Aleksander B. to były lekarz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. W 2015 roku przez pomyłkę usunął pacjentowi zdrową nerkę. Kilka dni po zabiegu pacjenta zoperowano ponownie, tym razem wycięto mu chorą nerkę. Zdrowej nie  można było wszczepić ponownie, ponieważ zaraz po zabiegu trafiła do formaliny.

Czytaj też:

Przybywa spraw o pomyłki lekarzy

800 tys. zł za niewykrycie czerniaka

Prokuratura oskarżyła medyka o narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Uznała, że lekarz operował w ciemno.

- Przed operacją nie pobrał wyników badań tomograficznych i USG. Nie dokonał weryfikacji stanu klinicznego pacjenta. Nie wykonał także samodzielnego, kontrolnego badania USG. Tym samym, nieumyślnie pozbawił chorego, zdrowej nerki - mówiła Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Dzisiaj wrocławski sąd uznał winę Aleksandra B. i skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 100 tys. złotych nawiązki.

Jak informuje Radio Wrocław, w uzasadnieniu sędzia wielokrotnie powtarzała, że to właśnie Aleksander B. był osobą, która nadzorowała operację i na nim spoczywała odpowiedzialność za stan pacjenta. Fakt, że na sali operacyjnej nie było potrzebnych dokumentów i wyników badań operowanego, dawał lekarzowi możliwość wstrzymania zabiegu.

Wyrok nie jest prawomocny i pełnomocnik lekarza zapowiedział apelację.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Po feralnej operacji lekarza bronili przedstawiciele środowiska medycznego:

- To błąd w sztuce lekarskiej, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Winę ponosi lekarz, który operował. Niemniej jednak przyczyny tego błędu są złożone, także m.in. systemowe, czyli związane z pakietem onkologicznym. Pacjent szybko trafia na leczenie, ale może to skutkować niezbyt dokładną dokumentacją. W tym przypadku - ponieważ guz był duży, starano się jak najszybciej go zoperować i doszło do fatalnej pomyłki - mówił prof. Piotr Szyber, szef Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej w USK.

Dodał, że pacjent został od razu poinformowany o błędzie i o proponowanych rozwiązaniach, wyraził na nie zgodę i wie o skutkach, które mogą za sobą nieść. Podkreślał też, że operację przeprowadzał świetny, bardzo znany lekarz o długim stażu pracy.

Radio Wrocław przypomina, że zaraz po zabiegu szpital powołał własną komisję, która przyznała, że doszło do tragicznej pomyłki. Lekarz został zwolniony dyscyplinarnie.