Abolicja dla pracownika, który przyzna się do pracy na czarno, nowe sankcje dla przedsiębiorcy zatrudniającego bez umowy. Taki plan na ograniczenie szarej strefy ma Ministerstwo Finansów.

Jego szczegóły poznała „Rzeczpospolita”.

– Aktualnie system podatkowy nie sprzyja pracownikom, którzy nie godzą się na pracę na czarno. W razie wykrycia tego procederu, to pracownik musi odprowadzić niezapłacony od swojej pensji podatek z odsetkami. Do tego odpowiada karnie za niezadeklarowanie podatku. Chcemy całkowicie odwrócić tę sytuację – pisze resort finansów.

Czytaj też: Surowe kary dla pracodawców za wypłaty pod stołem dla alimenciarzy

Zachęta do spowiedzi

Jak to zrobić?

– Jeśli zatrudniony na czarno pracownik zgłosi to odpowiednim organom, nie będzie odpowiadał karnie i nie będzie musiał płacić podatku od dochodu otrzymanego pod stołem. Nieodprowadzony PIT będzie musiał uregulować, wraz z odsetkami za zwłokę, pracodawca – proponuje ministerstwo.

To nie wszystko. Pracodawca zapłaci również dodatkową sankcję w postaci podatku od minimalnego wynagrodzenia za każdy miesiąc, w którym zatrudniał pracownika na czarno.

Jest jeszcze jedna dolegliwość.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

– Dopłacony podatek i sankcja nie będą stanowić kosztów uzyskania przychodu ani w PIT, ani w CIT – pisze resort finansów. I podsumowuje: – Prawo powinno chronić pracownika, a nie pracodawcę, który określa jego warunki zatrudnienia.

– To dobry kierunek. Obecna sytuacja, w której pracownik odpowiada wobec fiskusa za to, że pracował na czarno, jest absurdalna. Zniechęca bowiem do ujawniania nielegalnego zatrudnienia – mówi Jakub Sawulski, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

– Oczywiście zmiana przepisów podatkowych nie spowoduje jakiegoś ogromnego wysypu sygnalistów. Mam jednak nadzieję, że wystąpi efekt psychologiczny u pracodawców, którzy bardziej będą obawiali się nielegalnego zatrudniania – dodaje Jakub Sawulski.

– Szara strefa jest ogromnym problemem. Ucieka przez nią bardzo dużo pieniędzy z budżetu. Wydaje się, że Ministerstwo Finansów prawidłowo identyfikuje problem, gdyż teraz pracownicy nie chcą ujawniać pracy na czarno, obawiając się, że będą musieli zapłacić podatek. Podobnie jest ze składkami ZUS. Dlatego podatkowa nowelizacja powinna być połączona ze zmianą zasad rozliczania składek – mówi Piotr Świniarski, adwokat i właściciel kancelarii podatkowej.

Ryzyko jest spore

Mecenas Świniarski przypomina, że już teraz przedsiębiorca zatrudniający nielegalnie pracowników musi liczyć się z karami. Zgodnie z art. 281 kodeksu pracy może to być grzywna od 1 do 30 tys. zł. Z kolei za niezgłoszenie pracownika do ZUS można dostać karę do 5 tys. zł (art. 98 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych).

Zatrudnianie na czarno może też skutkować sankcjami z kodeksu karnego skarbowego. Firma, która ma pracownika, pełni bowiem obowiązki płatnika. Czyli odpowiada za obliczenie zaliczki na PIT i odprowadzenie jej do urzędu.

– Jeśli nie dopełni tych obowiązków, grozi jej grzywna. W zależności od skali procederu może to być kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt tysięcy zł – mówi Piotr Świniarski. Dodaje, że także w kodeksie karnym jest kara za uporczywe naruszanie praw pracownika (art. 218).

Swoje plany w ściganiu zatrudniania na czarno ma też inspekcja pracy. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” z 10 maja, jej działania utrudnia chociażby obowiązek informowania przedsiębiorcy o zaplanowanej kontroli czy brak uprawnień do podejmowania czynności operacyjnych, takich jak prosta obserwacja miejsca pracy, np. placu budowy. Dlatego będzie zabiegać o zwolnienie inspektorów pracy z części ograniczeń.

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego w szarej strefie pracuje 880 tys. ludzi, czyli około 5,4 proc. wszystkich zatrudnionych. Oprócz tego, według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, 1,4 mln osób dostaje część wynagrodzenia pod stołem.

– Kryzys związany z epidemią koronawirusa mógł spowodować, że udział szarej strefy w gospodarce stał się jeszcze większy – dodaje Jakub Sawulski.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jakub Bińkowski, Dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Dobrze, że państwo podejmuje wysiłki w celu zmniejszenia szarej strefy. Powoduje ona bowiem wiele negatywnych skutków dla gospodarki, choćby naruszenie równych warunków konkurencji. Pamiętajmy jednak, że formułę pracy bez umowy nie zawsze narzuca pracodawca. Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Często to pracownik – z różnych przyczyn – oczekuje zapłaty pod stołem. Jeśli nowe regulacje wejdą w życie w proponowanym kształcie, przychylenie się do takiej prośby może pracodawcę słono kosztować.

Uważam też, że polityka państwa powinna być ukierunkowana głównie na zwalczanie przyczyn nierejestrowanego zatrudnienia. Ministerstwo Finansów powinno pamiętać o tym, że jedną z nich są zbyt wysokie obciążenia podatkowo-składkowe.

I pomyśleć, jak to zmienić.