O energooszczędnym skakaniu mówi się od dawna, ale początek PŚ, łączący rywalizację letnią (ceramiczne tory i igelit) z klasyką zimy (lodowe tory i śnieg, naturalny lub sztuczny), budzi emocje, podobnie jak wczesny termin startu i trzytygodniowa przerwa do czasu kolejnych konkursów w Kuusamo.

Nie ma chętnych do wczesnego rozpoczynania zawodów PŚ z racji niepewnej pogody i rosnących kosztów produkcji sztucznego śniegu. Kolizja z terminem mundialu również nie pomaga. Jest też dojrzewająca wizja działaczy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), w której skoki na nartach wcale nie muszą być dyscypliną przywiązaną do jednej pory roku.

Czytaj więcej

Sporty zimowe: drożej i skromniej

Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle-Malince będzie więc miejscem eksperymentu, którego powtórki w późniejszych konkursach się nie przewiduje, lecz jeśli wszystko pójdzie dobrze, to kto wie.

Hasło o znacznej energooszczędności i zmniejszeniu kosztów organizacji konkursów PŚ jest nie do końca prawdziwe (produkcja i kładzenie igelitu też pochłania energię i zostawia ślad węglowy) również dlatego, że nie wprowadzono rozwiązania najprostszego – rezygnacji z konkursów wieczornych i oświetlania skoczni. W tych warunkach Wisła znów przygotowała obiekt, a nawet dołączyła do tegorocznych obowiązków organizację inauguracji PŚ kobiet.

Ze sportowego punktu widzenia - po ubiegłorocznych niepowodzeniach – zmiana trenera Michala Doleżala na Thomasa Thurnbichlera ma pomóc, zwłaszcza w kluczowych imprezach sezonu – Turnieju Czterech Skoczni, turnieju Raw Air, konkursach w Wiśle i Zakopanem oraz w mistrzostwach świata w Planicy (22 lutego – 5 marca).

Trener Thurnbichler szybko pokazał, że jest fachowcem i mimo młodego wieku ma autorytet. Wygrana Dawida Kubackiego w cyklu Letniej Grand Prix to pierwsze, może skromne, ale widoczne potwierdzenie tej tezy.

Obecnie przychodzi czas na pełną weryfikację umiejętności austriackiego szkoleniowca i jego asystenta Marca Noelke. Trener powołał na pierwszy, sobotni konkurs indywidualny 13 skoczków: Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Pawła Wąska i Jakuba Wolnego z kadry A, Aleksandra Zniszczoła, Kacpra Juroszka, Jana Habdasa, Macieja Kota, Tomasza Pilcha i Andrzeja Stękałę z kadry B oraz Stefana Hulę i Klemensa Murańkę z kadr regionalnych.

Siłę reprezentacji po dawnemu tworzą najstarsi: mistrz Polski Kubacki, który wydaje się być liderem kadry, Stoch i Żyła, ale są sygnały, że kolejne pokolenie zaczyna doganiać mistrzów. Okazji, by się o tym przekonać, będzie wiele, sezon męski to 39 konkursów: 32 indywidualne, 5 klasycznych drużynowych i dwa w nowym formacie, w duetach.

Nie zmienia się układ sił, sześć krajów (w kolejności ubiegłorocznego Pucharu Narodów: Austria, Słowenia, Niemcy, Norwegia, Japonia i Polska) wciąż ma znaczną przewagę nad resztą. Indywidualnie głównymi rywalami Polaków znów będą zapewne obrońca PŚ Ryoyu Kobayashi, Marius Lindvik, Markus Eisenbichler, Karl Geiger, Halvor Egner Granerud, Stefan Kraft i Timi Zajc, choć może jakiś młokos z Norwegii lub Słowenii też pokaże pazury.

Jak zawsze będzie trwała wojna technologiczna na buty, wiązania, narty i kombinezony, którą być może okiełzna nowy kontroler FIS Christian Kathol, następca powszechnie krytykowanego Miki Jukkary.

Do Wisły przyjechało 71 skoczków i 49 skoczkiń (wśród nich polska trójka: Kinga Rajda, Nicole Konderla i Sara Tajner) z 17 krajów, są wszystkie sławy. Na frekwencję i jakość stawki nikt narzekać nie będzie. Może ta hybryda kogoś martwi, ale większość skoczków jest na tak, gdyż lądowanie na względnie miękkim i równym zielonym tworzywie jest przyjemniejsze niż zetknięcie z chemicznie utwardzonym śniegiem.

Puchar Świata w Wiśle

Piątek

14:00 – Kwalifikacje kobiet 18:15 – Kwalifikacje mężczyzn

Sobota

12:00 – Konkurs kobiet 16:00 – Konkurs mężczyzn

Niedziela

11:00 – Kwalifikacje kobiet 12:00 – Konkurs kobiet 14:30 – Kwalifikacje mężczyzn 16:00 – Konkurs mężczyzn

Transmisje w TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1