O funkcjonowaniu przepisów prawa zamówień publicznych, problemach z ich stosowaniem i koniecznych zmianach dyskutowano wczoraj podczas Polskiego Kongresu Prawa Zamówień Publicznych i Inwestycji Infrastrukturalnych zorganizowanego przez Instytut Allerhanda.

Poruszano m.in. kwestię ceny jako jedynego kryterium stosowanego często przez zamawiających.

– Dlaczego zamawiający tak kochają kryterium cenowe? W kuluarowych rozmowach pojawia się jedna odpowiedź: „nikt się mnie nie będzie czepiał, nie będę musiał się tłumaczyć" – mówiła podczas kongresu Małgorzata Stachowiak z Grupy Doradczej Sienna.

Zwracała uwagę, że takie podejście zabija innowacje.

O zbyt małej ilości innowacji w zamówieniach publicznych mówiła również Paulina Zadura-Lichota, dyrektor Departamentu Rozwoju Przedsiębiorczości i Innowacyjności w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Wśród barier wymieniała m.in. strach osób stosujących przepisy przed naruszeniem ustawy o finansach publicznych, trudności w oszacowaniu ceny takiego innowacyjnego zamówienia czy też w zastosowaniu pozacenowych kryteriów.

Małgorzata Moras z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie zwracała uwagę, że kontrole działają na zamawiających nie tylko mobilizująco, ale czasem także paraliżująco. Zwłaszcza że w Polsce są przeprowadzane przez różne instytucje, które czasem różnie interpretują przepisy.

– Wyniki kontroli diametralnie się od siebie różnią, współpraca organów kontrolujących nie jest wystarczająca – mówiła Małgorzata Moras i postulowała, by zamówienia publiczne kontrolowała jedna instytucja.

– Wprowadzenie jednego organu kontroli wymagałoby zmiany systemu, nie tylko zamówieniowego, ale finansów publicznych – mówił z kolei Mateusz Winiarz, zastępca prezesa Regionalnej Izby Obrachunkowej w Krakowie.

Przyznał jednak, że rozbieżność stanowisk i interpretacji kontrolerów jest dużym problemem.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ