Organizatorzy turnieju znów zafundowali Polakom emocjonalną huśtawkę. Jeszcze trzy godziny przed meczem nie wiadomo było, z ilu zawodników będzie mógł skorzystać Patryk Rombel. Na dodatkowe covidowe testy wezwani zostali rano Szymon Sićko, Mateusz Kornecki i Melwin Beckman. Cała trójka uzyskała wynik pozytywny.

Istniało ryzyko, że zostaniemy z jednym bramkarzem, gdyż badaniu poddać się musiał też powołany w trybie awaryjnym Miłosz Wałach. Ostatecznie dopuszczono go do gry, ale decyzja, że może zostać wpisany do kadry, zapadła dopiero kilkadziesiąt minut przed spotkaniem z Hiszpanią (w meczu tym bronił jednak Mateusz Zembrzycki).

Mimo tych kłopotów Polakom udało się nawiązać walkę z bijącymi się o awans do strefy medalowej Hiszpanami. Kilka razy doprowadzali do wyrównania, mieli szansę na remis, ale Rodrigo Corrales w samej końcówce obronił rzuty Arkadiusza Moryty i Jana Czuwary.

– Po takim turnieju, pełnym perturbacji, bardzo trudno dokonać jednoznacznej oceny. By przeprowadzić gruntowną analizę, musielibyśmy mieć do dyspozycji wszystkich zawodników, ale według mnie występ naszej drużyny powinniśmy oceniać bardzo pozytywnie. Mistrzostwa Europy to wymagający turniej. Świat robi postępy, ale to Europa zawsze królowała i wyznaczała trendy, a nam udało się znaleźć w gronie 12 najlepszych drużyn – mówi „Rz" Iwona Niedźwiedź.

Zdaniem byłej reprezentantki Polski, obecnie telewizyjnej komentatorki, na pochwały zasługuje przede wszystkim Bartłomiej Bis.

– Do Bratysławy dojechał jako rezerwowy i pokazał, że powinien być w 18-osobowej kadrze. Wielka szkoda, że okupił ten turniej poważną kontuzją i prędko go na boisku nie zobaczymy – dodaje Niedźwiedź.

Zgadza się też z poglądem, że problemem Polski jest krótsza ławka rezerwowych. Nie mamy takiego wyboru, jak Niemcy, Norwegia, Dania czy Hiszpania. – Ale kilku chłopaków udowodniło, że warto ich mieć w tej drużynie, bo są w stanie jej dużo dać. Trzeba również docenić, jak mentalnie poradzili sobie debiutanci – Bis, Zembrzycki, Ariel Pietrasik czy Piotrek Jędraszczyk – kończy Niedźwiedź.

Czy lekcja z Bratysławy i zdobyte podczas mistrzostw Europy doświadczenie zaprocentują – dowiemy się za rok, gdy wspólnie ze Szwecją zorganizujemy mistrzostwa świata.