W tym samym dniu w meczu na szczycie Włochy zagrają z Brazylią. Włoszki i Amerykanki jeszcze tu nie przegrały. Brazylijki mają na koncie tylko porażkę z Amerykankami. Między tymi drużynami rozstrzygnie się walka o pierwsze miejsce. Nasze siatkarki wciąż mogą liczyć na szóste miejsce i 40 pkt, co pozwoliłoby im na start w ostatnim turnieju kwalifikacyjnym, też w Japonii, w maju przyszłego roku. W styczniu rozegrany zostanie turniej kontynentalny w Halle, gdzie z ośmiu europejskich drużyn kwalifikację na igrzyska wywalczy tylko zwycięzca. Jeśli będzie nim Rosja lub Serbia, to właśnie to szóste miejsce w Pucharze Świata będzie wyjątkowo cenne, gdyż pozwoli wyprzedzić w rankingu Holandię i zamiast niej polecieć do Japonii na ostatnie kwalifikacje.

W Japonii odbywają się prawie wszystkie najważniejsze imprezy. Puchar Świata, Puchar Mistrzyń, mistrzostwa świata, turnieje Grand Prix. Wiadomo już, że nic się nie zmieni do 2011 roku. Kontrakty zostały podpisane. Szef FIVB Ruben Acosta chwali sobie współpracę z Japończykami, gdyż dobrze płacą. Dlatego siatkarki przylecą tu w maju, a w 2010 odbędą się w Japonii mistrzostwa świata kobiet.

Po cichu wszyscy krytykują takie rozwiązania. Narzekają na trudy morderczego turnieju o Puchar Świata, zmęczenie i podróże po całej Japonii oraz różnicę stref czasowych, która po powrocie do domu długo jeszcze będą odbijać się czkawką. System kwalifikacji do tej imprezy też budzi poważne zastrzeżenia. Mistrz Afryki to brzmi dumnie, ale kiedy przegrywa seta do 5, to już nieco mniej. Z 66 meczów wiele jest nie do oglądania. W Europie, przy tak dużej różnicy czasowej te spotkania nikogo nie interesują. Tu piękne hale świecą pustkami, chyba, że grają Japonki. Ale ci, którzy oglądali poprzednie edycje tej imprezy twierdza, że nie jest już ona organizowana z dawnym rozmachem. Cztery lata temu za najlepszą zawodniczkę (MVP) turnieju uznano Małgorzatę Glinkę. Oprócz niewątpliwego splendoru był jeszcze czek na 100 tysięcy dolarów. Teraz nagród nie ma.

System „każdy z każdym" też budzi wątpliwości. Aby wyłonić zwycięzcę Pucharu Świata trzeba rozegrać 11 meczów w 15 dni. W dniach wolnych od gry siatkarki podróżują z jednej wyspy na drugą, nie ma czasu na trening i odpoczynek. Taki system często nie wzbudza też emocji. Bywa, że ostatnie mecze o niczym nie decydują. Nie ma narastającego napięcia, półfinałów i finału. Czasami po zakończeniu imprezy okazuje się, że najważniejszy był ten mecz, który rozpoczynał turniej, że to był prawdziwy finał Pucharu Świata.

Ale nic nie wskazuje, by za czasów panowania dr Rubena Acosty, prezydenta FIVB cokolwiek mogło się zmienić. Japończycy i Fuji Television zapewniają nie tylko przekaz telewizyjny w najlepszym wydaniu, ale co ważniejsze stały dopływ gotówki, więc Acosta nie szuka zastępstwa. Sprawdza się zasada, że koło raz puszczone w ruch trudno zatrzymać. A chętnych, którzy dla idei włożą palec w szprychy i spróbują zmieniać rzeczywistość - nie widać.Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w hotelu Kanko Nagoya (tu mieszkają wszystkie ekipy) z ust trenerów padały same slogany. - Wszystkie mecze są ważne, a najważniejszy ten najbliższy - mówili. Tak odpowiedział trener Włoszek, Massimo Barbolini choć pytanie brzmiało: Czy w meczu z Kubą zagra Taismary Aguero? Barbolini zrobił unik, choć wszyscy wiedzą, że Kubanka z włoskim paszportem w tym spotkaniu nie wystąpi. Kiedy dwukrotna mistrzyni olimpijska dostawała pozwolenie od kubańskiej federacji na grę we włoskiej reprezentacji warunek był jeden (oprócz pieniędzy) - nie będzie grać przeciwko Kubie. Drętwa mowa to w siatkówce norma.

Mauro Masacci, zastępujący Marco Bonittę

Ma pan jakieś nowe wiadomości z Włoch?

Mauro Masacci: Rozmawiamy z Marco, kiedy to tylko jest możliwe. Wiem, że jego żona po operacji czuje się już lepiej, rokowania są dobre, ale wciąż nie wiadomo jak to się odbije na nienarodzonym dziecku. Najbliższe dni dadzą odpowiedź na pytanie.

Na pewno rozmawiacie też o siatkówce, o najbliższych meczach Polek?

Oczywiście, przecież to jego zespół, on go buduje i zna go najlepiej. Był bardzo dumny z dziewczyn, że pokonały Serbię i zagrały z takim zaangażowaniem. Ja też jestem im bardzo wdzięczny, bo bardzo mi pomagały podczas tego meczu. Zrobiły wszystko, by sprawić prezent Bonitcie, a mnie nie chciały zrobić przykrości.

Trzy zwycięstwa w ostatnich meczach dają jeszcze szanse na przyzwoity wynik w tym turnieju. Który z rywali będzie najtrudniejszy?

Chyba Korea. To bardzo niewygodny zespół. Musimy być bardzo skoncentrowani, nie możemy sobie pozwolić na proste błędy. Dominikana z którą gramy już w środę też potrafi narobić kłopotów drużynie teoretycznej silniejszej. Najmniej atutów ma Tajlandia, ale jej też nie wolno lekceważyć. Tajki, tak jak Japonki grają bardzo szybko, w obronie podbijają wiele piłek.

W Polsce pojawiają się sensacyjne spekulacje dotyczące przyszłości polskich siatkarek. Między innymi takie, że powrót Marco Bonitty stoi pod znakiem zapytania, i w tej sytuacji rozmawiano już z innym włoskim trenerem. Słyszał pan coś o tym?

To jakaś bzdura. Nie zajmuje się plotkami, myślę tylko o tych trzech meczach, które są przed nami. We Włoszech takie sensacje mamy codziennie. Marco Bonitta wróci najszybciej jak to będzie możliwe. I głęboko wierzę, że pojedzie z tą drużyną na igrzyska.

A pan z nim?

Taki mam kontrakt.

Rozmawiał w Nagoi: Janusz Pindera