Gdyby Kuba mogła skorzystać ze swoich najlepszych zawodników, o zwycięstwo byłoby trudno. Ale takie asy jak Wilfredo Leon, Joandry Leal czy Roberlandy Simon mają już inne reprezentacyjne plany. Leon zagra za rok w polskich barwach, Leal wzmocni Brazylię, a Simon liczy na obywatelstwo Kanady. Inny słynny Kubańczyk, Osmany Juantorena, od kilku lat stanowi o sile Włochów.

Czytaj także: Siatkarze wygrywają Memoriał Wagnera

Ale nawet tych młodych, niemających jeszcze doświadczenia Kubańczyków nie można lekceważyć. Skaczą najwyżej na świecie, w ataku są bardzo groźni.

Czasy świetności siatkarskiej Kuby są jednak odległe. W roku 2010 Kubańczycy byli rewelacją MŚ rozgrywanych we Włoszech, które Polakom przyniosły bolesną porażkę, a dla ich trenera Daniela Castellaniego oznaczały utratę pracy, choć jeszcze rok wcześniej stawiano mu pomnik, gdy zdobywał dla Polski pierwszy tytuł mistrza Europy.

Na włoskich mistrzostwach, Kubańczycy z 17-letnim Leonem w składzie, z Lealem i Simonem zdobyli srebrny medal. Dopiero w finale zatrzymali ich Brazylijczycy.

W środę wieczorem w Pałacu Sportu w Warnie zupełnie inną kubańską drużynę spróbują zatrzymać Polacy. Może być nerwowo, rywale mają w swoich szeregach prawdziwą perłę, 21-letniego atakującego Miguela Gutierreza, jest też bardzo skuteczny niewysoki przyjmujący Miguel Angel Lopez.

Przed rokiem Kubańczycy przegrali z naszymi juniorami finał mistrzostw świata. Bohaterami tamtych MŚ byli Jakub Kochanowski, kapitan złotej drużyny, oraz Bartosz Kwolek, którzy są już w zespole seniorów prowadzonym od tego sezonu przez Belga Vitala Heynena.

Teraz też mierzą wysoko, chcieliby nawiązać do wielkiego sukcesu sprzed czterech lat, gdy ich starsi koledzy zostali mistrzami świata. Aby to osiągnąć, trzeba wygrywać, najlepiej wszystkie mecze w grupie, zająć w niej pierwsze miejsce, by mieć jak najlepszą pozycję do walki w kolejnej fazie mistrzostw.

Kuba (średnia wieku 21 lat) jest nieprzewidywalna, ma kilku zdolnych siatkarzy, ale w środę faworytami będą Polacy. Tak samo będzie w kolejnych meczach, z Portoryko i Finlandią.

Vital Heynen wciąż buduje zespół, ma lidera, którym jest Michał Kubiak, ma doświadczonego libero (Paweł Zatorski) i świetnych środkowych (Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek), ale to nie jest drużyna bez wad. I nie ma pewności, jak się zachowa, gdy rywal postawi ją pod ścianą.

Portoryko też stać na niespodzianki. Cztery lata temu wygrało z Włochami, ma skutecznego atakującego Maurice'a Torresa, w ubiegłym sezonie zawodnika ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, który jest liderem drużyny. W Pucharze Panamerykańskim zakończonym w pierwszych dniach września zdobył 91 punktów, ale Portorykańczycy nie stanęli na podium. W meczu o trzecie miejsce wygrali z nimi Kubańczycy.

Z Finami zagramy w sobotę, gdy już świeżych danych o tym zespole będzie więcej. Na razie wiemy, że przegrali z Bułgarami 0:3 w meczu otwarcia. Zobaczymy też, w jakich nastrojach po meczach z Kubą i Portoryko będą Polacy. Finowie to europejski solidny średniak, któremu jak podasz palec, to chwyci całą rękę, tym bardziej że grają bez presji, nikt od nich nie oczekuje, że będą mistrzami świata.

Mają dobrego rozgrywającego Eemi Tervaportti, który w minionym sezonie grał w barwach Stoczni Szczecin, więc Michał Mieszko Gogol, trener tej drużyny, a dziś asystent Heynena, wie o nim wszystko. A że trenera (Tuomas Sammelvuo, 296 występów w reprezentacji Finlandii) też mają ambitnego, to Polacy muszą się nastawić na twardą walkę. Ale w tych mistrzostwach dla tych, którzy mierzą najwyżej, każde spotkanie będzie z nożem na gardle, w żadnym nie można tracić punktów, nawet z tymi, którzy odpadną i wrócą do domu, bo w drugiej fazie liczyć się będą wszystkie zdobyte i stracone punkty.

Najtrudniejsze dla Polaków będą dwa ostatnie mecze w grupie, z Iranem i Bułgarią. Łukasz Żygadło, były reprezentacyjny rozgrywający, który w Iranie grał trzy lata, ostrzega, by na ten zespół uważać.

– Jak pozwolisz im rozwinąć skrzydła, potrafią być naprawdę niebezpieczni. I nie można zwracać uwagi na ich zaczepki, tylko robić swoje. Cierpliwość będzie najważniejsza i konsekwencja w grze – twierdzi Żygadło, ale o tym Heynen wie, podobnie jak nasi siatkarze, którzy Irańczyków w ostatnich latach poznali wystarczająco dobrze. W PlusLidze gra przecież najlepszy z nich Milad Ebadipour, który ze Skrą Bełchatów zdążył już sięgnąć po mistrzostwo Polski.

Trenerem Irańczyków jest 53-letni Igor Kolaković, który przejął ich od Raula Lozano. Serb podkreśla, że celem jest wyście z grupy, ale niczego nie obiecuje. Cztery lata temu byli blisko strefy medalowej, ostatecznie zajęli szóste miejsce, przegrywając ostatni mecz z Rosją.

Na koniec rywalizacji w pierwszej fazie turnieju, w przyszły wtorek, zagramy z gospodarzami i już dziś wiemy, że bilety na to spotkanie zostały dawno sprzedane.

Pałac Sportu zapełni się do ostatniego miejsca i będzie przypominał wulkan. Bułgarzy są skłóceni, bo jak mówi ich trener Płamen Konstantinow, niełatwo w Bułgarii być Bułgarem. Mają wiele problemów związanych z kontuzjami czołowych graczy, ale wygrać z nimi w Warnie będzie ciężko.

Na razie jednak trzeba pokonać Kubę i Portoryko – na dobry początek. I najlepiej wysoko, nie tracąc setów, bo każdy z nich może być ważny w ostatecznym rozrachunku.

Mecze Polaków

Środa 19.30, Polska – Kuba: TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport. Super Polsat

Czwartek 16.00, Polska – Portoryko: TVP 1, TVP Sport Polsat Sport, Super Polsat

Sobota 19.30, Polska – Finlandia: TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat

Poniedziałek 19.30, Polska – Iran: TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat

Wtorek 19.30, Polska – Bułgaria: TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport, Super Polsat