Rz: Dwa mecze mistrzostw świata wygrane po 3:0. Spodziewał się pan aż tak dobrego początku?

Piotr Gruszka:

Jest dobrze. Widać to po grze drużyny, słychać w wypowiedziach zawodników. Ale chłopcy muszą utrzymać chłodne głowy. O wyniku w tak długim turnieju nie decyduje tylko forma sportowa, ale też przygotowanie fizyczne.

Z Australijczykami wygraliśmy pewnie, choć zdarzały się niepotrzebne błędy, chwile nonszalancji, problemy w ataku...

Możemy i powinniśmy zagrać lepiej. Na razie bardzo dobrze przyjmujemy, świetnie rozdziela piłki Paweł Zagumny. W ataku na początku nie bardzo mógł się wstrzelić Mariusz Wlazły. Pewnie po słabszym początku wielu trenerów by go zmieniło, ale Stephane Antiga tego nie zrobił – i słusznie. On go zna, wie, jak Mariusz reaguje, jak rozwija się w miarę upływu czasu. Kibice przyzwyczaili się, że on ma zawsze spektakularnie kończyć piłki i – jak to się mówi – wbijać gwoździe. Spokojnie! Poczekajmy i nie krytykujmy, bo będzie jeszcze czas, żeby się rozkręcił. Moim zdaniem Australijczycy zagrali znacznie lepiej, niż pokazuje wynik. Największe problemy mieli ze skończeniem pierwszego ataku, ale poza tym nie byli wcale drugorzędnym rywalem.

Kapitan Australii Aiden Zingel powiedział po meczu, że Polaków poniosły trybuny, a oni „nie wytrzymali ciśnienia".

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że gospodarzom pomagają ściany, szczególnie podczas meczu ze słabszym rywalem. Drużyny ze ścisłej czołówki, z doświadczonymi zawodnikami, zdeprymować trudniej. Ale na ten turniej wiele ekip przyjechało z nowymi zawodnikami na kluczowych pozycjach. Przyglądam się innym zespołom, śledzę wyniki meczów. Cieszę się, że mocno walczą w grupie D, bo przecież z drużynami z tej grupy zagramy w kolejnej rundzie. Punkty zgubili już Amerykanie i Włosi, imponują Irańczycy. Ale daleko idących wniosków nie wyciągam. W 2006 roku w pierwszej fazie Brazylijczycy przegrali z Francją, a później doszli do finału i rozbili nas 3:0.

Teraz naszych siatkarzy czekają mecze z Wenezuelą i Kamerunem. Formalność?

Trzeba się pilnować, bo jeden słabszy dzień może wiele zmienić. Gdyby przed meczem z Serbią przeprowadzić sondaż, ciekawy jestem, ile osób obstawiłoby wygraną Polski, nie mówiąc już o wygranej do zera. Wiem, że kibice łatwo dają się ponosić, i ma to nawet swój urok, ale zachowajmy pokorę i po dwóch zwycięstwach nie zaczynajmy mówić o medalu. Pozostaję umiarkowanym optymistą. Wierzę, że nasza drużyna w każdym meczu będzie grała z maksymalnym zaangażowaniem i krok po kroku posuwała się do przodu. Antiga pewnie da kilku zawodnikom odpocząć. Trener nie przygotował na ten turniej jednej szóstki, tylko całą grupę. Wie, że słabsze dni będą się zdarzać.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Żelaźni faworyci?

Nie mam. Mocni będą Brazylijczycy i Rosjanie. Ale nie podjąłbym się wskazania, że to właśnie te drużyny będą się bić o złoto.