fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

regiony.rp.pl

Sopot ma własny model nauki w podstawówkach

Czy jeden nauczyciel może uczyć wiele klas 1-3 i nie naruszać reżimu sanitarnego? Okazuje się, że może. O sopockim pomyśle na naukę w czasie pandemii opowiada nam Magdalena Czarzyńska-Jachim, wiceprezydent Sopotu.

Jak obecnie wygląda sytuacja w sopockich przedszkolach, szkołach oraz żłobkach?

Przedszkola i żłobki działają cały czas w trybie stacjonarnym. I mają bardzo dobrą frekwencję. Przed świętami i obecnie wynosi ona ponad 90 proc. Oczywiście, funkcjonują one w systemie ścisłego reżimu sanitarnego.

Nie było przypadków zachorowań wśród dzieci i personelu?

Oczywiście, że były. Z tego powodu przez dwa tygodnie był nieczynny żłobek: nie byliśmy w stanie bowiem zapewnić opieki dzieciom. Później jednak, jak poprawiała się sytuacja zdrowotna opiekunów, dzieci z poszczególnych grup zaczęły wracać do żłobka.

Natomiast w przedszkolach zdarzały się jedynie przypadki zachorowań w grupach. Nie było potrzeby zamykania całych przedszkoli.

Trudno jest zachować reżim sanitarny?

Po każdym otwarciu żłobków i przedszkoli po lockdownie opracowywaliśmy wspólny regulamin dla wszystkich placówek. Każdą z nich wizytowaliśmy również osobiście, z pracownikiem sanepidu, z którym w Sopocie bardzo dobrze się współpracuje, ja też to robiłam. Szczególną uwagę zwracamy na części wspólne w budynkach. Chodzi przede wszystkim o szatnię, stołówkę. Przyznaję, że nie wszędzie było łatwo wdrożyć reżim sanitarny, ale udało się.

Od niedawna dzieci z klas 1-3 wróciły do szkoły. Wcześniej masowo testowano nauczycieli na obecność Covid-19. Czy takie testowanie Pani zdaniem ma sens?

Testowanie dotyczyło tylko nauczycieli klas 1-3. Na 130 nauczycieli przetestowało się 49 i jedna osoba miała wynik pozytywny.

Powiem szczerze, że podchodzę do tych jednorazowych testów dosyć sceptycznie. Nie chronią one ani nauczycieli, ani dzieci. Przeprowadzano je tydzień przed powrotem do szkoły. Nauczyciele wrócili do pracy z dziećmi, które nie były testowane. Dlatego zdecydowanie lepsze byłyby szczepienia, o co apelujemy od dawna do rządu. Martwi mnie, że nie ma żadnego harmonogramu, wytycznych dotyczących szczepień nauczycieli szkolnych oraz z przedszkoli i żłobków. Wystosowałam pismo do kuratora oświaty. Otrzymałam odpowiedź, że na razie nic nie wiadomo. Dadzą znać i najlepiej byłoby, gdyby nauczyciele się zaszczepili. Ale to akurat już doskonale wiem.

Dużo kontrowersji wywołały wytyczne ministerstwa edukacji dotyczące otwarcia klas 1-3. Chodzi o wymóg, by jeden nauczyciel uczył tylko jedną klasę. Udało się go spełnić?

Tak, udało się, ale tylko dlatego, że nas na to stać i poważenie podchodzimy do kwestii bezpieczeństwa. Jak mają być bańki, to prawdziwe, a nie tylko w deklaracjach rządowych. Każda klasa ma swojego nauczyciela prowadzącego. A nauka języka obcego i katecheza czy etyka odbywa się w trybie online. W czasie lekcji dzieci są w swojej klasie w szkole, pod opieką wychowawcy. Wszystkie szkoły mają wypracowany wspólnie i uzgodniony z sanepidem regulamin.

To chyba sporo kosztuje?

Oj, tak. Musimy zapłacić nauczycielowi opiekującemu się dziećmi w klasie oraz temu, który prowadzi lekcję online. Kosztuje to nas ok. 25 000 zł miesięcznie. Nie wiadomo, jak długo będziemy musieli ponosić tego typu wydatki.

W czwartek do dyrektorów szkół wpłynęło z kuratorium zapytanie tej sprawie. Chce ono wyjaśnień, dlaczego szkoły prowadzą zajęcia online. W ich imieniu przygotowałam odpowiedź, że dzieci uczą się w szkole pod opieką nauczyciela i tego typu rozwiązanie powinno być wdrożone nie tylko w Sopocie, ale i w innych miejscowościach. I że należy na ten cel zwiększyć subwencje!

Od początku pandemii dużo mówi się o rozgęszczaniu klas, dzieleniu na pół etc. Do tej pory jednak samorządy na ten cel nie dostały ani jednej złotówki. Szkoły otrzymały jedynie płyny dezynfekujące i trochę sprzętu do nauki zdalnej. I tyle.

A to nie koniec…

Ten sam problem dotyczy również konsultacji dla ośmioklasistów i maturzystów. Zastanawiamy się, jak je zorganizować. Według obowiązującego prawa mogą spotykać się tylko pięcioosobowe grupy.

Muszą się też „zgrać” z innymi zajęciami. A to nie jest takie proste, kiedy klasy w liceum liczą ponad 30 uczniów. Często szkoły organizują je w soboty czy popołudniami. Nauczycielowi przysługuje za te dodatkowe godziny wynagrodzenie. Sopot zdecydował się je finansować, bo mamy za co. Nie wszyscy są w tak komfortowej sytuacji.

Natomiast nie ma w tym wypadku systemowych rozwiązań, a subwencja wystarcza na coraz mniej. Obecnie pokrywa 61 proc. wydatków miasta na oświatę, a jeszcze 4-5 lat temu było to ok. 70 proc. Stało się tak przez uzasadnione podwyżki wynagrodzeń nauczycieli. Samorządy sfinansowały je z własnych środków i do tej pory nie zostały one zrekompensowane przez rząd. Dziura budżetowa więc cały czas rośnie.

Źródło: regiony.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA