Materiał Partnera

Kto w Polsce pije piwo?

Tycjan Lewandowski: Piwo to najbardziej demokratyczny napój, po który sięgają osoby z różnych środowisk i sfer zawodowych: ludzie pracy, artyści, dyplomaci. Piwo już dawno zatraciło swój ludowy charakter, z którego się wywodzi – kultura piwna w Polsce zrodziła się w browarach folwarcznych, gdzie podawano je pod koniec dnia jako wynagrodzenie za pracę. Ta tradycja składa się na jego DNA.

To dlatego po pracy przychodzi ochota na zimne piwo w ogródku?

Być może. To powiązanie z ziemią podkreśla też jego prosty skład: woda, słód i chmiel. Inna sprawa, że piwo świetnie gasi pragnienie. W średniowieczu, np. w biedniejszych i położonych bardziej na północ klasztorach, gdzie nie można było robić wina, pozwalano zakonnikom pić piwo praktycznie bez ograniczeń. Wtedy mięso i ryby solono, żeby chronić przed zepsuciem, a to powodowało większe pragnienie. Czytałem też o klasztorze żeńskim, w którym mniszki wypijały nawet 7 litrów piwa dziennie! Choć trzeba pamiętać, że było to zupełnie inne piwo – krócej fermentowane, znacznie słabsze, za to bogate w proteiny.

Można powiedzieć, że do tradycji należy też zapewnianie piwa swoim pracownikom.

Tak. Kontynuujemy tę tradycję w formie tzw. deputatu piwnego – każdemu pracownikowi Kompanii Piwowarskiej przysługuje przydział 24 piw w miesiącu jako dodatkowa forma gratyfikacji za pracę.

Ciekawa jest geneza słowa „piwo”, które pochodzi z języka prasłowiańskiego, czyli przodka wszystkich słowiańskich języków i uznaje się je za jedno z najstarszych słów. „Piwo” oznaczało początkowo wszystko, co nadawało się do picia.

Gall Anonim pisał, że piwo podawane było w domu Piasta podczas postrzyżyn. Amatorem piwa był też pierwszy koronowany polski król Bolesław Chrobry. Można powiedzieć, że piwo towarzyszy nam przez całą znaną historię Polski. Stoi też na wszystkich półkach: premium, mainstream i economy. Polska zajmuje 5. miejsce w konsumpcji piwa w Europie. Wypijamy go ponad 90 litrów na głowę rocznie. Jest bez wątpienia najbardziej powszechnym rodzajem alkoholu.

A kiedy w tej historii pojawia się Tyskie?

Browar w Tychach nieprzerwanie warzy piwo prawie 400 lat. W XVII wieku w browarze wytwarzano trzy rodzaje piwa: wysyłkowe, drożdżowe i stołowe. Najlepsze gatunkowo było piwo wysyłkowe, przeznaczone na sprzedaż. Dwa pozostałe rodzaje konsumowali najczęściej sami browarnicy i ich rodziny. Zapewne nie mówiło się wtedy o Tyskim, tylko piwie z Tychów, które było coraz lepiej znane. Jego trzon pozostał taki sam: woda, chmiel i słód – choć na początku był to słód pszeniczny, a dziś jest głównie jęczmienny. Różne piwa były warzone w Tyskich Browarach Książęcych – ciemniejsze, jaśniejsze, miksy i różnego rodzaje style piwne. Tyskie jako marka zrodziła się na początku XIX wieku i w niezmienionej formie utrzymuje się od 40-50 lat.

Co dokładnie znaczy „w niezmienionej formie”?

Że trzymamy się swoich składników i zasad warzenia. W tym sensie Tyskie jest praktycznie takie samo od pół wieku. Zachodzą oczywiście drobne zmiany, ale jest to naturalne w browarnictwie. Na smak piwa wpływa wszystko – zbiory, pogoda, polityka, ekonomia – wojna w Ukrainie przekłada się drastycznie na zasoby światowe, bo Ukraina jest jednym z najważniejszych dostawców słodu. Obecnie do produkcji piwa na całym świecie wykorzystywane jest inne gatunkowo zboże, więc sytuacja w Ukrainie ma poniekąd wpływ na smak piwa na całym świecie. Teraz żadna marka piwna nie korzysta wyłącznie z lokalnych składników.

Tyskie ma na koncie prestiżowe nagrody od międzynarodowych ekspertów. Co ocenia się w takich konkursach?

Jednym z bardziej znanych konkursów jest Brewing Industry International Awards, na który rzeczywiście zjeżdżają się wszyscy najważniejsi znawcy piwa. I w tym konkursie Tyskie zdobyło trzykrotnie najwyższe nagrody: dwa razy złoty medal i Grand Prix jako lager oraz srebrny medal. Do dziś tyszanie i ludzie związani z browarem są z tego podwójnego zwycięstwa bardzo dumni.

A co Ciebie dziś na rynku piwnym najbardziej ekscytuje? Czy ten wielki biznes może być wciąż osobisty?

Oczywiście! Niezmiennie fascynuje mnie magia piwa, która jest związana z jego elementem lifestylowym. Wdaję się czasem w dyskusję czy piwo jest produktem z kategorii FMCG, czyli fast-moving consumers goods – jak wiele osób uważa. Ta kategoria obejmuje szybko sprzedające się produkty o stosunkowo niskich cenach.

I piwo do niej należy?

Ja tak tego nie postrzegam. Według mnie piwu jest bliżej do takich kategorii jak ubrania, samochody, perfumy, czyli takich rzeczy, do których podchodzimy z nastawieniem: to, co mam na sobie, czym jeżdżę lub czym pachnę wyraża to, jaki jestem. Piwo również otacza taka aura, bo to produkt społeczny. Można powiedzieć „Jesteś taki, co pijesz”, bo nie siada się z ze znajomymi porozmawiać przy jogurcie. „Umówmy się kiedyś na piwo” jest równoznaczne z zaproszeniem do spotkania, do rozmowy. Piwo to część stylu życia. Nie chodzi tylko o smak, czy o to, żeby ugasić pragnienie. Praca w marketingu piwa też ma o wiele mocniejszy społeczny charakter – musisz wejść między ludzi, zrozumieć ich, wiedzieć, w jaki sposób twoja marka i jej DNA rezonuje z ludźmi, czy do nich pasuje. Znaleźć dla niej miejsce w świecie, zrozumieć, jaka jest jej opowieść.

Mat. Partnera

To o czym opowiada Tyskie?

Tyskie ma w sobie polskie DNA, stoi za tym wizja, a nawet marzenie. Z tego marzenia zrodziła się nasza idea „Przejdźmy na TY”, która według mnie podkreśla najważniejsze działanie piwa. Na co dzień pracuję w Warszawie, ale czasem odwiedzam moje rodzinne miasto Koszalin.

Naprawdę?! Właśnie teraz jestem w Koszalinie, przyjechałam tu na Festiwal Młodzi i Film.

To powiem Ci więcej: mój tata, Jurek Lewandowski, był jednym z inicjatorów tego festiwalu. Widzisz – tak właśnie działa Tyskie (śmiech). A poważnie: to piwo jest wszędzie i właśnie dlatego jest tak demokratycznym wyborem. Z Warszawy jedziesz do Koszalina, gdzie trochę co innego się pije, spotykasz się z kimś, jest Tyskie i nie ma problemu, żebyście razem się napili. Ono jest często jakimś wspólnym znanym mianownikiem, w tych szalonych czasach, w których wszystko tak szybko się zmienia. Więc jeśli mnie pytasz, czy ten biznes jest dla mnie wciąż osobisty, to tak. Bo świetnie pracuje się przy produkcie, który nie służy do zwyczajnego zaspakajania codziennych potrzeb, ale daje coś więcej, mówi coś o nas. Jest socjalnym paliwem. Pamiętaj też, że Tyskie jest pod tym względem wyjątkowe, bo wywodzi się ze Śląska, z kultury biesiadnej, gdzie na browar chodziło się od zawsze ramię w ramię.

Czas pandemicznego zamknięcia i oddalenia uświadomił dotkliwie, jak bardzo potrzebujemy spotkań.

Dziś spotkanie przy Tyskim ma większe znaczenie, bo zobacz, jak my teraz rozmawiamy? Spotkania on-line nie dają tego, co czuje się, siedząc razem przy barze... Nie napijesz się z kimś on-line, nie stukniesz kuflem. I tu dochodzimy do czegoś jeszcze – kultury spotkań przy piwie. Dla mnie Tyskie jest trochę jak kapsuła czasu, bo ci ludzie, którzy się przy nim spotykali 30, 20, 10 czy 5 lat temu, nadal będą to robić, bez względu na rozwój technologii czy zmianę zwyczajów. Bo spotkanie przy piwie ma w sobie coś pierwotnego, budzi jakiś sentyment, tęsknotę za przebywaniem z ludźmi.

A pamiętasz swoje pierwsze piwo?

Dobre pytanie. Nie zastanawiałem się nad tym. Nie przypomnę sobie marki – może to było Tyskie? Ale pierwsze było na plaży w Mielnie. To był najpopularniejszy kierunek wagarów koszalińskich maturzystów. Wsiadaliśmy w autobus numer 1, jechaliśmy 10 km i byliśmy na plaży – często całą grupą znajomych. I tam zapewne przeżyłem moja inicjację w kulturę piwną (śmiech).

A jakiej przyszłości chcesz dla piwa Tyskie?

Chciałbym, żeby Tyskie było symbolem bliskości, współpracy i dobrych relacji. Polacy wiele razy pokazali, że potrafią być otwarci na innych, empatyczni – ta otwartość jest głęboko zakorzeniona w naszej kulturze i często okazuje się silniejsza niż przeszkody takie jak polityka, poglądy. Z tego wzięła się idea przechodzenia na Ty – znajdywania podobieństw i bycia ponad tym, co nas może dzielić. Głęboko wierzę, że zawsze można znaleźć wspólny język, którym ludzie mogą się porozumieć tylko trzeba to robić ze spokojem i w przyjaznej atmosferze, na przykład przy kuflu zimnego Tyskiego. ©℗

Rozmawiała: Magda Felis

TYCJAN LEWANDOWSKI – dyrektor marek Tyskie i Żubr, od 11 lat związany z Kompanią Piwowarską. Wcześniej przez 5 lat rozwijał kategorię dezodorantów w Unileverze na męskich markach – Axe, Rexona Men oraz Dove Men. Jako strateg pracował w G7 (Leo Burnett) oraz Headlines realizując projekty dla takich marek jak: Heyah, Era, Kredyt Bank, WWF, Rama, Flora czy 7 Days. Łącznie 17 lat wiedzy po obu stronach – klienckiej i agencyjnej. Wielokrotny zdobywca prestiżowych nagród w branży reklamowej m.in. nagrody głównej Effie dla platformy „Przejdźmy na TY” za najbardziej efektywną komunikację w kategorii napojów alkoholowych.

Materiał Partnera: TYSKIE BROWARY KSIĄŻĘCE