fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

regiony.rp.pl

Kryzys jeszcze nie wszędzie się skończył

Fot. Pixabay
Choć w niektórych regionach sytuacja gospodarcza poprawia się, to na Podkarpaciu, Warmii i Mazurach oraz Śląsku wciąż jest daleka od normy.

Jedna z największych firm w podkarpackiej Dolinie Lotniczej, Pratt&Whitney, poinformowała ostatnio o zwolnieniach grupowych, które mają objąć 330 osób. – To, niestety, niejedyna firma, która ma kłopoty i redukuje zatrudnienie. Cała Dolina Lotnicza jest bliska zapaści, większość firm albo już zwolniła ludzi, albo ma takie plany – alarmuje Artur Rozmus, prezes Podkarpackiego Związku Pracodawców.

Produkcja ciągle spada

Przyczyną tych problemów jest załamanie się transportu lotniczego w dobie globalnej pandemii. Po uziemieniu w marcu czy kwietniu, obecnie linie lotnicze wznawiają swoją działalność, ale do zwykłego poziomu ruchu jeszcze daleko. Tym samym radykalnie spadło zapotrzebowanie na części do samolotów, które są produkowane właśnie w Podkarpackiej Dolinie Lotniczej.

Zła sytuacja w branży lotniczej przekłada się na słabe wyniki całego przemysłu na Podkarpaciu: w czerwcu wartość produkcji była tam o ponad 8 proc. niższa niż rok temu.

Jak wynika z danych zebranych przez nas w 16 urzędach statystycznych, to jeden z najgorszych wskaźników w kraju. W większości województw produkcja w czerwcu była na plusie, np. na Mazowszu wzrosła o 11 proc.

Kryzys nie odpuszcza także w województwie warmińsko-mazurskim (spadek produkcji w czerwcu rok do roku o 18,5 proc.) i śląskim ( spadek o 13 proc.).

– U nas dominuje przemysł drzewny i meblarski, oponiarski i spożywczy. A wszystkie mocno ucierpiały w efekcie epidemii – komentuje Mirosław Hiszpański, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Pracodawców Prywatnych.

Załamanie w automotive

Jak wyjaśnia Hiszpański, podczas największej fali pandemii w Europie popyt na meble spadł dramatycznie, bo konsumenci nie mieli głowy do takich zakupów. Z kolei zamknięcie restauracji, hoteli czy nawet szkół mocno odbiło się na lokalnych producentach żywności.

– Na Śląsku nakłada się na siebie kilka negatywnych trendów. Mamy załamanie w branży automotive, która w marcu i kwietniu stanęła w całej Europie, pandemiczne ograniczenie działalności w górnictwie czy narastające już od lat problemy w branżach wysokoenergetycznych – analizuje Marek Zychla, prezes Śląskiego Związku Pracodawców Lewiatan. – Wiele firm jakoś stara sobie radzić. Korzystają ze wsparcia z tarcz antykryzysowych, wprowadzają różne rozwiązania ograniczające koszty, takie jak przestój ekonomiczny czy ograniczony czas pracy. Ale co będzie dalej, trudno powiedzieć – zastanawia się Zychla.

Mniej pracy

Śląsk oraz Warmia i Mazury należą też do regionów, gdzie najmocniej spadło zatrudnienie.

W śląskich przedsiębiorstwach w czerwcu pracowało aż o 50 tys. osób mniej niż rok wcześniej, czyli o 6,3 proc. mniej, a warmińsko-mazurskich – o 10,2 proc., czyli 15,3 tys. osób mniej. Zatrudnienie wciąż spada w całej Polsce, ale nie tak mocno jak w tych dwóch województwach. Przykładowo w Wielkopolsce spadek wyniósł „tylko” 0,5 proc.

– Kryzys gospodarczy, z jakim musimy się zmierzyć w następstwie pandemii, dotknął wszystkie regiony w kraju – podsumowuje Jakub Rybacki, ekspert Polskiego Instytut Ekonomicznego. – Jednak widzimy, że niektóre branże ucierpiały bardziej, np. sektor motoryzacyjny czy lotniczy. I w tych regionach, gdzie udział tych branż w gospodarce jest stosunkowo duży, kryzys jest bardziej odczuwalny – wyjaśnia Rybacki.

Długookresowe skutki

Pytanie, co będzie się działo w kolejnych miesiącach. – Nie bardzo widzę szanse na poprawę, dopóki pandemia nie minie i branża lotnicza nie stanie na nogi – mówi nam Artur Rozmus. – Dolina Lotnicza to polska perełka w sektorze high-tech, pracujący tu ludzie to najwyższej klasy specjaliści. Jeśli firmy decydują się ich zwolnić, to znaczy, że naprawdę nie widzą innego sposobu na przetrwanie – ostrzega.

Za to Mirosław Hiszpański jest umiarkowanym optymistą. Jego zdaniem już w lipcu widać było ożywienie w lokalnej gospodarce, firmy produkcyjne raportują o większej liczbie zamówień, a ogromny napływ turystów nad mazurskie jeziora przekłada się poprawę w branży HoReCa (hotele, restauracje, gastronomia).

– Na pewno skutki pandemii i recesji będziemy odczuwać przez dłuższy czas – uważa Tomasza Kaczor, ekspert ds. rozwoju regionalnego z Instytutu Prevision. – A jak to się przełoży na sytuację w poszczególnych województwach? Moim zdaniem w krótkim okresie najbardziej dotknięte będą regiony z dużym udziałem przemysłu. W dłuższym jednak okresie może okazać się, że najbardziej negatywne konsekwencje pandemii zobaczymy w sektorze usług tradycyjnych, takich które wiążą się z bezpośrednim kontaktem między ludźmi. To może być niebezpieczne dla tych lokalnych rynków, które opierają się na tego typu działalności – zaznacza.

Źródło: regiony.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA