Podopieczni Tałanta Dujszebajewa w ciągu pięciu ostatnich sezonów aż trzykrotnie docierali do turnieju Final Four, który co roku gości 18-tysięczna Lanxess Arena w Kolonii. Taki sam dorobek ma najbogatsze na kontynencie Paris-Saint Germain Handball, ale Francuzi w najważniejszych klubowych rozgrywkach nigdy nie zwyciężyli. Kielczanie trofeum wywalczyli w sezonie 2015/16 i wciąż marzą o powtórce tamtej sensacyjnej nocy.

Najbliższy turniej finałowy, który z powodu pandemii przeniesiono z przełomu maja i czerwca na koniec grudnia, odbędzie się bez udziału polskiej drużyny. Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) w odpowiedzi na wiosenny atak koronawirusa odwołała rundę pucharową rozgrywek, przyznając awans do decydującej rozgrywki za sezon 2019/20 najlepszym ekipom fazy grupowej.

Kielczanie po świętach Bożego Narodzenia będą się mogli skupić na obowiązkach reprezentacyjnych. Przedziwny kształt pandemicznego sezonu sprawia jednak, że zanim poznamy rozstrzygnięcia poprzedniego (2019/20), to najlepsze europejskie drużyny rozegrają już dziesięć z czternastu kolejek kolejnej kampanii (2020/21).

Milion na stole

Gra jest warta świeczki, bo premie dla najlepszych są rekordowe. Zespół, który będzie najlepszy w turnieju Final Four, zarobi milion euro. Premia za dalsze lokaty to kolejno 400, 230 i 170 tys. euro. Na dodatkowy zastrzyk gotówki w wysokości 30 tys. euro mogą liczyć dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Finansowy tort jest większy, ale klubów do wykarmienia mniej, bo EHF zmniejszyła liczbę uczestników z 28 do 16. Ucierpiała na tym Orlen Wisła Płock, która po siedmiu latach wypadła z elity zagra jesienią w mniej prestiżowej Lidze Europejskiej.

Rytm rozgrywkom może nadać rozwój pandemii. Federacja przygotowała szczegółowe wytyczne obejmujące przygotowanie do meczów, podróże oraz sam przebieg zawodów, a na reguły EHF nałożą się oczywiście krajowe reżimy sanitarne. Pozytywny wynik na obecność koronawirusa u pięciu zawodników MOL-Pick Szeged spowodował już przełożenie meczu Węgrów z PSG, który miał być hitem pierwszej kolejki rozgrywek.

Piłkarze ręczni z Kielc europejski sezon otworzyli wyprawą do Niemiec, gdzie ulegli SG Flensburgowi-Handewitt 30:31. Mistrzowie Polski podróżowali czarterem, bo to środek lokomocji zalecany przez EHF. Klub musi zapłacić za transport z własnej kieszeni, ale federacja pokrywa jedną czwartą kosztów. Na dofinansowanie nie można za to liczyć przy okazji testów na obecność koronawirusa, które trzeba wykonać przed każdym meczem. W przypadku Łomży VIVE to każdorazowo wydatek 7,5 tys. złotych.

Nieprzewidywalna młodzież

Mistrzowie Polski należą do faworytów rozgrywek. Latem władze klubu przeprowadziły ostatni etap odmładzania drużyny, dzięki czemu szeregi zespołu zasilili Szymon Sićko (wrócił z wypożyczenia do Górnika Zabrze), Sebastian Kaczor, Michał Olejniczak, Francuz Nicolas Tournat oraz Islandczycy Sigvaldi Gudjonsson i Hakur Thrastarson. Efekt jest taki, że ze składu, który grał z Flensburgiem poprzednio - dokładnie dwa i pół roku temu - w Kielcach ostali się tylko Alex Dujszebajew i Krzysztof Lijewski.

Ten ostatni jest dziś grającym trenerem, więc podczas najważniejszych spotkań raczej na parkiet nie wbiegnie. Lijewski to jednocześnie jedyny zawodnik dzisiejszej Łomży VIVE, który był w składzie zespołu, kiedy podopieczni Dujszebajewa wygrywali Ligę Mistrzów. Były reprezentant Polski ma 37 lat, ale oprócz niego „trzydziestkę” w zespole przekroczyli jeszcze tylko Hiszpan Angel Fernandez Perez oraz Igor Karacić, który trafił do klubu rok temu jako najlepszy gracz turnieju Final Four.

- Do tej pory nasza gra bazowała na zawodnikach, którzy wygrali w życiu mnóstwo tytułów i wnosili na boisko doświadczenie. Teraz - dzięki młodym - będziemy szybsi, bardziej nieprzewidywalni. Wiadomo, że występy takich zawodników rodzą niebezpieczeństwo większej liczby pomyłek, ale z drugiej strony rywalom będzie trudniej nas rozszyfrować - zapowiada kapitan zespołu, niemiecki bramkarz Andreas Wolff.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Lista faworytów Ligi Mistrzów co roku jest podobna, obok kielczan znajdują się na niej PSG, FC Barca Lassa, THW Kiel i Telekom Veszprem HC. Francuzi latem zakontraktowali łotewskiego wielkoluda Dainisa Kristopansa (214 cm) oraz hiszpańskiego skrzydłowego Ferrana Sole, ale stracili Sandera Sagosena, uważanego za najlepszego rozgrywającego na świecie. Norwega na transfer namówił słynny Czech Filip Jicha, który w ubiegłym roku został trenerem kilończyków.

Telekom zaczął sezon mocniejszy Hiszpanami Rodrigo Corralesem i Jorqe Maquedą, Rosjaninem Daniiłem Sziszkariewem oraz Duńczykiem Nikołajem Markussenem. Zespół z Veszprem ma w kadrze aż dwudziestu klasowych zawodników, ale tylko trzech z nich to Węgrzy. Hiszpanów w składzie Barcelony jest więcej, bo czterech, a największymi wzmocnieniami powinni być Słoweńcy Domen Makuc i Blaż Janc. Ten ostatni wiosną występował w Kielcach.

Polacy przyjadą do Kielc

Vardar Skopje broni tytułu i choć bałkańskie media co roku wróżą klubowi upadek z powodu kłopotow finansowych, to Macedończycy znów zaczynają sezon z dużymi ambicjami. Zespół wciąż jest uzbrojony w grupę doświadczonych zawodników (Rosjanin Timur Dibirow, Chorwat Ivan Cupić, Serb Marko Vujin), a latem nowym graczem drużyny został obrotowy Patryk Walczak, który dwa poprzednie sezony spędził w niemieckim TuS N-Lubbecke.

Polaków poza składem Łomży VIVE jest w Lidze Mistrzów trzech. Obrotowy Kamil Syprzak rok temu przeprowadził się z Barcelony do Paryża, a rozgrywający Paweł Paczkowski podpisał wiosną kontrakt z Mieszkowem Brześć. Ten ostatni wyrasta na obieżyświata, bo w ciągu ostatnich pięciu sezonów grał już we Francji, na Ukrainie i na Węgrzech. Co ciekawe, formalnie jest zawodnikiem mistrzów Polski, ale ci regularnie go wypożyczają.

Losowanie fazy grupowej sprawiło, że wszyscy Polacy będą mieli w najbliższych miesiącach okazję odwiedzić ojczyznę. Kielczanie o dwa pierwsze miejsca w grupie - dają one awans bezpośrednio do ćwierćfinału, cztery kolejne drużyny czeka dodatkowy dwumecz w fazie play-off - powalczą z Meszkowem, Flensburgiem, PSG, Vardarem, FC Porto, MOL-Pickiem Szeged i Elverum Handball. To najciekawsze domowe starcie, z paryżanami, odbędzie się 21 października.

Turniej Final Four zaplanowano na weekend 12-13 czerwca, czyli dwa tygodnie później niż zazwyczaj. Tradycyjnie ugości go kolońska Lanxess Arena, a organizatorzy zawodów do samego końca będą żyli nadzieją, że odbędzie się z udziałem kompletu widzów, bo rywalizacja najlepszych klubowych drużyn to co roku święto europejskiego szczypiorniaka oraz najbardziej dochodowe wydarzenie dla EHF.