Podobno księgowi nauczyli się już Polskiego Ładu – mówi premier. Minister finansów odpowiada: nic nie szkodzi, zaraz zrobimy kolejną nowelizację. Podoba się pani ten dowcip?

Niezły. Celny i na czasie. Chociaż myślę, że wielu księgowym wcale nie jest do śmiechu.

Dlaczego?

Bo zmian jest faktycznie bardzo dużo. I ciągle ich przybywa. Polski Ład ma 140 stron i został już trzy razy znowelizowany, na dodatek w ustawach, które wcale się z nim nie kojarzą, np. o zdrowiu publicznym. Nowe przepisy zostały też zbyt późno opublikowane. Dziennik Ustaw z Polskim Ładem ukazał się dopiero 23 listopada, a większość regulacji wchodzi już 1 stycznia. Nowe przepisy są bardzo skomplikowane i powodują dużo wątpliwości. Od tygodni księgowi i doradcy podatkowi nie robią nic innego, tylko próbują rozszyfrować, „co ustawodawca miał na myśli". I wdrożyć w firmach nowe rozwiązania.

Kto się pierwszy zmierzy z Polskim Ładem?

Na pierwszy ogień idą księgowi i kadrowcy rozliczający wypłacane na początku stycznia pensje. Muszą już być opodatkowane zgodnie z Polskim Ładem. Czyli na zupełnie nowych zasadach. Obowiązuje już nowa kwota zmniejszająca podatek, obowiązek stosowania ulgi dla klasy średniej, nie da się odliczyć od PIT składki zdrowotnej.

Czytaj więcej

Dziesięć pułapek Polskiego Ładu

Z czym może być największy problem?

Generalnie największy problem jest z dostosowaniem systemów księgowych do nowych zasad rozliczenia. Choć w wielu firmach zostały już zmodyfikowane, to nie było czasu na ich przetestowanie. I na pewno pojawią się błędy, zwłaszcza w nietypowych sytuacjach.

A jeśli chodzi o poszczególne aspekty rozliczenia, to największe wątpliwości budzi ulga dla klasy średniej. Już same wzory na jej wyliczenie robią wrażenie. Kłopoty będą jednak przede wszystkim przy ustalaniu, kiedy pracownik ma do niej prawo. Jest bowiem naliczana co miesiąc, także w styczniu może pracownikowi przysługiwać, a w lutym już nie, bo oprócz pensji dostał premię za zeszły rok i nie mieści się już w limitach ulgi.

Czy to prawda, że przekroczenie górnego limitu, czyli 133 tys. zł przychodu rocznie, nawet o 1 zł, spowoduje obowiązek zwrotu całej ulgi?

Prawda. Może to być bardzo niemiła niespodzianka dla pracownika, który będzie musiał zwrócić podatek do końca kwietnia następnego roku. Taka „przyjemność" może go też spotkać, gdy zarobi za mało, np. z tego powodu, że przez część roku chorował i był na zasiłku, który nie jest wliczany do limitu.

Może dlatego w internecie pojawiły się już wzory wniosków o niestosowanie ulgi?

Jeśli pracownik obawia się konieczności zwrotu podatku, lepiej, żeby taki wniosek złożył. Ulgi przez to nie straci, bo jeśli okaże się, że ma jednak do niej prawo, może ją wykazać w zeznaniu rocznym. Wtedy to fiskus będzie musiał mu oddać pieniądze.

Takie wnioski mogą być też na rękę pracodawcom, bo zdejmują z nich ciężar rozliczania ulgi za pracowników.

Przejdźmy do mniejszych przedsiębiorców, którzy nie zatrudniają pracowników. Dla nich największą zmianą są nowe zasady liczenia składki zdrowotnej. Co muszą zrobić w styczniu?

W styczniu jeszcze nic, bo składkę zdrowotną za grudzień płacą na starych zasadach. Zresztą wielu przedsiębiorców opłaciło ją już pod koniec roku, aby skorzystać jeszcze z odliczenia od podatku, które Polski Ład likwiduje. Składkę za styczeń też zapłacą na starych zasadach (oprócz ryczałtowców i kartowiczów), tyle że zmieni się jej wysokość. Podstawą wymiaru będzie kwota odpowiadająca 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w czwartym kwartale 2021 r. Jego wysokość ma być znana około 20 stycznia.

Czyli w lutym przedsiębiorca na skali albo liniowym PIT płaci składkę za styczeń wyliczaną na podstawie przeciętnej pensji. A później?

W marcu zapłaci składkę zdrowotną za luty liczoną od dochodu z działalności ze stycznia. I tak dalej.

Będzie ciężko ją wyliczyć?

Tak, bo ten dochód będzie inaczej ustalany niż na potrzeby PIT. Nie odliczymy od niego ulg czy strat. W efekcie podstawa wymiaru składki zdrowotnej będzie wyższa niż podstawa opodatkowania. Przedsiębiorca będzie musiał robić podwójne obliczenia. Na dodatek zapłaci składkę nie tylko od dochodów z podstawowej działalności, np. sprzedaży towarów czy świadczenia usług, ale także od wszystkich innych, m.in. ze sprzedaży firmowego samochodu czy nieruchomości. U przedsiębiorców na skali składka zdrowotna wyniesie 9 proc., na liniowym PIT – 4,9 proc.

Niedawno pisaliśmy, że przedsiębiorca może zapłacić wysoką składkę, jeśli sprzeda po Nowym Roku towary, które kupił w 2021 r.

To prawda. Przy liczeniu dochodu na potrzeby składki nie będzie się uwzględniać różnic remanentowych. U przedsiębiorcy prowadzącego księgę przychodów i rozchodów spowoduje to obowiązek zapłaty bardzo dużej składki przy sprzedaży towaru kupionego w zeszłym roku. Nawet jeśli na nim nie zarobił. Tak wynika z nowych przepisów i taki pogląd ma Ministerstwo Finansów.

Przedsiębiorcy muszą przesyłać co miesiąc informacje o dochodzie do ZUS. Wszyscy?

Tak, również ci, którzy do tej pory nie wysyłali do ZUS miesięcznych deklaracji. To niemiła niespodzianka dla najmniejszych przedsiębiorców. Składanie co miesiąc deklaracji (jeśli nie zatrudniamy pracowników, to na formularzu ZUS DRA) jest bardzo uciążliwym obowiązkiem. Pierwszą trzeba już wysłać w lutym, podamy w niej zryczałtowaną podstawę wymiaru składki za styczeń. W następnych wpiszemy już kwotę dochodu z działalności gospodarczej.

A ci, którzy są na ryczałcie?

U ryczałtowców składka uzależniona jest od przychodu oraz przeciętnej pensji. Ci, którzy mają przychody powyżej 300 tys. zł rocznie, zapłacą niecały 1 tys. zł miesięcznie. Mogą też płacić stałą składkę na podstawie przychodu z poprzedniego roku.

Przedsiębiorcy na karcie podatkowej liczą składkę od minimalnego wynagrodzenia, wyniesie 270,90 zł miesięcznie.

I jedni, i drudzy muszą co miesiąc składać deklaracje do ZUS.

Czy zmiany w składce zdrowotnej zdopingują przedsiębiorców do przechodzenia na inną formę rozliczenia?

Składka zdrowotna stała się jednym z głównych czynników decydujących o sposobie rozliczenia. Ale trzeba wziąć też pod uwagę inne rzeczy. Przede wszystkim wysokość podatku. Na skali 17 albo 32 proc., na liniówce 19 proc., w obu wariantach liczone od dochodu. Ci, którzy wybiorą skalę, skorzystają też z podniesionej kwoty wolnej od PIT, która wynosi teraz 30 tys. zł rocznie.

Na ryczałcie stawki podatku są zróżnicowane, zależą od rodzaju działalności. Jest liczony od przychodu, bez odliczania kosztów. Przedsiębiorcy mający duże wydatki na biznes mogą więc na nim stracić.

Wybór formy opodatkowania uzależniony jest od wielu zmiennych. Generalnie wskutek Polskiego Ładu cała kalkulacja się zmieniła, obliczenia z poprzednich lat są już nieaktualne.

Co pani radzi swoim klientom?

Niestety, nie ma uniwersalnej porady. Każdemu przedsiębiorcy trzeba przeprowadzić indywidualną kalkulację.

Jakiś przykład?

Przy rocznym dochodzie w wysokości 140 tys. zł bardziej opłaca się podatek liniowy niż według skali. Oczywiście jeśli przedsiębiorca nie korzysta z dodatkowych preferencji, jak rozliczenie z małżonkiem czy ulga na dzieci, które są możliwe tylko na skali. Ale żeby porównać liniowy PIT czy skalę z ryczałtem trzeba już wiedzieć, czym przedsiębiorca się zajmuje, bo od tego zależy stawka podatku. A także – jakie ma wydatki na biznes.

W takim razie załóżmy, że przedsiębiorca ma 700 tys. zł przychodu i 200 tys. zł kosztów, czyli 500 tys. zł dochodu rocznie. Skala się nie opłaca. Liniowy PIT czy ryczałt?

Maksymalna składka zdrowotna na ryczałcie to niecały 1 tys. zł miesięcznie, czyli rocznie mniej niż 12 tys. zł. Na liniowym PIT składka wyniesie 24,5 tys. zł. Czy oznacza to, że ryczałt zawsze jest korzystniejszy? Nie, bo jeśli przedsiębiorca ma przychód 700 tys. zł i jest na 17-proc. stawce, zapłaci 119 tys. zł podatku. A na liniowym – 95 tys. zł (19 proc. od dochodu 500 tys. zł). W sumie wychodzi na to, że na ryczałcie straci. Ale jeśli prowadzi działalność opodatkowaną niższą stawką, ryczałt jest lepszy.

Słyszy się, że w tym roku ryczałt mocno zyska na popularności. Też tak pani uważa?

Mam wśród klientów ponad 100 przedsiębiorców, którzy są osobami fizycznymi. Około 20 proc. jest na ryczałcie. Widzę już, że na pewno ten procent się zwiększy.

Powtórzę jednak, że wszystko zależy od indywidualnych wyliczeń. Powiedziałam już intuicyjnie paru klientom, co będzie dla nich najlepsze, a po przeprowadzeniu analizy z uwzględnieniem wszystkich indywidualnych aspektów okazało się, że jest inaczej.

Dodam też, że sporo rzeczy z Polskiego Ładu jest jeszcze niewyjaśnionych, co utrudnia symulacje. Przykładowo kwestia składki zdrowotnej za styczeń dla przedsiębiorców na liniowym PIT. Z przepisów wynika, że powinna wynieść, zgodnie z nowymi zasadami, 4,9 proc. podstawy wymiaru. Ministerstwo Finansów i ZUS twierdzą jednak, że składki za styczeń dotyczą stare zasady, czyli wynosi 9 proc. podstawy wymiaru.

Na szczęście na zmianę formy rozliczenia mamy czas do 21 lutego. Chyba że ktoś jest na karcie podatkowej, wtedy zawiadamia fiskusa o zmianie do 20 stycznia.

Co panią najbardziej zaskoczyło w Polskim Ładzie?

Zmiana zasad rozliczania składki zdrowotnej za osoby współpracujące w biznesie. Z reguły jest to małżonek albo dzieci. Przed Polskim Ładem składka za osoby współpracujące wynosiła 381,81 zł miesięcznie, z czego większość przedsiębiorca odliczał od podatku. Teraz wyniesie powyżej 500 zł, bez ulgi w PIT. Podnosi to koszty rodzinnego biznesu. Nie muszę dodawać, że to bardzo niemiłe zaskoczenie. I kompletnie nie rozumiem intencji ustawodawcy. Ani to zmiana uszczelniająca, ani upraszczająca. Wygląda na to, że wprowadzono ją po to, aby zwiększyć obciążenia przedsiębiorców.

A jakaś marchewka dla przedsiębiorców?

Przede wszystkim podniesienie kwoty wolnej od PIT. Skorzystają na tym przedsiębiorcy na skali. Nie zapłacą podatku od 30 tys. zł dochodu rocznie. W skali podniesiono też próg, 32 proc. PIT zapłacimy dopiero po przekroczeniu 120 tys. zł rocznego dochodu. Polski Ład wprowadza nowe zwolnienia, m.in. dla osób mających czwórkę i więcej dzieci. A także ulgi, np. na sponsoring. Choć od razu trzeba zaznaczyć , że nowe preferencje są dość skomplikowane i już budzą wątpliwości.

Rozpoczęliśmy dowcipem, tak też zakończmy. Dlaczego Paulo Sousa opuszcza naszą reprezentację? Bo policzył, ile zyska na Polskim Ładzie.

Też niezłe. Paulo Sousa pewnie rozlicza się w Portugalii, ale ten dowcip dobrze oddaje stan ducha niektórych osób, które zorientowały się już, jak nowe przepisy wpłyną na ich portfele.

Izabela Leśniewska jest doradcą podatkowym w kancelarii Alo-2, szkoleniowcem w Krajowej Izbie Doradców Podatkowych oraz współautorem programów podatkowych

Czytaj więcej

Jak "Polski Ład" wpłynie na zarobki - poradnik

Czytaj więcej

Polski Ład - poradnik: Kto zyska, a kto straci na „obniżce” podatków