- Co można powiedzieć o takim meczu jak ten z Koreą?

- Grałyśmy bardzo nierówno. Raz lepiej, raz gorzej. To były takie wzloty i upadki, które z jednej strony są wynikiem zmęczenia, z drugiej zaś nietypowego stylu prezentowanego przez Koreanki. Nigdy nie wiem, co one wymyślą, jak zaatakują, czy skoczą do bloku. Czasami to co robią wygląda dziecinnie, ale urywają sety najlepszym.

- Woli pani grać z klasowymi zespołami?

- Gram z kim muszę, to nie ma znaczenia, ale faktycznie te najlepsze drużyny mają swój jasno określony styl. Jak patrzę na Amerykanki to wszystko rozumiem. To jest mój sposób patrzenia na siatkówkę. - A kto gra najładniej ? - Brazylijki, które potrafiły połączyć siłę z szybkością. Ale na tym turnieju najlepsze są Włoszki. Grają perfekcyjnie, popełniają niewiele błędów.

- A co jest atutem Polek ?

- Wszyscy mówią, że atak, ale moim zdaniem jesteśmy naprawdę dobre tylko wtedy, gdy gramy równo w każdym elemencie. Potrafimy to robić, ale tylko czasami. My gramy dość prostą siatkówkę, bez wielkiej finezji, więc nie możemy popełniać błędów.

- Jest jeszcze szansa na szóste miejsce, które da wam sporo punktów w rankingu FIVB. Trzeba tylko pokonać Tajlandię...

- Myślę, że potrafimy tego dokonać. A w styczniu w Halle będziemy się modlić, by turniej wygrała Rosja, lub Serbia, bo to będzie najkorzystniejsze dla nas rozwiązanie. - Nie zakłada pani, że wygra Polska?

- Wolę niczego nie obiecywać. Tu też byłyśmy bardzo blisko znacznie lepszego wyniku. Mogłyśmy wygrać dwa, trzy spotkania więcej i nasza sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

- Walka o Pekin zapowiada się ciężko. Żadna z was nie była na igrzyskach. Marzy pani o tym po nocach?

- Mam swoje lata i jestem realistką. Nie wiem czy moje kolana wytrzymają do olimpiady. Zdecydowałam się, że w tym sezonie będę grać i w reprezentacji, i w klubie. Przez ostatnie trzy i pół miesiąca zagrałam ponad czterdzieści spotkań. Z reprezentacją w Grand Prix, mistrzostwach Europy, Pucharze Świata i pięć spotkań w klubie.

- Co mówią lekarze?

- Ostrzegają. A ja czekam. W maju, kiedy zakończy się liga podejmę decyzję, co dalej. Nie będę ryzykować utraty zdrowia. Jeśli zajdzie taka konieczność zrezygnuję z siatkówki. Nawet jeśli będę miała szansę pojechać na igrzyska.

- Nie ma w pani zbyt wiele optymizmu?

- Tak naprawdę wierzę jednak, że wszystko będzie dobrze, że wcześniej, czy później wywalczymy ten awans i pojadę do Pekinu.