Zła wiadomość dla podatników, którzy prawomocnie przegrali spór z fiskusem i liczyli, że werdykt uda się podważyć, bo przez pandemię sąd zajmował się nią na posiedzeniu niejawnym. Jeden z najnowszych wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego nie pozostawia złudzeń. Brak tradycyjnej stacjonarnej rozprawy czy zdalnej przez internet nie daje podstaw do wznowienia sprawy.

Spór o zaniżony CIT

Sprawa dotyczyła spółki zajmującej się m.in. usługami telekomunikacyjnymi. Problemy zaczęły się, gdy fiskus po kontroli uznał, że źle rozliczyła się z CIT za 2012 r. Zarzucał jej m.in. zaniżenie przychodów o wartość nieodpłatnych świadczeń z bezpłatnego pozyskania i korzystania z obcego kapitału, a także zawyżenie kosztów o ponad 23 mln zł.

Czytaj więcej

Czy można ograniczać dostęp do akt postępowania administracyjnego

Spółka nie zgadzała się z zarzutami. Zaskarżyła decyzję, ale przegrała. Najpierw racji – na długo przed pandemią i po przeprowadzeniu zwykłej rozprawy – nie przyznał jej Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Spółka nie złożyła broni i zaskarżyła jego wyrok do NSA. Ale gdy jej skarga kasacyjna odczekała swoje w kolejce, szalała już pandemia. Nie trafiła na zwykłą wokandę i tradycyjną stacjonarną rozprawę. I choć spółka protestowała, przez Covid-19 jej skargą kasacyjną NSA zajął się na posiedzeniu niejawnym, czyli bez udziału stron. Tak trzyosobowy skład NSA przypieczętował jej przegraną.

Skarżąca uznała, że takie załatwienie sprawy naruszało jej prawo do sądu i wniosła skargę o wznowienie postępowania sądowego. NSA zajął się nią na tzw. e-rozprawie, ale spółce prawomocnego wyroku podważyć się nie udało. Sąd nie dopatrzył się, by w sprawie doszło do pozbawienia jej możliwości obrony swoich praw. Zgodził się, że konstytucja przewiduje jawność wewnętrzną rozprawy praktycznie bez ograniczeń, poza wyjątkami wynikającymi z zasady proporcjonalności. W okresie pandemii jednak sądy z uwagi na konieczność ochrony zdrowia i życia osób przechodzących do sądu oraz orzekających, a także na mocy przepisów ustawowych zostały ograniczone w możliwości przeprowadzania typowych rozpraw jawnych w budynku sądowym. Wprowadzono też zasadę, że powinna być wyznaczona rozprawa, umożliwiając udział za pomocą urządzeń przekazujących dźwięki i obraz na odległość. Niemniej sądy nie były do tego przystosowane w pierwszym okresie, kiedy nastał Covid-19. Ponadto ustawodawca nakazał ograniczenie rozpraw wyłącznie do zdalnych jeszcze przez rok, po odwołaniu stanu epidemii bądź zagrożenia epidemicznego. To nadal nie pozwala na rozpoznanie takiej ilości spraw na posiedzeniach jawnych jak w normalnym trybie.

NSA odwołał się do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, z którego wynika, że jawność rozprawy ma być gwarantowana przynajmniej w sądzie jednej instancji.

Jawność kontra wirus

Przy czym, jak tłumaczyła sędzia NSA Aleksandra Wrzesińska-Nowacka, zasadniczo powinna to być instancja pierwsza, bo w większości procedur zakres orzekania w drugiej jest już ograniczony. W spornym przypadku przed sądem pierwszej instancji odbyła się zwykła rozprawa. Strona mogła się tam wypowiadać. O terminie posiedzenia niejawnego przed NSA zaś wiedziała i miała możliwość złożenia uwag do protokołu czy pisma procesowego, z czego nie skorzystała. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II FSK 1394/21