Miło jest wspominać sukcesy kadry z czasów Bogdana Wenty czy Michaela Bieglera, medale mistrzostw świata, dramatyczne zwroty akcji, rzut Artura Siódmiaka, ale kiedy odeszli doświadczeni zawodnicy, powstała wyrwa, którą trudno zasypać.

Władze piłki ręcznej chcą pomóc wprowadzeniem przepisów o obowiązkowej grze dwóch Polaków w meczach ligowych (przez całe spotkanie). Stosowną uchwałę podjął już Związek Piłki Ręcznej w Polsce.

– My zawsze kierujemy się dobrem reprezentacji. Jeśli taki przepis pomógłby drużynie narodowej, to nie będziemy przeciwni. Rozwiązanie to w największym stopniu dotyka dwóch klubów: Vive Kielce i Wisły Płock. Rozmawialiśmy z ich przedstawicielami i są przygotowani na wprowadzenie nowej regulacji. Kluby rozumieją, że promocja dyscypliny odbywa się przez reprezentację – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Janicki, prezes PGNiG Superligi.

Już rok temu w rozmowie z „Parkietem" prezes Vive Bertus Servaas przekonywał, że chciałby stawiać na młodych Polaków, ale ciężko takich znaleźć. – To jest problem. Obserwujemy każdego młodego, polskiego zawodnika, ale on musi się nadawać na poziom Ligi Mistrzów.

Teraz będzie musiał takich znaleźć. Zwolennikiem nowego pomysłu jest oczywiście selekcjoner reprezentacji.

– To rozwiązanie, które może dać wymierne korzyści młodym zawodnikom. W najlepszych klubach jest ich mało, a to właśnie tam najlepiej zdobywać doświadczenie. Każdy sposób, który da więcej możliwości gry młodym, jest dobry – mówi „Rz" Patryk Rombel.

Takie lub podobne rozwiązania pojawiały się ostatnio także w innych ligach, m.in. Energa Basket Lidze, siatkarskiej PlusLidze, piłkarskiej Ekstraklasie (w wersji o młodzieżowcu). Przed tym sezonem liga koszykarska jednak się z niego wycofała, gdyż pojawiały się zarzuty, że Polacy, którzy „muszą" grać, mogą mieć dzięki temu wyższe żądania finansowe.

– Wiemy, jakie doświadczenia mają inni. Będziemy uważnie śledzić rynek transferowy. Mamy jednak inną specyfikę niż koszykówka. W PGNiG Superlidze grają dwa kluby z czołówki europejskiej. Nie sądzę, żeby Polacy dyktowali stawki wzięte z sufitu, bo oni chcą grać w Wiśle Płock i Vive Kielce. To otwiera drogę do międzynarodowej kariery. Spójrzmy na Kamila Syprzaka, który trafił do Barcelony, a teraz występuje w PSG. O Szymona Sićkę i Dawida Dawydzika już się zagraniczne kluby pytają. Olejniczak może od razu z 1. ligi trafić za granicę – mówi Marek Janicki.

Za trzy lata Polska będzie współgospodarzem mistrzostw świata. Czasu, by reprezentacji przywrócić dawny blask nie ma więc zbyt dużo.