Korespondencja z Katowic

Wszyscy szykowali się na święto. Miasteczko dla kibiców, wystrojony na galowo Katowicki Spodek, kolorowy tłum fanów i duża grupa pechowców uzbrojonych w plansze „kupię bilet” sugerowały, że zbliża się coś ważnego. Nie było jednak fety, tylko dożynki, bo nasi siatkarze dzień wcześniej czwarty raz z rzędu nie potrafili podczas mistrzostw Europy wygrać ze Słoweńcami.

Zagraliśmy mecz pocieszenia w turnieju pocieszenia, który - zamiast pomóc w zaleczeniu ran po olimpijskiej porażce - raczej je odnowił, potwierdzając mentalne deficyty w zasobach liderów polskiej drużyny.

Czytaj więcej

Trener reprezentacji Polski Vital Heynen
Wyborami jesień się zaczyna

Stawką starcia z Serbami był tylko brąz, więc Polacy odzyskali luz. Znów skakali wyżej, blokowali szczelniej i zbijali mocniej niż rywale. To byli pewni siebie mistrzowie świata, a nie grupa przestraszonych liderów, którzy w kluczowych momentach wielkiego turnieju uginają się pod presją. Zobaczyliśmy drużynę podobną do tej z ćwierćfinałowego zwycięstwa nad Rosjanami (3:0).

Nasi zawodnicy skutecznie przyjmowali zagrywkę, a Fabian Drzyzga sprawiedliwie rozdzielał piłki. Meczem nacieszyć mogli się zarówno doświadczeni liderzy, jak i ci i młodsi, bardziej głodni. Świetny mecz rozegrał 24-letni Jakub Kochanowski.

Mocnym punktem Polaków był blok, skutecznie w ataku grali Bartosz Kurek oraz Wilfredo Leon. Serbowie w pewnym momencie wyglądali, jakby brakowało im nie tylko umiejętności, ale także ognia. Nasi siatkarze walczyli, bo chcieli odkupić winy i przeprosić 12 tys. kibiców, którzy wypełnili trybuny Katowickiego Spodka, za półfinałową porażkę.

Mecz z Serbami był końcem epoki, polską drużynę prawdopodobnie po raz ostatni poprowadził Belg Vital Heynen. Reprezentacja za jego kadencji zdobyła mistrzostwo świata (2018) oraz dwa brązy mistrzostw Europy (2019, 2021), ale z igrzysk wróciła bez medalu.

Polska - Serbia 3:0 (25:22, 25:16, 25:22)