To czwarty z rzędu nieudany turniej polskich piłkarzy ręcznych. Aż żal było patrzeć na starych mistrzów szamoczących się na boisku bez pomysłu i atutów.

Kapitan drużyny Sławomir Szmal mówił, że Polacy kolejnymi nieprzemyślanymi akcjami tylko wbijali gwoździe do swojej trumny. Do tej pory na mistrzostwach świata czy Europy potrafili wznieść się ponad przeciętność, wypracować najlepszą formę w całym roku.

Tym razem nie zawiódł tylko Bartosz Jurecki, reszta nie była w stanie nawet walczyć. W drugiej połowie meczu z Węgrami było to szczególnie widoczne.  Nasi zawodnicy patrzyli się na siebie, szukając tego, który weźmie na siebie odpowiedzialność za grę. Nie znaleźli nikogo.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że stare pokolenie ma już dość. Marcin Lijewski zakończył karierę w reprezentacji od razu po turnieju, chociaż i do Hiszpanii przyjeżdżał w trybie awaryjnym, poproszony przez trenera Michaela Bieglera. Karol Bielecki tuż przed wylotem jako jedyny nie bał się skrytykować ZPRP za nieudolne szkolenie młodzieży, czego opłakane efekty będzie widać w najbliższym czasie. Sam uważał, że powołanie go na turniej to oznaka słabości piłki ręcznej w Polsce. Okazało się, że miał rację.

Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Andrzej Kraśnicki zapewnił, że Biegler zachowa posadę, bo celem jest odmłodzenie kadry i przygotowanie jej na mistrzostwa Europy, które w 2016 roku odbędą się w Polsce.

I tu pojawia się prawdziwy problem. W mistrzostwach świata wyszliśmy z grupy dzięki starej gwardii, ale trudno nie zauważyć, że rozgrywającym Bartłomiejowi Jaszce i Michałowi Kubisztalowi brakuje sporo do klasy, którą miał Grzegorz Tkaczyk (Jaszka ma 30 lat, a pomijany przez Bogdana Wentę Kubisztal – 33). Michał Jurecki wyglądał na zupełnie zagubionego, Krzysztof Lijewski był bez formy. – Biegler wziął najlepszych, naprawdę nie ma gdzie szukać – mówił Bielecki.

Polacy pojechali na turniej do Hiszpanii bez skrzydeł – dosłownie i w przenośni. Nie byli już mistrzami podnoszenia się z kolan, do tego ciągle grali środkiem boiska. Gdy nie ma Patryka Kuchczyńskiego czy Tomasza Tłuczyńskiego, podanie na skrzydło jest ryzykowne.

Adam Wiśniewski zdobył 11 goli w całym turnieju, Robert Orzechowski – 18. Przemysław Krajewski, Michał Bartczak i Michał Chodara, grali zbyt krótko, by ich oceniać, ale Chodara przez 18 minut gry ze słabą Arabią Saudyjską nie wywalczył nawet jednej bramki. Obrotowy Kamil Syprzak uchodzi za wielką nadzieję, jednak przy Jureckim wypada blado: pomylił się w 6 na 12 prób, Jurecki w 6 na 39.

Biegler nie miał rezerwowych. W trakcie zgrupowania nauczył Polaków bronić, traciliśmy mało goli, ale kiedy przechodziliśmy do ataku, widać było braki. Nie mogliśmy zaskoczyć przeciwnika tylko trzema schematami rozegrania akcji.

– Trener prowadził reprezentację dopiero w 13 spotkaniach. Nie miał czasu, którego potrzebuje każdy, kto chce osiągnąć sukces – mówi prezes Kraśnicki.

O udział w przyszłorocznych mistrzostwach Europy Polacy zagrają w kwietniu ze Szwecją i nie są faworytami. Nieobecność na wielkiej imprezie nie byłaby zaskoczeniem. Po mundialu w Hiszpanii trudno wierzyć nawet w powodzenie misji „Euro 2016".

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.kolodziejczyk@rp.pl