fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

regiony.rp.pl

Burmistrz Włodawy: W samorządzie skrajne ideologie są niepotrzebne

Mat. pras.
Nie wprowadzam skrajnie lewicowych uchwał, chociaż jestem z lewicy – mówi Wiesław Muszyński, burmistrz Włodawy.

Czy samorządowcy powinni angażować się w ogólnokrajową politykę?

Zawsze uważałem, że samorząd to samorząd, a polityka to polityka. Ale mimo to nie da się, pełniąc funkcję samorządowca, całkowicie polityki uniknąć. Jesteśmy zależni od tego, co się dzieje w Warszawie, od tego, co zostanie uchwalone i ustalone. Więc w jakiś sposób jesteśmy i tak w to włączeni. Niemniej uważam, że samorządowcy powinni jednak zajmować się swoimi „małymi ojczyznami”, a polityka niech się dzieje w Warszawie.

Niektórzy samorządowcy jednak to robią. Np. deklarując u siebie „strefy wolne od LGBT”. Z czego to się bierze?

To są chyba założenia, które ktoś otrzymuje „z góry”. Realizowanie wytycznych swoich środowisk. Ja uważam, że samorządowiec wybrany w wyborach bezpośrednich powinien przede wszystkim służyć swoim mieszkańcom. Nie rządzimy, a zarządzamy. Bardziej powinniśmy robić to, do czego jesteśmy powołani. Ideologie w samorządzie są niepotrzebne. Wprowadzają dużo zamieszania, krzywdzą wiele osób. Samorząd powinien zajmować się tym, do czego jest powołany. A sprawy ideologiczne – o to powinien być spór w parlamencie, a nie w radach gmin.

To dlaczego poszedł pan pod prąd i napisał list do jednego z francuskich miast, w którym zadeklarował pan, że Włodawa jest otwarta i tolerancyjna?

Czułem, że tak trzeba zrobić. Ale powiem też jasno: skrajne ideologie, czy to prawicowe, czy lewicowe, są w samorządzie niepotrzebne. To powinny być dyskusje parlamentarne. Tak samo ja nie wprowadzam skrajnie lewicowych uchwał, chociaż jestem z lewicy. Prawicowe uchwały też nie są potrzebne. A te o „wolnych strefach” prowadzą tylko do konfliktów między mieszkańcami.

Szczególnie ma to znaczenie w mniejszych gminach, gdzie mieszkańcy się znają dobrze. Wprowadzenie takiej uchwały powoduje napięcia, zwłaszcza jeśli ktoś wie, że ma sąsiada o określonej orientacji seksualnej. I co wtedy? W naszych miastach żyją różni ludzie. Miasta i gminy są dla wszystkich. Takie uchwały są po prostu niebezpieczne.

Ten gest sprzed kilku miesięcy wobec miasta Saint-Jean-de-Braye to był sygnał sprzeciwu?

Tak jak mówiłem, to był dla mnie naturalny odruch. Przeczytałem w internecie, że to miasto wypowiedziało umowę partnerską zawartą z Tuchowem. I pomyślałem, że to źle, że zrywane są takie wieloletnie umowy między miastami. Taka współpraca powinna się poszerzać, a nie zamierać. Trzeba też dbać o dobry wizerunek Polski – a takie sytuacje jak z Tuchowa sprawiają, że o Polsce mówi się po prostu źle. I to całkiem niepotrzebnie. Bo przecież nie wszystkie miasta takie są. Zależało mi na tym, by pokazać, że tak właśnie jest: że są inne miasta, niż wprowadzające strefy wolne od LGBT, że są miasta otwarte na współpracę. Bo przez jakiś czas było wrażenie, że takie uchwały to codzienność dla miast w Polsce. A tak przecież nie jest. Co więcej, miasta po prostu bardziej tracą, niż zyskują na takich uchwałach.

A czy w ogóle partnerstwa między miastami mają sens?

Oczywiście, że tak. We Włodawie, zanim zostałem burmistrzem, nie mieliśmy takich umów, teraz mamy już ich sześć. Z racji przygranicznego położenia Włodawy są to bardziej miasta na Białorusi i na Ukrainie. Mamy też miasto partnerskie w Izraelu – tu też chodzi o kontekst historyczny i wspólne dziedzictwo.

Wiele osób mieszkających tam miało przodków u nas. We Włodawie jest zespół synagogalny, gdzie przyjeżdżają turyści z całego świata. I tak się złożyło, że doszło do współpracy. Była wymiana młodzieży, nauczycieli.

W partnerstwach miast ważne jest, by był jakiś wspólny punkt zaczepienia – np. historyczny czy geograficzny. W przypadku naszych sąsiadów to naturalne: jest wiele aktywności, współpraca szkół, kulturalna, sportowa. Wszystko odbywa się w ramach obszaru Pojezierza poleskiego, bardzo pięknego terenu.

Samorządowcy byli widoczni w kampanii prezydenckiej jako kandydaci – to chyba dla samorządu dobrze?

Tak, to było dobre, że kandydaci na prezydenta zabiegali o głosy samorządowców. To pokazywało, że rozumieją pracę samorządowców. I chcą samorząd wspierać. To były dobre trendy, że zostaliśmy zauważeni. Bo często samorządowcy zostają sami ze swoimi problemami co najwyżej na forach miast czy gmin. Chociaż to się często też tak kończyło, że były tylko stanowiska, a nic za tym nie szło. Samorządom zleca się nowe zadania, a w ślad za tym idą niewystarczające środki. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Na koniec: co pana teraz najbardziej martwi jako samorządowca, burmistrza miasta średniej wielkości?

Najbardziej martwię się o finanse oraz o kryzys gospodarczy – czy będzie, ewentualnie w jakim stopniu wystąpi. To jest wielka niewiadoma. Tzw. druga fala koronawirusa też jest wielką niewiadomą. Rodzi się pytanie, czego możemy się spodziewać i jakie branże będą najbardziej dotknięte tym, co wydarzy się jesienią tego roku.

Pomimo tych trudności, będę robił wszystko, tak jak dotychczas, aby mieszkańcy w jak najmniejszym stopniu odczuli skutki pandemii.

Źródło: regiony.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA