Wskazówki dla stron

Prawdziwa i rzeczowa ocena reform należy do statystyki. Ocena obywateli jest mierzona emocjami, bo z jednej strony nabrzmiewa osobistym doświadczeniem, a z drugiej temperowana jest propagandą. Pośród decydentów mało kto liczy się teraz z opinią fachowców, których się lekceważy, przypisując im złe cechy i wolę, o czym świadczą różne epitety w mediach. Jednak o losach świata zawsze decydują fachowcy, chociaż to dyletanci przysparzają mu wciąż nowych problemów. Bez względu na to, co uznamy, historię piszą pozytywne zmiany lub kolejne kryzysy.

Przewaga fachowców nad dyletantami polega na tym, że pierwsi zdolni są znajdować rozwiązania, podczas gdy drudzy pogłębiają trudności (także kiedy nie są ich przyczyną). Dlatego każdy, kto uważa się za profesjonalistę, musi kierować się przekonaniem, że działa tu i teraz, i w takim wymiarze musi osiągać jakiś sukces. To zaś znaczy, że polegać musi na sobie i od siebie wymagać – bo nie może zmienić warunków działania. Rzeczywistość jest złożona i skomplikowana, co pozwala profesjonalistom pokazać swoją przewagę opartą na zrozumieniu samego problemu, warunków działania oraz realnych możliwości. To jest absolutnie stopniowalne, bo jak w sporcie – o wynikach przesądza forma zawodnika, a nie marka sprzętu lub logo na odzieży. Ten artykuł i lista rekomendacji powstały z poszanowania zasady, że działamy tu i teraz. Jeśli jestem zawodowym prawnikiem, to nikt nie wykona za mnie mojej pracy. Muszę więc pamiętać, jak wiele ode mnie zależy, bo w warunkach, w jakich przychodzi mi działać, mogę ją wykonać lepiej lub gorzej. Naprawa ustroju jest oczywiście konieczna, ale za to nie odpowiadają praktycy. Skupmy się więc na praktyce, która od nas zależy oraz głównie w odniesieniu do spraw cywilnych.

Czytaj też: Zabobony prowadzące do zapaści sądów

Sądy działają powoli – działajmy tam, gdzie coś od nas zależy

Powszechnie uważa się, że przyczyną powolności sądów jest nadmiar spraw i zła organizacja. Jedno i drugie w żaden sposób nie zależą od osób wykonujących zawody prawnicze oraz osób obsługujących sądy. Nadmiar spraw – jak wskazać (i usunąć z sądu) sprawy, które są nadmiarowe, a które nie? Czy organizacja zależy od sędziów, pracowników sądowych, prawników lub stron piszących pozwy? Dlatego spraw jest i będzie tyle, ile wniosą zainteresowani, a wszystkie należy rozpatrzyć.

Trzeba zmienić punkt widzenia, aby zamiast bezproduktywnego narzekania na nadmiar spraw skupić się na obniżeniu nakładu pracy koniecznego do załatwienia sprawy. Nie „każdej sprawy" (od tego jest ustawodawca), ale dokładnie tej, za którą odpowiadam. Bo to nie liczba spraw decyduje o obciążeniu sądów, tylko suma obciążeń, jaka wynika z liczby spraw pomnożonych przez obowiązki do każdej z nich. Ta suma obciążeń może być większa lub mniejsza, na co wpływają kolejno strony z pełnomocnikami, sędziowie prowadzący sprawę i sędziowie w sądzie odwoławczym, przy współudziale świadków, biegłych, innych organów etc. Czynności podejmowane przez nich układają się w jeden ciąg pracy, być może zbyteczny. Wszystkie osoby, które się do tego przyczyniają, zapewne uważają, że działają zgodnie z prawem.

Niestety, po pierwsze, nie jest to jedno prawo, ale wiele sprzecznych ze sobą przepisów, a nawet uprawnień. Po drugie, brak rozwiązań dla wielu problemów (np. kredytów frankowych) wymaga udziału ustawodawcy. Dlatego jest w prawie ten, kto przedłuża postępowanie w imię obrony swoich praw, nawet ze świadomością obstrukcji. To ustrój i system prawa ma temu przeciwdziałać (a nie czyni tego skutecznie). Stąd potrzeba dobrych praktyk, których przeznaczeniem jest usprawnienie tego, co mamy. Dobre praktyki w żaden sposób nie zwalniają z obowiązków ani ustawodawcy, ani polityków zarządzających organami państwa.

Dla postępowania sądowego dobre praktyki wymagają współdziałania wszystkich prawników, bo działania jednych mogą wspierać lub niweczyć osiągnięcia innych. Przyczyną może być egoizm i partykularyzm, np. wnoszenie niechlujnych pozwów lub ostrożnościowe uchylanie wyroków do ponownego rozpoznania. Zaniedbania jednych stają się obowiązkiem innych, przejmujących obowiązki w danej sprawie. Brakuje świadomości istnienia ciągłości sprawy i odpowiedzialności za nią. Powinna ona być zbudowana na korzyściach dla sprawy, a w ślad za nią mają się pojawiać korzyści własne. Niestety – dominacja korzyści egoistycznych nie bez powodu zdominowała większość środowisk – wynika to z wielu przepisów i uwarunkowań, którym jak dotąd nikt nie próbował zaradzić. Na pierwszym miejscu jest wynagrodzenie, skoro nie da się żyć bez pieniędzy. Kiedy jednak sprawy nadmiernie się przeciągają, znika każdy związek pomiędzy pracą, wynikiem postępowania i wynagrodzeniem, a jego miejsce zajmują różne inne relacje niekoniecznie prawidłowe i stymulujące sprawne postępowanie w danej sprawie. Ogólnie jest to szkodliwe dla sprawy i stron, jednak doraźnie opłacalne dla samych zainteresowanych. Dopóki reformatorzy tego nie dostrzegają i nie rozumieją, co taki mechanizm napędza i jak mu przeciwdziałać – nie ma szans na jakieś dobre zmiany nie tylko w sądach.

Autopromocja
FIRMA.RP.PL

Sprawdzona, pogłębiona i kompleksowa wiedza dla MŚP

CZYTAJ WIĘCEJ

Co można zrobić, żeby moja sprawa toczyła się szybciej – zawsze tylko do sedna

Moja sprawa – znaczy sprawa, którą sam wnoszę albo prowadzę jako pełnomocnik lub sąd. Tu trzeba dostrzec dwie grupy osób – zainteresowanych szybkim przeprowadzeniem postępowania, więc (na razie) skłonnych do współpracy, oraz osób niezainteresowanych lub zagrożonych skutkami postępowania (co może być powodem obstrukcji). Linia podziału nie jest oczywista i może się zmieniać w czasie postępowania. Powód, pisząc pozew, zawsze oczekuje szybkiego wyroku, ale kiedy dowody wskazują, że przegra sprawę, będzie próbował to zmienić, a przez to ją opóźnia. Sposób prowadzenia sprawy nie powinien więc zależeć od konkretnego żądania i spodziewanego wyniku postępowania, ale od istotnego warunku prawnego.

Na przykład X żąda zapłaty i nakazu upominawczego na podstawie niezapłaconych faktur. Po sprzeciwie sprawa toczy się w procesie, bo dłużnik zarzuca, że nic o fakturach nie wiedział i nie ma z nimi nic wspólnego. Wszystko to zgodne z prawem i zwyczajowymi sposobami postępowania. Łatwo jednak zauważyć, że gdyby powód oprócz wymaganych faktur dołączył do pozwu także dowody zawarcia umowy i jej wykonania, odciąłby pozwanemu drogę do bezzasadnych zarzutów albo przynajmniej je ukierunkował do tych polegających na prawdzie, a przez to mających sens i znaczenie. Przemyślane czynności powoda wpływają na całe postępowanie, jego czas i obciążenia dla wszystkich biorących udział w sprawie. Konieczność reformy wspomnianych procedur od strony legislacyjnej wydaje się więc oczywista. Nikt jednak nie zabraniał wnoszenia skutecznych i kompletnych pozwów – co powinno skłonić do refleksji liczących na sprawny proces.

Liczyć się trzeba nie tyle z formalnymi przepisami, ile z realiami sprawy i prawem materialnym. Dowód z faktury uznaje się za wystarczający z przepisów kodeksu postępowania cywilnego, ale z tych samych przepisów pozwany może wnieść sprzeciw. Kto żąda zapłaty, powinien więc wykazać źródła zobowiązania od strony prawnej, a nie tylko od strony formalnej. Oraz nie polega na substytutach, jakimi są faktury (dokument podatkowy), jednostronne oświadczenia (np. potrącenia czy odstąpienia od umowy), lub opinie biegłych (zamiast dowodów uzyskanych w odpowiednim miejscu i czasie).

Obowiązek pełnego wykazania swojego prawa należy do obowiązków dowodowych ogólnych (art. 6 § 2 k.p.c. ) i jest zasadą naczelną stojąca ponad innymi. Błędem jest łączenie go prekluzją dowodową, która rodzi konieczność przewidywania możliwych zarzutów, a tym komplikuje, utrudnia i opóźnia każdą sprawę. Gdyby wszystkie pozwy odnosiły się do sedna sprawy, wnoszenie większości zarzutów okazywałoby się niemożliwe, zabrakłoby pożywki dla długotrwałych procesów.

Sednem sprawy jest jednak spełnienie warunków z prawa materialnego, a nie procesowego. Właśnie ten błąd doktryny postrzegającej wyższość postępowania sądowego nad prawem materialnym jest główną przyczyną przewlekłości postępowań sądowych. Gwarantem szybkiego postępowania jest orzekanie poprzez ocenę twierdzeń i dowodów, jakie strony przedstawią sądowi. To oznacza, że o dowody należy zadbać przed wniesieniem sprawy. Naturalną przyczyną opóźnień staje się doktrynalna zgoda na tworzenie dowodów dopiero przed sądem. Sprawność postępowania dobija nałożenie obowiązków dowodowych na sądy.

Porady dla stron – zbieranie wszystkich dowodów chroni przed wnoszeniem pozwów

Najlepszym sposobem zapewnienia sobie szybkiego i korzystnego rozstrzygnięcia jest gromadzenie wszystkich argumentów i dowodów. Dla przedsiębiorcy oznacza to, że każda umowa i dokumentacja do niej powinny być traktowane jako podstawa dla późniejszego procesu. Dysponowanie pełną dokumentacją przeciwdziała potencjalnym sporom, niejako wygaszając je w zarodku.

Gdyby jednak sprawa musiała trafić do sądu, może potoczyć się szybko, jeżeli wszelkie okoliczności zostały już wyjaśnione przed procesem i poza sądem. Kluczem do sukcesu jest korzystanie ze stałej obsługi prawnej dobrego pełnomocnika, którego zadaniem jest zapobieganie sporom, a sądowym w szczególności. Każdy cel biznesowy musi być rozłożony na składniki techniczne, ekonomiczne i organizacyjne – tak samo postępować należy w sprawach umów i egzekwowania swoich należności. Pomoc prawna polegająca na wnoszeniu pozwu może być spóźniona, bo prawnicy to nie straż pożarna. Wszyscy wiemy, że gaszenie pożaru zawsze prowadzi do strat, gaszenie w porę straty ogranicza, a całkowita utrata dobytku nie jest winą strażaków.

Wskazówki dla pełnomocników – zawsze i tylko na temat

Pełnomocnicy się skarżą, że sędziowie nie czytają pozwów i pism procesowych. To jest prawie prawda, bo się starają, ale faktycznie nie mogą temu sprostać. Winę za to ponoszą autorzy pism, którzy, choć działają na wolnym rynku, zapominają, że czytanie pozwów przypomina czytanie nudnych książek, których nikt nie kupuje. Pełnomocnicy może sądzą, że sędziowie muszą czytać ich pozwy i pisma? Otóż nie muszą, ponieważ mogą oczekiwać przedstawienia ich treści na rozprawie. Kiedy się okazuje, że treść przedstawiona na rozprawie rozmija się z treścią złożoną na piśmie, czytanie pozwów i pism traci sens, a sędziowie postępują racjonalnie. Wnioski praktyczne są raczej przeciwne obecnym zwyczajom, a najważniejsze to:

a) Pisać zwięzłe pisma – czyli zaczynamy od żądania głównego wraz z ewentualnymi wnioskami ubocznymi (jak o zabezpieczenia). Do żądań tych należy podać uzasadnienie, poprzez wyjaśnienie podstawy faktycznej i prawnej, tak jak to widzi powód. Dowody i wnioski dowodowe dopiero za żądaniami. Ograniczają się do tych, które są prawnie wymagane według przyjętej przez powoda zasady roszczenia. Całość tak pojmowana może liczyć kilka stron nawet w najbardziej skomplikowanych sprawach. Konieczne dowody to załączniki, które nie powiększają objętości pozwów, a załączonych dokumentów nie czyta się, tylko analizuje. Na polemikę i objaśnienia przyjdzie czas w odpowiedzi na ewentualne zarzuty.

b) Pisać osobiście – skwapliwie unikając mieszania ze sobą żądań z dowodami, dowodów z wątpliwościami, wniosków dowodowych z twierdzeniami pozwu, a żądań towarzyszących i dodatkowych (typu zabezpieczenia) nigdy nie wrzucać na końcu lub w środku pisma. Z powodu braku poszanowania tych zasad samo sprawdzenie pozwu o zapłatę w skomplikowanej sprawie wymaga wiele pracy już na etapie braków formalnych. A kto ma czas i siły do dokładnego studiowania około stustronicowych pozwów z kilkunastoma tomami załączników, mając w referacie kilkadziesiąt takich spraw? Kto jest w stanie szybko wysupłać z dziesiątków stron i setek załączników treści konieczne do rozpisania sprawy i jej poprowadzenia? Pełnomocnicy produkujący takie pozwy mają zazwyczaj do dyspozycji potencjał całej kancelarii liczącej wiele osób i kilka spraw tego rodzaju. W sądzie proporcje się odwracają, jeden sędzia (w porywach z asystentem) prowadzi kilkadziesiąt trudnych spraw, a w referacie ma ich już setki. Nie jest więc racjonalne utrudnianie pracy sędziemu skomplikowanym pozwem, chyba że chodzi o coś innego niż rozwiązanie sporu. Najlepszą metodą na sporządzenie zwięzłego i spójnego merytorycznie pozwu jest pisanie go osobiście. Kiedy pozwy piszą różnorakie siły wspomagające i najemne, zwyciężają zasady wrogie zwięzłości i jasności, których tryumf przypieczętuje „copy and paste". Kiedy na rozprawie proszę o objaśnienie konkretnych treści pozwów spraw wielotomowych, zazwyczaj mam wrażenie, że pełnomocnik jeszcze tego nie czytał.

c) Pisma procesowe to nie pokaz wiedzy prawniczej – cytaty z literatury, orzeczenia innych sądów mogą być konieczne do rozstrzygnięcia tylko wówczas, gdy zostało zakwestionowane zarzutami. W każdym innym przypadku są to treści zbędne i nie powinny przesłaniać żądania głównego i zasadniczych twierdzeń pozwu. Z doświadczenia jednak wiadomo, że w sprawach wątpliwych takie treści zastępują właściwe argumenty i dowody, co dla doświadczonego sędziego jest jasną wskazówką o jakości roszczenia.

d) Nie dublować dowodów – zwłaszcza ze świadków, jeżeli pozostają zgodne z dokumentami, to są zbędne, a jeżeli w sprzeczności – to są niedopuszczalne. Nawet jeżeli zostaną oddalone, zawsze generują zbyteczną pracę przedłużającą postępowanie.

e) Pamiętać, że świadek nie zastąpi strony w podnoszeniu zarzutów – jest typową praktyką, że dowody ze świadków mają postać blankietową, np. X wyjaśni, na czym polegały wady rzeczy sprzedanej. Aby wnieść pozew, powód powinien już to wiedzieć, bo jeśli nie wie, to skąd wie, że może wnieść pozew? Niestety, większość pism procesowych powiela ten błąd logiczny i formalny, pozostając w błędnym przekonaniu, że nie można ujawniać treści zeznań świadka już w pozwie. Tak oczywiście nie jest, ponieważ powoływanie się na zeznania świadka w pozwie nie ma sensu, jeżeli powód nie ma przekonania, że będą one zgodne z treścią pozwu. Dla sądu zeznania świadka mają być potwierdzeniem żądania lub zarzutów, a nie źródłem poznania faktów. Dlatego sąd będzie badał wiarygodność świadka, spójność jego zeznania i zgodność z innymi dowodami – a nie prawdziwość przekazywanych treści. Sąd daje wiarę świadkom, a przez to wiarę tym, którzy się powołują na potwierdzone przez świadków fakty. Jeżeli zeznają świadkowie, to znaczy, że nie ma innego sposobu ustalenia określonych faktów. Brak dowodów z dokumentów i ze świadków otwiera drogę do warunkowego dowodu z przesłuchania strony w postępowaniu cywilnym (art. 299 k.p.c.), a w postępowaniu karnym bezwarunkowemu domniemaniu niewinności.

f) Do pozwu tylko konieczne dowody, a wnioski wymagane prawem – pamiętając, że im więcej materiału dowodowego, tym trudniejsze i dłuższe postępowanie oraz nakład pracy pełnomocników i sądu. Niezbędne są tylko dowody wynikające z danego stanu faktycznego w świetle podstawy prawnej żądania. Zasadność kolejnych dowodów może wynikać tylko i wyłącznie z podniesionych zarzutów, jeżeli zostaną w ogóle dopuszczone do procedowania. Jeżeli przepis art. 6 § 2 k.p.c. jest należycie przestrzegany, podstawy faktyczne i prawne żądania muszą być wyjaśnione dostatecznie. Żadna prekluzja dowodowa nie jest więc potrzebna, a tylko komplikuje i przedłuża postępowanie. Problem pojawia się wtedy, kiedy ustawa procesowa ponad prawem materialnym zaczyna samodzielnie kształtować przesłanki wszczęcia postępowania – tak jest przy wnoszeniu pozwów o nakazy zapłaty. Ponieważ kolejne reformy i kolejne specprocedury nie naprawiły sprawności sądów w takich sprawach – pora rozważyć, czy przyjęte założenia są właściwe. W szczególności zaś kazuistyczne dopuszczanie wybranych roszczeń do procedowania wyłącznie z przyczyn formalnych w miejsce przesłanek z prawa materialnego. Wnoszący takie pozwy powinni od razu wykazać zasadność żądania według prawa materialnego, a w ten sposób zapewnić sobie sprawność w ewentualnym procesie. Natomiast zarzuty do tak wykazanych żądań mogą i powinny być ograniczane na gruncie formalnym, co już ma miejsce i było też przedmiotem ostatnich zmian legislacyjnych (np. ograniczenia potrąceń).

g) Nie polemizować z samym sobą na wszelki wypadek – a tylko z zarzutami przeciwnika w zakresie dopuszczonym przez sąd. Znaczną część przepastnych pozwów stanowią (oprócz kopiowania i wklejania tego samego) odpowiedzi na zarzuty, których nie było, nie wiadomo, czy będą, a jeśli się zdarzą, to jakie i komu trzeba będzie na nie odpowiadać. Te treści odpowiadają za nieczytanie ich przez sędziów, bo są po ludzku nie do zniesienia, a jest ich tyle, że i tak się ich nie pamięta. Po co to więc komu? Można się tylko domyślać, czy to skutek uboczny podzlecania spraw aplikantom i innym podwykonawcom, którzy przecież chcą się wykazać tak samo jak pryncypał wobec swojego klienta? Szanowni pełnomocnicy, jeżeli chcecie szybkiego postępowania, wymyślcie inne sposoby.

h) Zawsze wnioskować o posiedzenie przygotowawcze – bo wtedy można najdoskonalej ustalić, co jest przedmiotem sporu, a co nim nie jest, i pozbyć się pracy zbytecznie wykonywanej ze szkodą dla postępowania i jego uczestników. Dotychczasowa praktyka już dowiodła, że posiedzenie przygotowawcze pomaga zawrzeć ugodę albo skrócić postępowanie. Pozytywnie wpływa również na pozycję pełnomocników, których uwagi zgłaszane wcześniej do mocodawców potwierdzają się w protokołach z posiedzenia przygotowawczego i mogą być powodem ugody.