Dziś w turnieju jest przerwa, a we wtorek Polki zagrają z Kubą i jak przyznaje trener Marco Bonitta, będzie to mecz kluczowy. Jeśli awans na igrzyska ma być realny, zwycięstwo jest konieczne. Kubanki to była kiedyś potęga, trzykrotnie wygrywały igrzyska olimpijskie (1992, 1996 i 2000), ale zespół grający w Japonii ma już na koncie dwie porażki i podobnie jak Polki stoi pod ścianą.

Chinka Jenny Lang Ping, najlepsza siatkarka świata w latach 80., teraz trenerka Amerykanek, obawiała się Polek. Dobrze pamiętała mecz w Rzeszowie, latem tego roku, gdzie przecież tak niewiele zabrakło, by drużyna Bonitty rozbiła jej zespół podczas turnieju Grand Prix.

Swoje zawodniczki pochwaliła za to, że potrafiły dostroić się do stylu gry swych przeciwniczek i przejąć inicjatywę. A kiedy pojawił się problem, to szybko go rozwiązały. Pierwszego seta wprawdzie wygrały po zaciętej walce do 21, ale w drugim dostały solidne lanie. Porażka do 12, na tym poziomie to policzek. Bonitta od razu nabrał powietrza, spojrzał dumnie na swoje wojsko i czekał, co wyniknie z tego bombardowania.

Polki były w tym secie nie do zatrzymania. Zdobywały punkty atakiem, blokiem, a Katarzyna Skowrońska-Dolata nie tylko przebijała się skutecznie na prawym skrzydle, ale pokazała też, że jej serwis może być wyjątkowo skuteczny.

Wiele zespołów pada po takich ciosach na deski i już się nie podnosi. Ale nie amerykańskie dziewczyny. Dzień wcześniej przegrywały w tie-breaku z Kubankami i zwyciężyły. Wysoko przegrany set z Polkami nie zrobił na nich wrażenia, przy stanie 1:1 mecz zaczynał się przecież od nowa.

Niestety, nie najlepiej dla Polek, które zostały na starcie (5:10), ale potrafiły się jeszcze poderwać do walki i doprowadzić do remisu 17:17. Potem nasze siatkarki częściej obejmowały prowadzenie, ale pierwszego setbola (23:24) miały Amerykanki. Po ataku Podolec (20 punktów w meczu i 48 procent skuteczności) szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę, lecz tylko na moment. Kolejne punkty zdobywały już rywalki.

– Tak przegrany set bardzo boli. Masz zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, dajesz z siebie wszystko, tracisz mnóstwo sił i przegrywasz – mówiła później Eleonora Dziękiewicz. Polki w czwartym secie, po ataku Marii Liktoras prowadziły jeszcze 14:12, ale nagle, zaczęły tracić punkt po punkcie.

– Mam zamieszanie w głowie, nie wiem, co się stało – to szczere wyznanie Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty, która właśnie wtedy popełniła kilka błędów. W sobotę w wygranym 3:0 meczu z Peru uznano ją za najlepszą zawodniczkę spotkania. Te Peruwianki jednak nie przypominają drużyny sprzed dwudziestu lat, która podbijała siatkarski świat. Polki jadą dziś autobusem z Hamamatsu do Nagoyi, a później lecą do Sendai, gdzie zagrają z Kubą i Kenią.

1. Włochy 3 6 9:0

2. Brazylia 3 6 9:2

3. Serbia 3 6 9:2

4. USA 3 6 9:3

5. Japonia 3 5 7:4

6. Kuba 3 4 7:6

7. Polska 3 4 4:6

8. Peru 3 4 3:6

9. Dominikana 3 4 3:8

10. Tajlandia 3 3 3:9

11. Korea Płd. 3 3 1:9

12. Kenia 3 3 0:9