Jako partnerzy społeczni zwracaliśmy już wcześniej uwagę na zagrożenie inflacją. OPZZ już na etapie planowania budżetu na 2022 r. ostrzegało, że przyjęte założenia inflacyjne są zbyt optymistyczne. Dzisiaj też walczymy i będziemy walczyć o rzetelną ocenę skutków działania narzędzi antyinflacyjnych oraz włączenie się w rozmowę nad ich dalszym uruchamianiem. Inflacja za styczeń jest wręcz porażająca z punktu widzenia nie tylko pracowników, ale i przedsiębiorców. Po raz pierwszy od wielu lat odnotowujemy spadek płacy realnej, w tym również płacy minimalnej, mimo że wydawało się, iż ona wzrasta dość szybko. Chociaż warto odnotować, że to OPZZ postulowało ustanowienie jej na najwyższym poziomie.

Kto straci, a kto zyska na tym Polskim Ładzie i jaką tutaj może odegrać rolę RDS?

W ramach przygotowania do wdrożenia Polskiego Ładu odbyło się kilka konsultacji i wiele debat. Nie udało się osiągnąć porozumienia między trzema stronami tego dialogu. Rozumiem, że każdy chce zarabiać jak najwięcej, a podatki obniżają wynagrodzenia. Z punktu widzenia OPZZ uważamy, że progresja podatkowa jest elementem solidaryzmu społecznego, swoistym elementem sprawiedliwości społecznej. O solidaryzmie społecznym mówi też polska konstytucja. Jakby na to nie patrzeć, osobom z dochodami rzędu 3–4 tys. zł żyje się zdecydowanie trudniej niż tym, które zarabiają ponad 12 tys. zł. W mojej ocenie związki zawodowe powinny się koncentrować na tych najsłabszych, na osobach o najniższych dochodach. Mówimy tu o pracownikach, którzy przyczyniają się do zysków przedsiębiorców, którzy tworzą dochód narodowy. Oni powinni mieć prawo do godnego życia. Dlatego też jako OPZZ oceniamy zmiany podatkowe w Polskim Ładzie co do kierunku jako pozytywne. Dostrzegaliśmy i ostrzegaliśmy przed pewnymi błędami, m.in. zbyt niską w pierwotnych założeniach barierą, od której pracownicy nie będą stratni, czy nie uwzględnieniem emerytów w uldze dla klasy średniej. W tym szumie informacyjnym warto przypomnieć, że emeryci i pracownicy o najniższych dochodach zyskują do 250 zł miesięcznie. Dla tych osób jest to kwota istotna. Zarabiający kilkanaście tysięcy miesięcznie w swoich budżetach takich kwot pewnie często nie zauważą.

Przedsiębiorcy narzekają na to, że stracą na Polskim Ładzie.

Uruchomiliśmy dodatkowe konsultacje w Radzie Dialogu Społecznego. Odbył się zespół do spraw polityki gospodarczej, rynku pracy i polityki społecznej, który w gronie ministrów, wiceministrów finansów omawiał wszystkie szczegółowe problemy zgłaszane przez partnerów społecznych. Odbyło się w tym temacie posiedzenie Rady Dialogu Społecznego z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy. Jako przewodniczący RDS tworzę warunki do dyskusji, do wskazywania na pewne problemy i ich próby naprawiania. Przedsiębiorcy artykułują swoje problemy, rząd się do nich odnosi. Nie chciałbym być rozstrzygającym, które problemy są ważniejsze, czy pracowników, czy przedsiębiorców. Próbuję stworzyć najlepsze możliwe warunki do rozmów.

Czy zgłaszają się do was przedstawiciele skarbówki w sprawie braku wzrostu płac?

Zamrożenie w budżecie na 2022 r. płac dotyczy nie tylko pracowników skarbówki, bo to również m.in. wymiar sprawiedliwości i cywilnych pracowników wojska oraz oświaty. W ubiegłym roku jako OPZZ prowadziliśmy szereg akcji protestacyjnych przeciwko temu zagrożeniu. Uzyskaliśmy postęp polegający na wypłacie dodatkowych nagród oraz obietnicę wzrostu wynagrodzeń na poziomie 4,4 proc. w bieżącym roku plus dodatkowe premie i wypłaty jednorazowe. To ma razem dać ok. 7 proc. wzrostu wynagrodzeń. Kiedy inflacja była planowana na poziomie 3,5 proc., wyciszyło to nieco nastroje pracowników. W sytuacji, gdy inflacja sięga 10 proc., OPZZ zwróciło się do premiera z wnioskiem o nowelizację budżetu na 2022 r.

Budżetówka grozi strajkami.

Zdecydowanie może dojść do protestu w sferze budżetowej, ponieważ tu było wieloletnie zamrożenie wynagrodzeń. W przemyśle mamy nieco szybszy wzrost wynagrodzeń, ale – jak pokazuje praktyka – rozpoczęły się akcje strajkowe również w zakładach produkcyjnych. Długotrwałe strajki nikomu nie służą, dlatego apelujemy i zwracamy się do rządu o podjęcie rozmów, żeby uniknąć tego najgorszego rozwiązania. Na przykład w ZUS-ie jest wszczęty spór zbiorowy, który dzieli tylko jeden krok do akcji strajkowej. Napięta sytuacja nikomu nie służy. Wspólnie powinniśmy pochylić się nad tym, jak ten problem rozwiązać.

Strajków przybędzie i zaczną protestować kolejne grupy zawodowe? Czeka nas gorąca wiosna?

Niestety, może tak być. Inflacja po raz pierwszy od wielu lat doprowadziła do spadku realnych wynagrodzeń. To jest sytuacja, która pobudza pracowników do działań nadzwyczajnych. Polskie przedsiębiorstwa, jak pokazuje GUS, wcale nie są w takiej złej kondycji finansowej, jak czasami mogłoby się wydawać. Premier też mówi, że kondycja polskiego budżetu jest dobra. Z tego wynika, że mamy margines do szybszego wzrostu wynagrodzeń, by uniknąć konfliktów społecznych.

Wspominał pan o problemie demografii. Na ile pod tym względem sprawdził się program 500+?

Rozmów o problemie demograficznym jest wiele. Niedawno prezydent organizował Kongres Demograficzny, ale – jak pokazują statystyki GUS-u – żadne z tych działań nie rozwiązało problemu demograficznego. Nadal mamy ujemny przyrost naturalny. Od początku różniliśmy się częściowo z rządem. OPZZ uważa, że 500+ dla wielu rodzin to program, który tak naprawdę jest sposobem na zbilansowanie wydatków miesięcznych i z tego powodu spełnia pozytywną rolę. Powinien on być jednak powiązany z kryteriami dochodowymi. W ocenie OPZZ większy wpływ na budowanie demografii będzie miało budowanie szeroko rozumianego bezpieczeństwa socjalnego. To są na przykład mieszkania, bo rodziny muszą mieć gdzie mieszkać. Podstawowym źródłem utrzymania powinny być wynagrodzenia. Mówiliśmy też, że trzeba zwiększyć skalę aktywizacji zawodowej Polaków, bo w Polsce mamy jeden z najniższych wskaźników w Europie. Pracuje u nas tylko nieco ponad 60 proc. Polaków w wieku 18–65 lat. Istotne, aby zaktywizować tych, którzy nie pracują, mimo że często mają takie możliwości. Ważny jest dostęp do tanich żłobków i przedszkoli czy opieki świetlicowej w szkołach. To wszystko umożliwi rodzicom podjęcie pracy zarobkowej bez ponoszenia dużych kosztów na np. prywatne przedszkola czy opiekunki.

Obniżenie podatków dla poszczególnych grup mogłoby zadziałać prodemograficznie?

Szybszy wzrost wynagrodzeń można osiągnąć dwiema drogami. Poprzez wzrost nominalny i poprzez obniżenie podatków. Od dawna postulowaliśmy o podniesienie kwoty wolnej od podatku. To się stało w Polskim Ładzie, ale poprzez to, że wyłączono z odliczenia podatkowego składkę zdrowotną, pracownicy tylko w niewielkim stopniu odczują wzrost tej kwoty. W dalszym ciągu kwota wolna od podatku w Polsce jest dużo niższa niż ta, która obowiązuje w państwach UE. Mówimy o tym, że podatki powinny być bardziej progresywne, między innymi poprzez większą ilość skal podatkowych. Osoby, które zarabiają najmniej, powinny być niżej opodatkowane. Pierwsza skala podatkowa dla najniżej zarabiających w wysokości 17 proc. podatku jest jedną z wyższych w Europie.

Jak brak środków z Funduszu Odbudowy może wpłynąć na sytuację przeciętnego Kowalskiego?

Wszyscy partnerzy Rady Dialogu Społecznego krytycznie patrzą na to, co się dzieje wokół środków europejskich. Sprawa Turowa nie wybuchła rok temu. Koleżanki i koledzy, którzy pracują w transgranicznej radzie związkowej, od kilku lat informowali, że Czesi zgłaszają problem Turowa, a Polska nie chce z nimi rozmawiać. Podobnie wygląda sprawa praworządności. Jako OPZZ robiliśmy w trakcie konsultacji z rządem wszystko, aby doprowadzić do wynegocjowania i przyjęcia Krajowego Planu Odbudowy. To rząd bierze odpowiedzialność, by ten program został przyjęty. Jego brak to brak miliardów dodatkowych złotych w kontekście działań związanych m.in. z ochroną klimatu i związanej z nią transformacją energetyczną. To szczególnie ważne w Polsce, bo nasza energetyka stoi na węglu. Środki miały być przeznaczone na nowe technologie, na tworzenie nowych miejsc pracy. Nowe technologie to też szybszy wzrost wydajności, czyli klucz do rozmów o szybszym wzroście wynagrodzeń. To cały system naczyń połączonych. Brak tych pieniędzy możemy odczuć bardzo boleśnie. W sprawie transformacji energetycznej mamy porozumienia z górnictwem węgla kamiennego, prowadzone są rozmowy z energetykami, ale nie ma jeszcze najważniejszej z punktu widzenia OPZZ polityki, czyli planu odtwarzania miejsc pracy. Polska polityka energetyczna w momencie jej przyjmowania była już technologicznie przestarzała. Nie ma jasnej wizji, jak ta energetyka w Polsce będzie ewoluowała i jaki kształt ma osiągnąć w perspektywie 30 lat. Procesy inwestycyjne w tym obszarze trwają kilka, kilkanaście lat. Jeżeli tego nie zaczniemy dzisiaj, to do 2030 r. tego nie skończymy.

Spór między rządem a UE toczy się również w sprawie pakietu klimatycznego. Jaki tutaj jest problem i jak do tego zagadnienia podchodzi RDS?

W grudniu ubiegłego roku odbyliśmy posiedzenia Rady Dialogu Społecznego poświęcone realizacji pakietu klimatycznego w Polsce. Jest on przewidziany w naszej agendzie na ten rok – chcemy to blisko monitorować i o tym rozmawiać. Problem jest bardzo złożony. Z jednej strony oczekiwania społeczeństw europejskich, w tym polskiego, są ukierunkowane na ograniczenie zmian klimatycznych i zanieczyszczenia środowiska. Nie możemy udawać, że tego w Polsce nie widzimy. Z drugiej strony oparcie polskiej energetyki na węglu powoduje, że dla nas jako związkowców największym problemem jest zagrożenie dla setek tysięcy miejsc pracy. Nie ma pomysłu na ich odtworzenie. Odbywamy w tym kontekście szereg spotkań i rozmów ze stroną rządową. Warto wspomnieć, że opłata klimatyczna, w ubiegłym roku 25 mld zł, nie trafia do budżetu UE, lecz do budżetu polskiego, i w zamyśle miała być przeznaczona na ograniczenie emisji CO2, na nowe technologie i odnawialne źródła energii. Jako OPZZ dwukrotnie pytaliśmy ministra środowiska, na co wydano środki w ubiegłym roku. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy. Istnieje uchwała partnerów społecznych, czyli przedsiębiorców i związków zawodowych Rady Dialogu Społecznego, która wzywa rząd, aby 75 proc. tych środków przekazano na realizację polityki klimatycznej. Pozostała ona bez echa.

Jakie mogą być konsekwencje braku akceptacji Krajowego Planu Odbudowy?

Polska polityka energetyczna w momencie jej przyjmowania była już technologicznie przestarzała

Konsekwencje dotkną milionów Polaków, bo to każdy z nas jest ostatecznym beneficjentem środków europejskich. Jeżeli budujemy drogę, to jeżdżą po niej nasi obywatele. Jeżeli sfinansujemy nową technologię do produkcji, to unowocześnimy polską gospodarkę, tworząc nowe miejsca pracy. Beneficjentem zawsze jest społeczeństwo. Negatywnie oceniamy tu działania rządu, który wręcz lekceważy ten problem. Jeszcze na etapie prac nad budżetem na 2022 r. wielokrotnie pytaliśmy, dlaczego nie ujęto w nim Krajowego Planu Odbudowy. Otrzymaliśmy odpowiedź wskazującą, że rząd już wtedy zakładał możliwości braku tych środków i że nie stanowi to większego problemu. Dla rządu pewnie nie jest to problem, ale dla społeczeństwa na pewno tak.

Jeszcze uwaga w kwestii polskiej polityki klimatycznej. Dokonaliśmy analizy, jak wygląda spadek wydobycia węgla w Polsce w ostatnich latach, bo on następuje, i jak kształtuje się emisja dwutlenku węgla. W ostatnich kilku latach nastąpił spadek wydobycia polskiego węgla i znaczny wzrost emisji dwutlenku węgla, co oznacza, że nie koordynowano zapotrzebowania polskich elektrowni na węgiel z planami ograniczenia wydobycia węgla. Jeżeli już przyjmujemy, że ma być ograniczony, to ograniczmy go do zapotrzebowania polskiej energetyki i ciepłownictwa. Ograniczamy spalanie polskiego węgla, ale w sumie spalamy go więcej. To nieporozumienie.

Co OPZZ może zrobić w temacie emerytur stażowych?

Emerytury stażowe są dobrym pomysłem. Gdy mówimy o systemie emerytur kapitałowych, teoretycznie nikt w nim nie dokłada do emerytury pracownika. Dzisiaj dalej pojawiają się dziwne sugestie, że ktoś na kogoś pracuje, a gdy na emerytów nie będzie miał kto pracować, to nie uda się wypracowywać emerytur. Przypomnijmy, że przeciętny pracownik na konto emerytalne odprowadza około 20 proc. swoich zarobków. Osoby z 40-, 45-letnim stażem pracy zgromadziły odpowiedni kapitał, by otrzymać co najmniej emeryturę minimalną. Mamy świadomość, że wcześniejsza emerytura będzie emeryturą niższą. Ale dlaczego to rząd ma o tym decydować, a nie pracownik? Zawsze podkreślaliśmy, że jeżeli chcemy aktywizować osoby, które zbliżają się do wieku emerytalnego lub ten wiek osiągają, to nie należy tu wprowadzać odgórnych nakazów, lecz rozwiązania opcjonalne. Jako OPZZ pozytywnie oceniamy wprowadzenie dodatkowej kwoty wolnej od podatku dla tych pracowników, którzy po osiągnięciu wieku emerytalnego nie przechodzą na emeryturę i kontynuują zatrudnienie. To jest właściwy krok do zachęcania do dłuższej pracy i pracownicy powinni mieć takie prawo wyboru. Cieszy nas, że coraz więcej środowisk politycznych i społecznych zgadza się z tym myśleniem. Podobny projekt ustawy złożyły Lewica, PSL, Solidarność. Wygląda na to, że koncepcja ta zdobywa coraz szersze poparcie społeczne.

Co ze skracaniem tygodniowego czasu pracy?

Skracanie czasu pracy jest jednym z postulatów OPZZ. To można realizować na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez skracanie tygodniowego wymiaru czasu pracy, a po drugie, poprzez wydłużenie urlopu. W obu tych zakresach złożyliśmy stosowne propozycje. Na razie nie znajduje to zrozumienia ani po stronie przedsiębiorców, ani po stronie rządu. Pokazujemy, że procesy robotyzacji, automatyzacji i informatyzacji będą skutkowały redukcjami zatrudnienia. Nadejdzie taki czas, że dzielenie się pracą będzie czymś niezbędnym. Dziś chcemy wskazywać na to, że pracownik, który jest wypoczęty, ma większą wydajność. To też potwierdziły eksperymenty w kilku państwach, gdzie dokonano w tym obszarze radykalnych wręcz zmian. Choć pracownicy pracują krócej, ogólna wydajność nie spadła.

Co zrobić, aby doprowadzić do szybszego wzrostu wynagrodzeń?

Wydaje się, że proste mechanizmy wzrostu wydajności pracy w Polsce się wyczerpały. Pozostaje unowocześnianie gospodarki – automatyzacja, robotyzacja i informatyzacja.

Z danych NBP wynika, że firmy posiadają obecnie na swoich rachunkach ponad 400 mld zł. Pieniądze na inwestycje więc są, ale te póki co się nie opłacają. Nadal siła robocza jest tańsza niż maszyna. Jeżeli jako ruch związkowy nie wymusimy wzrostu wynagrodzeń, to Polska będzie odstawać od świata coraz bardziej. Z tanimi pracownikami nie będzie się opłacało inwestować w innowacje.

A jaka jest dzisiaj siła związków zawodowych?

Odczuwamy pewien deficyt obecności związków zawodowych w życiu gospodarczym. Związki przy tym odgrywają nadal bardzo istotną rolę, ponieważ wielu spraw, o których mówiłem, bez związków zawodowych nie udałoby się dokonać. Jest to związane ze stanem prawnym i stanem mentalności w Polsce, z pierwotnym odreagowaniem po poprzednim systemie gospodarczym. Dzisiaj powszechnie dostrzega się wady nadmiernego neoliberalizmu i poszukuje pewnej systemowej równowagi, bo ona zapewnia szybszy wzrost. W zakładach pracy odnotowujemy wiele utrudnień zarówno w zakładaniu związków, jak i codziennej działalności. Nie do końca sprawdzają się też instytucje państwowe, bo o ile do działań Państwowej Inspekcji Pracy nie można mieć zastrzeżeń, o tyle sądownictwo pracy, które powinno być arbitrem w konfliktach między pracownikiem a pracodawcą i rozstrzygać je szybko, sobie nie radzi. Sprawy trwają po wiele miesięcy, a nawet lat. Nie jest to dobre, bo stan niepewności nie służy zarówno pracodawcy, jak i pracownikom.

Jakie są pomysły dotyczące rozwinięcia partnerstwa społecznego i funkcjonowania samej Rady Dialogu Społecznego?

Od pewnego czasu dyskutujemy nad tym, co w obecnym kształcie ustawowym dialogu społecznego w Polsce trzeba zmienić, aby poprawić jego skuteczność. Widzimy pewne problemy związane z rozdrobnieniem organizacji pracodawców – były cztery, dziś jest ich sześć. Widzimy zbyt niską sprawczość samej instytucji Rady Dialogu Społecznego. W rozmowach z partnerami powstają pomysły, by Rada Dialogu Społecznego nie była dodatkiem do jednego z wydziałów ministerstwa zajmującego się pracą, lecz samodzielną, niezależną instytucją, z własnym budżetem i z większymi uprawnieniami, takimi jak możliwość wzywania przedstawicieli rządu do odniesienia się do spraw, które wnosimy.

Co z wolnymi niedzielami? Powinno się coś zmienić? Jak na to zapatruje się OPZZ i Rada Dialogu Społecznego?

W Radzie Dialogu Społecznego zdania są podzielone. Jako OPZZ zapatrujemy się na wolne niedziele przez pryzmat wszystkich pracowników, a nie tylko pracowników handlu. Kodeks pracy gwarantuje wolną tylko jedną niedzielę w miesiącu, dlatego OPZZ postulowało, aby wszyscy pracownicy mieli zagwarantowane co najmniej dwie niedziele wolne. Gdy mówimy, że istotną wartością jest tworzenie warunków do łączenia życia zawodowego z osobistym, nie może to dotyczyć tylko pracowników handlu. Nie mamy w tym zakresie nadal porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego, lecz kwestię tę będziemy konsekwentnie podnosić, wskazując na nierówność w traktowaniu poszczególnych grup pracowników.

Co RDS może zrobić w kwestii pandemii?

Od dwóch lat dokonujemy wszelkich starań, aby wspierać profilaktykę i walkę z pandemią. Mimo kontrowersji, które występują u poszczególnych partnerów społecznych, przyjęliśmy wspólny apel do rządu o wprowadzenie obowiązkowych szczepień.

Co z obowiązkowymi szczepieniami?

Na razie nie ma reakcji rządu. Polska ma jeden z najniższych wskaźników wyszczepialności. Mamy też jedną z największych śmiertelności w Europie.

Ma pan wrażenie, że OPZZ i Rada Dialogu Społecznego to ciała, z którymi liczy się władza?

Czasami widzę tu działania instrumentalne. Jeżeli rząd chce pokazać, że jest „otwarty na społeczeństwo”, to prezentuje swoje programy na forum Rady. Z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, że wielokrotnie udaje się nam obligować stronę rządową do wcześniejszej prezentacji programów i założeń. Mamy różne doświadczenia z zespołów problemowych i trójstronnych, gdzie są rzeczywiste negocjacje i gdzie dochodzi do porozumień trójstronnych. Są też sytuacje, kiedy dochodzi do dwustronnego porozumienia pracowników i pracodawców. Odnotowujemy sukcesy, ale też i takie sytuacje, kiedy jesteśmy przez rząd wykorzystywani nie jako forum negocjacji, lecz trybuna prezentacji programów rządowych. Krytycznie oceniamy działania pomijające obowiązek konsultacji projektów ustaw z RDS poprzez podejmowanie ich w formie inicjatyw poselskich.

To już jest standard.

Nikt z nas nie uwierzy, że posłowie koalicji rządzącej składają poselski projekt bez akceptacji rządu. To jest świadoma próba ominięcia procedur konsultacyjnych.

Nie ma pan poczucia, że RDS jest listkiem figowym, który ma pokazać społeczeństwu, że rząd prowadzi dialog, a tak naprawdę i tak zrobią, co partia będzie chciała?

Na pewno rząd ulega takiej pokusie, ale nie zgodzę się z twierdzeniem, że RDS jest ciałem tytularnym. Są sprawy dużej wagi, w których uczestniczymy, i gdzie udaje się osiągać porozumienia wymagające zmiany stanowisk rządu. Mamy spore oparcie w polskim prawodawstwie i w kulturze politycznej Unii Europejskiej, która bardzo mocno zwraca uwagę na obowiązek konsultacji rządów z partnerami społecznymi. Tak było w przypadku funduszy europejskich, kiedy w pierwszym etapie mieliśmy problem z efektywnym uczestnictwem, ale poprzez wspólny nacisk wielu stron wymusiliśmy udział partnerów społecznych w istotnych elementach programowania funduszy europejskich w Polsce.

współpraca: Przemysław Malinowski