Co dla pana oznacza to orzeczenie zapadłe po siedmiu miesiącach?

Przywraca mi wiarę w fundamentalną sprawiedliwość, a z każdym kolejnym dniem już mi się zdawało, że ją tracę bezpowrotnie. Daje to nadzieję, że Polska nie jest krajem straconym.

Wydaje się, że sąd powiedział coś oczywistego: nie można sądzić się dwa razy o to samo.

Myślałem, że skoro adwokat zataił w pozwie, że w innej sprawie żąda już tego samego, a referendarz popełnił błąd, wydając w grudniu nakaz, to natychmiastowe poprawienie błędu będzie w interesie wymiaru sprawiedliwości – że nastąpi to w święta, Nowy Rok czy najpóźniej w styczniu. Mamy lipiec, ale lepsze to niż nic. Liczę, że kolejne rozstrzygnięcia sądowe będą w tym samym duchu.

Czytaj też:

Racja po stronie KCI ws. pozwu „na zapas"

Sąd przyznał rację KCI. Prawnicy komentują

Nakazowe kleszcze wobec KCI  – właściciela „Rzeczpospolitej”

Grzegorz Hajdarowicz: Zadziwiające zbiegi okoliczności

Autopromocja
Rozlicz PIT z "Rzeczpospolitą"

W łatwy i wygodny sposób wypełnij zeznanie podatkowe

Pobierz za darmo



Ma pan dziś poczucie zwycięstwa?

Na pewno tak. Sąd potwierdził, że to, co od siedmiu miesięcy powtarzam o tej sprawie, ma podstawę prawną i faktyczną – bo było to aż tak absurdalne, że niektórzy już nie chcieli wierzyć. Za to wdzięczny jestem przyjaciołom, którzy pozostali po stronie prawdy. Ale nie jest to oczywiście wygrana wojna, tylko bitwa. Liczę, że Zbigniew Jakubas i spółka CNT się opamiętają i wrócą do fundamentalnych zasad etyki w biznesie, bo nie należy mylić wolnego rynku z Dzikim Zachodem – tu nie chodzi o to, aby zatłuc przeciwnika wszelkimi metodami, tylko o konkurencję i negocjację. Mam nadzieję, że już Zbigniew Jakubas zrozumiał, że nie przejmie „Rzeczpospolitej” za czapkę gruszek.

Czy ten wyrok definitywnie kończy rozmowę o takich obawach?

Na pewno jest ważnym krokiem w tym kierunku. Ale siedem miesięcy czekania na oczywisty wyrok pokazało, że w Polsce można okładać bejsbolem nawet spółki medialne. Jest kuriozum, że sporne pieniądze może zablokować referendarz sądowy, nawet nie wysłuchując racji drugiej strony – co może nawet zniszczyć spółkę – a uwolnić je będzie można dopiero po uprawomocnieniu się postanowienia o odrzuceniu pozwu. Na szczęście moja grupa kapitałowa jest inwestycyjnie zdywersyfikowana i działa na wielu kontynentach. I to była mądra decyzja, dziś nie tak łatwo więc mnie wywrócić. Ale mniejsi wkręceni w to imadło formalnoprawne mogą mieć wielki problem. Tak się nie buduje normalnego rynku. Ktoś powinien się nad tym zastanowić.

Jakie wnioski z tego orzeczenia płyną dla rynku medialnego?

Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony jestem wdzięczny przyjaciołom, którzy mnie wsparli w trudnym momencie, ale z drugiej rozczarowany częścią szeroko rozumianego środowiska przedsiębiorców, reprezentowaną przez Radę Przedsiębiorczości, w tym Polską Radę Biznesu. Wydała ona niedawno apel pod hasłem „Stanowcze nie wobec zamachu na wolne media”. Jest on w obronie TVN i podpisuję się pod nim obiema rękami, ale ja nie doczekałem się takiego apelu w obronie „Rzeczpospolitej”, brutalnie zaatakowanej przez prominentnego przedsiębiorcę, który ma się za alfę i omegę w etyce biznesowej. I to rozczarowuje, także dlatego, że te środowiska nie włączyły się skutecznie w próbę mediacji, negocjacji czy powstrzymania ataku. Za mną nie stoi jeden z największych amerykańskich koncernów medialnych.

…choć kapitał amerykański w spółce jest.

W wymiarze 13 proc. I byłem właśnie przez nich pytany: dlaczego przedsiębiorcy w Polsce cię nie wspierają, gdy jesteś brutalnie atakowany?

I co im pan odpowiedział?

Że nie rozumiem, dlaczego milczą ci, którzy często korzystają z łam „Rzeczpospolitej” – a jesteśmy przecież głosem przedsiębiorców i wolnego rynku. Może liczą na interesy z Jakubasem? Dla Amerykanów było wręcz nieprawdopodobne, że jeden przedsiębiorca tak brutalnie może zaatakować drugiego. Dla mnie osobiście jest to bardzo przykre.

Czy orzeczenie krakowskiego sądu zmienia coś w kwestii przyszłości spółki-matki „Rzeczpospolitej”?

Nie jest tajemnicą, że w wyniku tego ataku musieliśmy podjąć działania osłonowe i we współpracy z firmą Deloitte zaczęliśmy szukać różnych rozwiązań kapitałowych, bo nie można było czekać. Ten proces trwa, ale postanowienie sądu daje nową refleksję. Liczę na dalszy dobry rozwój Gremi Media. Wydaje się, że wzrasta świadomość tego, jakie znaczenie dla kraju, jego interesów i stosunków społecznych ma debata publiczna. A ją można prowadzić tylko z udziałem niezależnych mediów, niepodatnych na naciski. I mam nadzieję, że to przesilenie z TVN oraz orzeczenie w naszej sprawie uświadomią ludziom, jak ważne są media, które nie mówią tego, co władza lub niektóre grupy interesów chcą usłyszeć, lecz prowadzą autentyczną debatę i potrafią wyrażać opinie różnych środowisk. Media, w których posiadacz pakietu większościowego ma polski paszport, to chyba jest jakaś wartość, bo zbyt wielu w naszym kraju ich nie ma. A budowa mediów od podstaw to potężne nakłady i ogromne ryzyka gospodarcze. Lepiej bronić tego, co mamy, niż zostać z niczym za chwilę.