Jak nieoficjalnie ustaliła „Rzeczpospolita”, związkowcy rozważają różne scenariusze negocjacji z rządem w sprawie podwyżki minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku i podwyżek pensji w sferze budżetowej. Jedno z możliwych rozwiązań to wyznaczenie dodatkowej, jesiennej, rundy negocjacji wzrostu minimalnego wynagrodzenia od lipca 2023 r., a także zmiana zasad ustalania wysokości minimalnego wynagrodzenia, z obecnych opartych na historycznych wskaźnikach inflacji, na ustalenie tej kwoty w wysokości 50 proc. przeciętnej pensji.

Tegoroczne negocjacje w sprawie podwyżki wynagrodzeń obnażyły niedoskonałości i luki w przepisach o minimalnym wynagrodzeniu. Widać to już na podstawie wyliczeń co do gwarantowanego przez przepisy wzrostu tej pensji, która zdaniem rządu powinna wzrosnąć do 3416 zł, a z wyliczeń związków zawodowych wynika kwota 3421 zł. Ustawa niewiele mówi też, jak powinny wyglądać negocjacje drugiej lipcowej podwyżki minimalnego wynagrodzenia, przewidzianej w przepisach na czas wysokiej inflacji.

Czytaj więcej

Rosnąca inflacja może zmienić politykę rządu ws. wynagrodzeń

Ministerstwo Rodziny stoi na stanowisku, że te negocjacje powinny odbyć się teraz i zakończyć do 15 lipca. Jest jednak na to dużo za wcześnie. Sam przedstawiciel Ministerstwa Finansów Piotr Patkowski przyznał, że założenia dotyczące wskaźnika inflacji na przyszły rok, jakie zostaną wpisane do ustawy budżetowej, mogą zostać jeszcze zweryfikowane na przełomie lipca i sierpnia, gdy rząd będzie kierował budżet do uchwalenia przez Sejm.

W poniedziałek w Radzie Dialogu Społecznego odbyła się przedostatnia runda negocjacji w sprawie ustalenia wspólnego stanowiska co do podwyżki minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku. Okazało się, że pomimo wysokiego wskaźnika inflacji w czerwcu, która według Głównego Urzędu Statystycznego wyniosła aż 15,6 proc., rząd nie widzi podstaw do tego, aby rewidować swoje propozycje podwyżki minimalnego wynagrodzenia do 3383 zł w styczniu i 3450 zł przy drugiej lipcowej podwyżce wymuszonej wysoką inflacją. Wzrost wynagrodzeń w budżetówce miałby nastąpić na poziomie prognozowanego na przyszły rok wskaźnika inflacji, która zdaniem rządu ma wynieść tylko 7,8 proc.

Jeśli związki zawodowe nie dogadają się z organizacjami pracodawców, a nic na to nie wskazuje, propozycja rządu stanie się prawem.

– Taka propozycja jest dla nas nie do przyjęcia, bo oznaczałaby podwyżkę minimalnego wynagrodzenia od stycznia poniżej tego, co gwarantuje najmniej zarabiającym ustawa – mówi Norbert Kusiak z OPZZ.