fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

regiony.rp.pl

Zaskakujący rekord samorządów. Ale jego cena będzie wysoka

Fot. Pixabay
Samorządy chcą w tym roku przeznaczyć na rozwój aż 70 mld zł. Ale ma to być okupione ogromnym przyrostem długu.

Wychodzimy z założenia, że inwestycje publiczne są najlepszą metodą walki ze spowolnieniem gospodarczym – mówi nam Lucyna Sternik, skarbnik Lublina. – To kluczowe, by nie tracić miejsc pracy, by firmy mogły zarabiać, by płaciły CIT, a ich pracownicy – PIT. Dlatego w Lublinie były i są podejmowane działania mające na celu utrzymanie realizacji inwestycji w jak największym stopniu – dodaje.

Ambitne plany

Planowane na ten rok wydatki majątkowe Lublina to ok. 580 mln zł, czyli ponad dwa razy więcej niż te zrealizowane w 2020 r. Obejmują one szereg przedsięwzięć, w tym kontynuację budowy zintegrowanego centrum komunikacyjnego dla Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego (łączny koszt to 307 mln zł) czy budowę „strategicznego korytarza transportu zbiorowego (czyli przebudowę ulic i trakcji trolejbusowej oraz zakup autobusów elektrycznych i z napędem wodorowym – 143 mln zł).

Ambitnie do swoich działań w 2021 r. podchodzą też inne samorządy. – Plan inwestycji na 2021 r. to 1,5 mld zł, co jest rekordową kwotą w historii miasta – zauważa Piotr Husejko, dyrektor wydziału budżetu i controllingu w poznańskim ratuszu. To również ponad dwa razy więcej niż w ubiegłym roku – i także w Poznaniu największe projekty dotyczą transportu miejskiego (w tym budowa trasy tramwajowej na Naramowice – 313 mln zł, czy korekta funkcjonowania układu komunikacyjnego w rejonie ronda Rataje – 107 mln zł).

Kulminacyjna fala

O rekordach może mówić też m.in. Kraków – 1,3 mld zł (m.in. z przeznaczeniem na kolejny etap budowy linii tramwajowej KST czy budowę Całorocznego Ośrodka Sportów Zimowych) czy Warszawa – 3,1 mld zł (w tym budowa II linii metra, budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej czy rozbudowa Szpitala Bielańskiego).

W sumie – jak wynika z analizy wieloletnich planów finansowych, przygotowanej przez „Życie Regionów” – wszystkie samorządy chcą w tym roku na swój rozwój przeznaczyć prawie 70 mld zł, czyli o ponad 21 mld zł więcej niż wyniosły wydatki zrealizowane w 2020 r. Aż dziewięć jednostek postawiło sobie poprzeczkę niezwykle wysoko i planuje wydatki powyżej miliarda złotych (obok Warszawy, Poznania, Krakowa to także Szczecin, Wrocław, Gdańsk i Łódź oraz woj. mazowieckie i małopolskie).

Skąd ten inwestycyjny boom w trudnym, pokryzysowym czasie? – Nasz budżet na 2021 r. zakłada ponad 211 mln zł inwestycji, czyli o 119 mln więcej niż w 2020 r. Miasto chce się rozwijać, w ten sposób planuje pomóc lokalnym firmom, by miały zlecenia i pracę dla mieszkańców – przekonuje Monika Zapotoczna, dyrektor departamentu komunikacji społecznej w zielonogórskim magistracie.

Ale są też bardziej prozaiczne przyczyny przyspieszenia inwestycji. Po pierwsze, w ubiegłym roku pandemia osłabiła aktywność władz lokalnych na tym polu i w tym roku nastąpi pewna kumulacja prac.

Poza tym w kulminacyjną fazę wchodzi realizacja projektów zakontraktowanych z funduszy unijnych na lata 2013–2020 – jeśli samorządy nie zamkną ich zgodnie z ustalonym wcześniej harmonogramem, grozi im utrata pieniędzy. Dla porządku trzeba też dodać, że są i takie miasta, które nie planują wyższych wydatków na ten cel.

Coś za coś

Wraz z rekordowymi inwestycjami w lokalnych budżetach w 2021 r. może się też jednak pojawić rekordowo duży deficyt, wynoszący łącznie 30 mld zł. W Warszawie ma on sięgnąć ponad 2 mld zł, Poznaniu – ponad 1 mld zł, w Krakowie – 760 mln zł, w Gdańsku – 680 mln zł, a w Szczecinie – prawie 600 mln zł – wynika z analizy „Życia Regionów”.

Jak wyjaśniają samorządowcy, tak duża dziura w ich budżetach to efekt przede wszystkim podwyższonych wydatków rozwojowych, bo w zasadzie żadne miasto czy gmina w Polsce nie ma tyle oszczędności, by finansować inwestycje z własnych dochodów. – Jeszcze gorzej, że finanse samorządów są mocno osłabione – zaznacza Piotr Tomaszewski, skarbnik Bydgoszczy. – Zarówno przez pandemię, która pozbawiła nas sporej części dochodów, jak i przez ostatnią reformę w podatku PIT, która spowodowała znaczące ubytki, a rząd nam tego nie zrekompensował, oraz rosnące wydatki bieżące – wylicza Tomaszewski. Bydgoszcz planuje inwestycje na prawie 580 mln zł, a deficyt w miejskiej kasie – na prawie 191 mln zł (wobec 42 mln zł w 2020 r.).

Straty w dochodach

Monika Beuth-Lutyk, rzecznik Warszawy, dokładnie wylicza, jakie straty poniosło miasto w ostatnim roku. Trwały ubytek dochodów z PIT na skutek zmian legislacyjnych szacowany jest na ok. 800 mln zł co roku, a pandemia kosztowała Warszawę prawie 1,3 mld zł (w tym 1,16 mld zł to utracone dochody). Dalej, niewystarczający poziom subwencji z budżetu państwa skutkuje systematycznym wzrostem dopłaty ze środków własnych miasta do funkcjonowania oświaty. W 2021 r. ta dopłata ma wynieść 2,46 mld zł (oznacza to wzrost o 1 mld zł w porównaniu z 2015 r.). Mimo tych strat Warszawa musi ponosić coraz wyższe wydatki na wpłatę do budżetu państwa z tytułu tzw. janosikowego. W 2021 r. wyniesie ona 1, 294 mld zł (o 243 mln zł więcej niż w 2019 r. i 85 mln zł więcej niż w 2020 r.).

– W 2021 r. Warszawa w niektórych obszarach odnotowuje utrzymywanie się negatywnych skutków budżetowych pandemii, bez żadnego wsparcia finansowego z budżetu centralnego – wytyka Monika Beuth-Lutyk. Przykładowo, po czterech miesiącach 2021 r. dochody z CIT w stosunku do analogicznego okresu 2020 r. były niższe o 36,9 proc., a dochody ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej uległy obniżeniu o 34,7 proc.

Deficyt zbyt duży?

– W chwili obecnej trudno przewidzieć, jak pandemia będzie przebiegała w drugim półroczu i jak wpłynie ostatecznie na sytuację finansową w całym 2021 r. Niemniej jednak szacujemy, że dochody – podobnie jak w roku ubiegłym – będą niższe, niż pierwotnie zakładano, a łączny ubytek może wynieść ok. 200 mln zł – zauważa też Marcin Obłoza z Wrocławia. Obłoza podkreśla, że budżet Wrocławia na 2021 rok jest zachowawczy w sferze wydatków bieżących, tak aby utrzymać wszystkie parametry na bezpiecznym poziomie, ale właśnie ze względu na wysokie inwestycje i ubytki w dochodach deficyt może podskoczyć do prawie 550 mln zł z 257 mln zł rok wcześniej.

Deficyt lokalnych budżetów w wysokości 30 mld zł byłby przełamaniem trendów z ostatnich kilku lat, gdy samorządy notowały nadwyżkę albo ujemny wynik na umiarkowanym poziomie (najwięcej – minus 7 mld zł w 2018 r.). Ale warto dodać, że podczas globalnego kryzysu finansowego przez trzy lata z rzędu dziury w kasie samorządowej przekraczały 10 mld zł (najwięcej w 2010 r. – ponad 14 mld zł), co negatywnie wpływało na kondycję całego sektora finansów publicznych. Było to utrapieniem dla ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i przyczyną, że rząd dokręcił samorządom finansową śrubę, wprowadzając nowe, bardziej restrykcyjne wskaźniki możliwego zadłużania się.

Plany w realia

Czy teraz historia może się powtórzyć? „Ministerstwo Finansów na bieżąco monitoruje sytuację finansową jednostek samorządu terytorialnego, także w zakresie ograniczeń możliwości zadłużenia się samorządów” – pisze resort finansów w odpowiedzi na pytania „Życia Regionów”. Podkreśla jednak, że ryzyko, iż deficyt samorządów na koniec 2021 r. rzeczywiście sięgnie 30 mld zł, jest małe.

Jak wylicza, JST zwykle prognozują wyższe deficyty, niż potem realizują. Dla przykładu, po pierwszym kwartale 2020 r. planowały one deficyt w wysokości 22,9 mld zł, a ostatecznie, po czterech kwartałach, wynik – w trudnym przecież 2020 r. – był dodatni i wyniósł 5,7 mld zł.

– Warto podkreślić, że za I kwartał 2021 r. dochody JST ogółem wyniosły 83 mld zł i były wyższe o 8,2 proc. niż rok wcześniej, co stanowi dobrą prognozę na dalszą część roku. Dochody własne były wyższe o 12,9 proc. – zaznacza resort.

Źródło: regiony.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA