fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

regiony.rp.pl

Największy ból głowy mieszkańców bogatych gmin wokół stolicy

Aktywiści i samorządowcy kilku podwarszawskich gmin walczą, by ich mieszkańcy płacili za bilety komunikacji miejskiej tyle, co warszawiacy. Samorządy są nawet gotowe dopłacać do nich.

Raczej nie ma na to szans. – Mieszkaniec aglomeracji nie może płacić za bilet tyle samo co mieszkaniec Warszawy, bo to na mieszkańcach stolicy spoczywa finansowanie komunikacji w postaci podatków, a nie tylko opłat za bilety – tłumaczy Karolina Gałecka, rzecznik stołecznego ratusza.

Tyle co w Warszawie

Od wielu miesięcy społecznicy z Lepszego Sulejówka, lokalnej organizacji miejskiej, wspierani przez włodarzy tego miasta walczą o tańsze bilety okresowe komunikacji miejskiej. Chcą, by kosztowały ich tyle, ile mieszkańców Warszawy.

Mieszkańcy stolicy, którzy płacą tu podatki, za 30-dniowy bilet z Kartą Warszawiaka muszą wydać tu 98 zł, a za 90-dniowy – 250 zł. A z kolei mieszkańcy Sulejówka płacą za nie odpowiednio – 120 zł i 330 zł.

Aktywiści i samorządowcy z kilku podwarszawskich gmin zaproponowali IV grupę dopłat, która umożliwiałaby zrównanie opłat za zakup imiennych biletów okresowych w strefie 1 i 2 dla osób posiadających „Kartę Warszawiaka” oraz posiadających bilet metropolitarny w ramach rozszerzonej oferty Warszawa+.

Już we wrześniu 2019 roku prezydenci Otwocka i Pruszkowa oraz burmistrz Sulejówka wnioskowali o zmianę taryfy biletów podmiejskich. Zapewnili, że te miasta będą dopłacać więcej do biletu metropolitalnego, tak aby ich mieszkańcy płacili za bilety tyle samo, co warszawiacy. Ale władze stolicy nie były tym zainteresowane.

Mechanizm biletu metropolitalnego, a więc także liczba progów dofinansowania oraz kwoty zostały wypracowane w toku rozmów z wieloma samorządami aglomeracji. Kwoty dofinansowania są takimi, jakie realnie budżety gmin są w stanie wytrzymać – mówi Karolina Gałecka, rzecznik stołecznego ratusza.

Podkreśla, że „poza tym mieszkaniec aglomeracji nie może płacić za bilet tyle samo, co mieszkaniec Warszawy, bo to na mieszkańcach stolicy spoczywa finansowanie komunikacji w postaci podatków, a nie tylko opłat za bilety”.

– Samorządy aglomeracji pokrywają tylko część kosztów komunikacji na ich terenie, a mieszkańcy tylko płacą za bilety, bo ich podatki nie płyną do Warszawy. Nie możemy zrównywać ceny biletów dla warszawiaków z cenami dla mieszkańców Sulejówka, bo przecież zależy nam na tym, żeby płacili podatki w Warszawie a to jest jedna z zachęt – tłumaczy Karolina Gałecka.

Nowa taryfa

Po odmowie ratusza, grupa stołecznych radnych z PiS złożyła odpowiedni projekt uchwały w sprawie nowej taryfy dla mieszkańców aglomeracji, których samorządy chcą dopłacać do biletów.

– Projekt uchwały został zgłoszony w imieniu Klubu Radnych PiS podczas wprowadzania zmian do porządku obrad XXXI sesji Rady m.st. Warszawy 18 czerwca 2020 roku. W wyniku głosowania Rady Warszawy nie został wprowadzony do porządku obrad (za – 18 głosów, 35 – przeciw, 1 – wstrzymujący) – poinformowała nas Magdalena Dardzińska, z biura Rady Warszawy. Dodała, że zazwyczaj niewprowadzenie projektu do porządku obrad kończy prace nad dokumentem.

Aktywiści z „Lepszego Sulejówka” się nie poddali. Na początku roku wystosowali pismo z pytaniami w sprawie wprowadzenia nowej taryfy dla mieszkańców aglomeracji, tak by mogli płacić za bilety komunikacji tyle co warszawiacy, do Jarosława Szostakowskiego, przewodniczącego klubu Koalicji Obywatelskiej, która ma większość w stołecznej radzie miasta.

Na razie odpowiedzi nie dostali. Ale na przychylność radnych KO raczej liczyć nie będą mogli.
– System Karty Warszawiaka został stworzony po to, by promować płacenie podatków w Warszawie, dlatego nie uważam za stosowne, aby rozszerzać preferencję tego systemu na osoby, które nie płacą podatku dochodowego w stolicy – mówi nam radny Szostakowski.

Źródło: regiony.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA