Kierowcy „Srebrnych Strzał” znaleźli się na czele tabeli z czasami trzeciego dnia testów, a rezultat Valtteriego Bottasa był aż o pół sekundy lepszy od najlepszego wyniku z całych ubiegłorocznych jazd. Do rekordu aktualnej wersji toru Barcelona-Catalunya zabrakło Finowi zaledwie dwóch dziesiątych sekundy – a przed nami jeszcze druga tura testów, która potrwa od przyszłej środy do piątku.

– Nie martwię się czasami, na razie najważniejszy jest jak największy przebieg i niezawodność – mówił Max Verstappen z Red Bulla, trzeci kierowca ubiegłorocznych mistrzostw. Akurat w jego ekipie trochę problemów pojawiło się drugiego dnia: wykonano zapobiegawczą zmianę silnika Hondy. Kłopoty z jednostką napędową dopadły także konkurentów z Ferrari (wymiana w piątkowy poranek) czy Mercedesa (czwartkowe kłopoty z elektryką), ale nie miało to większego wpływu na liczbę pokonywanych kilometrów. Codziennie wszystkie lub prawie wszystkie ekipy pokonywały po ponad 100 okrążeń, a rekordziści przebijali barierę 150 – czyli prawie trzech wyścigowych dystansów (podczas Grand Prix Hiszpanii kierowcy okrążają tor 66 razy). Zdarzało się, że niektóre ekipy – jak Mercedes czy McLaren – przedwcześnie kończyły jazdy, bo wykorzystali cały zapas przygotowanych na dany dzień opon.

Zimowe prężenie muskułów z reguły bardziej wprowadza w błąd niż zwiastuje rzeczywisty układ sił, o czym mogliśmy dobitnie przekonać się przed rokiem. Testy pod Barceloną upłynęły pod znakiem zachwytów nad możliwościami Ferrari, tymczasem pierwsze osiem wyścigów sezonu 2019 wygrał Mercedes – w tym sześć podwójnie. Scuderia co prawda wywalczyła wicemistrzostwo świata, ale w pierwszej trójce klasyfikacji kierowców zabrakło ich zawodników. Teraz pierwsze niepokojące sygnały z Maranello zaczęły napływać jeszcze przed prezentacją tegorocznych maszyn – liczby z tunelu aerodynamicznego i symulacji nie odpowiadały ponoć nadziejom inżynierów. Po pierwszych jazdach szef ekipy otwarcie gasił resztki entuzjazmu. – Nie jestem tak optymistycznie nastawiony jak przed rokiem – mówi Mattia Binotto. – Inni są szybsi od nas. Trudno ocenić, o ile, ale moim zdaniem nie jesteśmy tak szybcy jak Mercedes i Red Bull.

Trudno powiedzieć, ile w tych głosach z obozu Ferrari jest rzeczywistych obaw o tempo czerwonych maszyn. Tifosi mogą jeszcze się łudzić, że w Maranello celowo tonują nastroje, by nie rozbudzać oczekiwań i nie sprawić zawodu w pierwszej fazie sezonu. Ekipa liczy na skuteczny rozwój swojego modelu, ale trzeba pamiętać o wyjątkowej sytuacji w tym sezonie: regulaminowa rewolucja w 2021 roku wymusi wcześniejsze niż zazwyczaj skoncentrowanie wysiłków na przyszłorocznej konstrukcji, kosztem prac nad tegoroczną.

Może to zatem oznaczać, że jedynym konkurentem Mercedesa okaże się Red Bull, ale tam Verstappen nie może liczyć na skuteczne wsparcie z drugiej strony garażu. Owszem, jego zespołowy partner Alexander Albon pokazał się w zeszłym roku z bardzo dobrej strony, ale urodzony w Londynie reprezentant Tajlandii ma na koncie zaledwie jeden sezon startów w Formule 1, w tym większość w ekipie Toro Rosso. Do Red Bulla trafił dopiero po zeszłorocznych wakacjach i co prawda pokazał zadziorność i regularność, ale w walce na samym szczycie niezbędne jest doświadczenie. Tego nie brakuje wicemistrzowi świata Valtteriemu Bottasowi, który niejednokrotnie potwierdził, że potrafi stanąć na wysokości zadania i obronić honor Mercedesa czy nawet od czasu do czasu powalczyć z Hamiltonem jak równy z równym.

Przed zespołami teraz kilka dni przerwy, a w środę rusza druga i ostatnia tura przygotowań przed sezonem, który miał być rekordowym w historii Formuły 1. Po raz pierwszy zaplanowano aż 22 wyścigi – w porównaniu z 2019 rokiem zniknęły Niemcy, ale debiutuje Wietnam i po 35 latach wraca Holandia – ale kwietniowy wyścig w Chinach został z oczywistych powodów odwołany. Władze F1 próbują znaleźć sposób na rozegranie go w końcówce sezonu, ale napięty harmonogram najprawdopodobniej uniemożliwi przełożenie zawodów. Znaki zapytania towarzyszą także planowanemu na pierwszy weekend kwietnia ulicznemu wyścigowi w Wietnamie – okolice Hanoi objęto kwarantanną i już wiadomo, że niektóre stacje telewizyjne, jak niemiecki RTL, nie planują wysyłania swojej ekipy na miejsce. Nie zanosi się jednak na przełożenie czy odwołanie nowej Grand Prix.

Autor jest komentatorem telewizji Eleven Sports