Czy dobrze pani sypia ostatnio?

Nie najlepiej, mam ogrom pracy.

Pytam o to, bo doradcy podatkowi zajmujący się PIT są ostatnio oblegani przez klientów. Co ich interesuje?

Oczywiście nowe przepisy o PIT – jak stosować nowe ulgi i odliczenia, o ile zapłacimy więcej podatku z powodu braku odliczalności składki zdrowotnej itp. Ale też kwestie zasadnicze – bo mamy znowelizowaną ustawę, ale potem minister finansów wydał też rozporządzenie o zaliczkach na PIT. Wiele pytań dotyczy tego, co stosować: ustawę czy rozporządzenie. Bo ich treść się różni.

Może nie trzeba się tym tak przejmować? Przecież Ministerstwo Finansów oświadczyło, że za niezawinione pomyłki w rozliczeniach związanych z nowymi przepisami nie będzie wyciągało konsekwencji...

Tak naprawdę to można by spać spokojnie, gdyby była jasna podstawa prawna do tego, o czym ostatnio sporo się mówi, czyli obliczania zaliczek na PIT i obliczania składki zdrowotnej. Bo mamy nowe reguły w ustawie, ale pojawiło się też wspomniane rozporządzenie, które mówi trochę co innego. Można je odczytywać jako przedłużenie terminu odprowadzania zaliczek, ale też jako zmianę sposobu ich obliczania w stosunku do tego, co przewidują nowe przepisy ustawowe. Gdyby jednak ktoś chciał zastosować nową metodę, tę z rozporządzenia, to powinien przeprogramować swój system księgowy, i tak dopiero co zakupiony.

Wiele osób dowiedziało się o istnieniu formularza PIT-2, który trzeba złożyć, aby się prawidłowo rozliczać według nowych reguł. Ale też pojawiają się głosy, by w tak niepewnej sytuacji lepiej poczekać z jego składaniem. Co robić?

Rzeczywiście, do tej pory niewiele osób interesowało się formularzem pozwalającym na pobieranie zaliczek z uwzględnieniem miesięcznej kwoty zmniejszającej podatek, wynikającej z kwoty wolnej od podatku. Ta kwota według nowych przepisów o PIT niemal dziesięciokrotnie wzrosła. Jeśli ktoś nie złożył tego formularza, to przy obliczaniu zaliczek nie uwzględniono kwoty zmniejszającej podatek. Do tego doszła zasada nieodliczalności składki zdrowotnej od podatku i stąd wzięły się niższe pensje netto w styczniu. Innymi słowy: niekorzystna zmiana wynikająca z nowych zasad traktowania składki zdrowotnej nie została zrównoważona wyższą kwotą wolną, jeśli ktoś nie złożył formularza PIT-2. Co do zasady, ten dokument należy złożyć przed wypłatą pierwszego wynagrodzenia, przy czym jeśli został złożony w poprzednich latach, to nie trzeba tego powtórnie robić. Wiem o wątpliwościach co do składania tego formularza wynikających z wydanych przez ministerstwo objaśnień. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłaby nowelizacja ustawy o PIT i jednoznaczne uregulowanie tej kwestii, jak zresztą również kilku innych budzących wątpliwości.

Czytaj więcej

Polski Ład PiS: wszystko, co musisz o nim wiedzieć

Mam wrażenie, że z budowli zwanej systemem podatkowym ktoś wyjął jedną cegłę, właśnie owo odliczanie składki, usiłował załatać lukę błotem i mchem, a ściana się zawaliła.

Rzeczywiście, jakiegoś spoiwa w tym murze zabrakło. Na pewno dawną logikę zastąpiono bardziej skomplikowanymi rozwiązaniami. Na przykład tak zwana ulga dla klasy średniej, która miała zrekompensować mniej korzystne rozliczenia, też jest obliczana skomplikowanym wzorem. Mieliśmy już w historii różne reformy, ale w przypadku akurat tej z powodu ogromu zmian i krótkiego vacatio legis zabrakło czasu na przećwiczenie nowych przepisów w praktyce.

W pierwszej kolejności nieprzyjemna niespodzianka spotkała nauczycieli i innych pracowników sfery budżetowej. Kto następny powinien się obawiać?

To było związane nie tyle z konkretnym zawodem, ile terminem wypłat wynagrodzeń. Myślę, że pracodawcy wypłacający wynagrodzenia w późniejszych terminach skorzystają z tych doświadczeń, o których rozmawiamy, i nie powinno już być niespodzianek dla pracowników. Oczywiście, nawet jeśli pracownicy nie złożą druku PIT-2, a pracodawca zastosuje reguły z rozporządzenia – pensje netto będą takie same. Natomiast w przypadku tzw. klasy średniej przepisy są nieco bardziej skomplikowane, stąd mogą pojawić się pewne obawy.

Z powodu ulgi dla niej przeznaczonej?

Tak, bo jest ona wyliczana – o czym już wspomniałam – według skomplikowanego algorytmu. Jeśli pracodawca nie zastosuje rozporządzenia, to może się okazać, że w pierwszych miesiącach roku osoby zarabiające powyżej 8,5 tys. zł brutto dostaną pensje nieco niższe niż dotychczas. Z kolei pod koniec roku takie osoby mogą otrzymać większą kwotę netto. W ostatecznym rozrachunku wszystko powinno być jak do tej pory, więc nikt, kto jest uprawniony do tej ulgi, nie dostanie na rękę mniej. To nowinka, która może niektórych nieprzyjemnie zaskoczyć, ale wynika to ze specyficznej formy liczenia tej ulgi. Oczywiście osoby, które rocznie zarabiają powyżej 133 792 zł brutto, już z tej ulgi nie skorzystają i dla nich rzeczywiście tzw. Polski Ład oznacza wyższe opodatkowanie.

Kłopot mogą mieć chyba osoby zatrudnione na kontraktach menedżerskich. To zazwyczaj dość lukratywne umowy zlecenia, a do nich nie stosuje się ulgi dla klasy średniej. Co mogą zrobić?

Jeśli roczne wynagrodzenie z umowy zlecenia mieści się w 30-tysięcznej kwocie wolnej, to oznacza to, że w ogóle nie będzie od takich wynagrodzeń należny PIT. Tacy zleceniobiorcy mogą zatem złożyć zleceniobiorcy wniosek o to, by w ogóle nie pobierać zaliczek. Rzeczywiście, ulga dla klasy średniej nie obejmuje zleceń, bo dotyczy tylko umów o pracę i działalności gospodarczej rozliczanej według skali PIT. Nie dotyczy także emerytów, choć pojawiły się zapowiedzi rządu, że ulga ta ma objąć także ich.

Trochę brak tu logiki, nieprawdaż?

Dziś trzeba więcej czasu niż kiedyś poświęcić na to, by się rozeznać, jaka ulga komu przysługuje i co trzeba zrobić, by z niej skorzystać, system zrobił się bardziej skomplikowany. Dam jeszcze jeden przykład. Wprowadzono korzystne rozwiązanie dla pracujących emerytów niepobierających emerytury lub renty, bo u nich kwota wolna od opodatkowania to suma 30 tys. zł przysługującej wszystkim plus 85 528 tys. zł ulgi właśnie dla nich. Trzeba obiektywnie przyznać, że jest to bardzo atrakcyjne rozwiązanie, które spowoduje, że dla wielu dorabiających emerytów, niepobierających emerytury lub renty, podatek będzie zerowy. Aby korzystać w pełni z tej ulgi już od początku roku, trzeba jednak złożyć do pracodawcy wniosek o niepobieranie zaliczek w związku z korzystaniem z tej ulgi. Ta emerycka podatkowa wolność z automatu nie zadziała i w przypadku braku takiego wniosku będzie mogła być wykorzystana dopiero w rozliczeniu rocznym. A ulga dla klasy średniej działa „domyślnie", chyba że pracownik z niej zrezygnuje.

Co się stanie w kwietniu przyszłego roku, pod koniec sezonu rozliczeń? Ktoś może pomyśleć: przecież teraz urząd skarbowy sam wypełnia „Twój e-PIT", więc właściwie nie trzeba się martwić o jakieś dodatkowe formularze. Czy to bezpieczna strategia?

Nie zawsze. Jeśli ktoś zarabia na tyle dużo, że nie mieści się w uldze dla klasy średniej – czyli ponad 133 692 zł rocznie – to w rozliczeniu rocznym może mu wyniknąć dopłata podatku, jeśli korzystał z ulgi w trakcie roku. Po prostu całą ulgę trzeba będzie oddać. Oczywiście, automatyczne rozliczenie przez pracodawcę jest sporym ułatwieniem, ale to tylko forma. Treść przepisów się zmieniła i warto zawczasu policzyć, jak będzie wyglądało rozliczenie w skali roku.

Czy takie komplikacje rozliczeń nie sprawią, że część pracodawców i pracowników wróci do zatrudniania na czarno? I to mimo ostrych szykan dla takich praktyk w nowych przepisach?

Zwykle przyczyną było dążenie do nielegalnego obniżania kosztów pracy. Teraz obciążenia podatkowe w przypadku mniej zarabiających pracowników wręcz spadły za sprawą podwyższenia kwoty wolnej od podatku i podwyższenia progu podatkowego. Zastanawiam się jednak nad tym, czy nowe obowiązki nie spowodują zwiększenia obciążenia kadrowców i księgowych, być może konieczność zatrudnienia do tych zespołów nowych osób. To oczywiście oznacza większe koszty dla firmy. Jednak, tak jak pan wspomniał, wszystkie kary i dodatkowe obciążenia podatkowe związane z zatrudnianiem na czarno obciążają dodatkowo pracodawcę. Ryzyko dodatkowych obciążeń jest więc duże.

No to spróbujmy legalnej drogi. Może jednak, w pewnych sytuacjach, jeszcze bardziej niż dotychczas opłacałoby się przejść na samozatrudnienie?

To w znacznej mierze zależy od tego, o jaką konkretnie działalność chodzi. W niektórych przypadkach, np. wolnych zawodów, rozszerzyły się możliwości rozliczenia opodatkowanego w sposób zryczałtowany. To jednak wcale nie musi być najbardziej optymalna forma rozliczenia dla osób, które ponoszą duże koszty prowadzenia działalności, choćby dotyczące podróży i noclegów. Przy opodatkowaniu ryczałtowym nie ma też korzyści wynikających np. ze wspólnego rozliczenia z małżonkiem. Z kolei nowy sposób wyliczania składki zdrowotnej przy wyższych zarobkach promuje opodatkowanie ryczałtowe. Przed decyzją o zmianie sposobu opodatkowania swojej pracy warto rozważyć wszystkie te okoliczności. Zresztą mam wiele pytań od klientów o opcję przejścia z umowy o pracę na ryczałt.

I co im pani doradza?

Przypominam o tym, że istnieje okres karencji przy przejściu z zatrudnienia na własną działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług dla dotychczasowego pracodawcy. W przypadku przejścia na liniowy 19-procentowy PIT jest to rok, a w przypadku ryczałtu – aż dwa lata. Najlepszy scenariusz to taki, gdy rozwiązujemy umowę w jednym roku kalendarzowym, a nową umowę w ramach kontraktu biznesowego podpisujemy w kolejnym.

Słychać postulaty ze strony organizacji biznesowych, w tym Rady Przedsiębiorczości, by cały ten nowy reżim, albo przynajmniej jego najbardziej kontrowersyjne fragmenty, odsunąć o rok. Gdyby do tego doszło, to co powinien zrobić rozsądny ustawodawca z pobranymi dotychczas zaliczkami według nowych zasad?

Anulowanie tego, co się dzieje już pod rządami obecnych przepisów, wymagałoby na pewno specjalnej ustawy. Trudno mi mówić o szczegółach, ale zaliczki na podatek są tylko zaliczkami. Gdyby przywracać stare przepisy, trzeba by je tak sformułować, żeby wszystko odbyło się neutralnie dla kieszeni pracowników.

Jaka jest lekcja dla rozsądnego ustawodawcy z zamieszania, do jakiego doszło w ostatnich dniach?

Na pewno jeśli się wprowadza tak obszerną reformę, to zawczasu warto skonsultować ją z praktykami. Warto też zapewnić dłuższy niż miesiąc okres vacatio legis. Jeśli już zdarzą się kłopoty ze stosowaniem przepisów ustawowych, to warto je naprawiać ustawą, a nie rozporządzeniem czy objaśnieniami. Niby nic oryginalnego tu nie mówię, ale takie są reguły dobrego prawodawstwa. Poza tym, rozumiem, że reforma była obliczona na to, by wielu podatnikom nieco ulżyć. To pewnie dobry kierunek, tylko czy trzeba przy okazji tak komplikować cały system?

Czytaj więcej

Tydzień z Polskim Ładem