Mija 15 lat, odkąd zespół Bogdana Wenty zdobył srebro na mistrzostwach świata, a polska piłka ręczna zaczęła wychodzić ze szkolnych sal. Pamięta pan, gdzie oglądał pierwszy sukces tamtej kadry?

Pewnie przed telewizorem, w domu w Kwidzynie. Z rodziną lub znajomymi. Byłem wtedy jeszcze zawodnikiem, pracowałem z młodzieżą jako trener.

Zanim przyszła nominacja na selekcjonera, był pan trenerem kadry B i asystentem Tałanta Dujszebajewa. Czego się pan od niego nauczył?

Zawsze mi się wydawało, że jestem człowiekiem, który zwraca dużą uwagę na detale. Okazało się, że można przywiązywać wagę do innych szczegółów. To otworzyło mi horyzonty, spowodowało, że zacząłem jeszcze więcej szukać, patrzeć, podglądać i analizować głębiej to, co robiłem wcześniej.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Budowa kadry wciąż trwa

Prowadzi pan reprezentację od 2019 roku. Bogdan Wenta pierwszy sukces z kadrą odniósł właśnie po trzech latach pracy.

Myślę, że nie ma co szukać analogii. Kompletnie dwa różne momenty i dwa różne zespoły. Siłą tamtej drużyny byli piłkarze, którzy wyjechali na Zachód, do Bundesligi. Trener Wenta potrafił złożyć z nich zespół, który dał nam medale. Wtedy, poza dwoma, trzema wyjątkami, cała reprezentacja grała już za granicą. Dziś te proporcje są odwrócone. Mamy zdolnych piłkarzy, ale najlepsze lata dopiero przed nimi.

Zadaniem, jakie przed panem postawiono, była budowa drużyny na przyszłoroczne mistrzostwa świata, które zorganizujemy wspólnie ze Szwecją. Jest pan zadowolony z tego, co udało się dotąd zrobić?

Przejmowałem reprezentację, która nie awansowała na mistrzostwa Europy i świata. Teraz trzeci raz z rzędu jedziemy na duży turniej. To pierwsza rzecz, która pokazuje, że ten okres przyniósł wymierne efekty. Pamiętajmy, że część młodych zawodników dopiero wchodzi na międzynarodowy poziom, z każdym startem tego doświadczenia przybywa, ale ta drużyna ma jeszcze sporo kroków do wykonania, by dojść do momentu, o którym wszyscy marzymy.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Dowiedział się pan czegoś nowego o swoich piłkarzach po ostatnich sparingach z Iranem i Hiszpanią?

Cały czas powtarzam, że mamy zawodników, którzy potrafią rywalizować z najlepszymi. Problem pojawia się, gdy ktoś z trzonu drużyny dozna kontuzji albo zachoruje. Brak nam doświadczonych zastępców. Potrafimy być zespołem równorzędnym, ale wciąż zdarzają się nam przestoje. Myślę, że udało się już to poprawić, patrząc na dwa ostatnie mecze podczas turnieju w Gdańsku i drugą połowę spotkania z Hiszpanią. Każdy ma świadomość dobrze wykonanej roboty.

Cel minimum to wyjście z grupy?

Nie ma takiego celu. Dla mnie liczy się wyłącznie pierwszy mecz i walka o zwycięstwo. Zawsze uważałem, że stawianie sobie celów minimum stanowi problem, gdy już się je osiągnie. Bo drużyna może poczuć spełnienie, uznać, że wykonała zadanie.

Zaczynamy w piątek od meczu z Austrią, która poprzednie mistrzostwa Europy przed własną publicznością zakończyła na ósmym miejscu...

To zespół o ugruntowanej pozycji na europejskiej arenie, budowany od kilku lat, solidny i zgrany. Mają w składzie ponadprzeciętnego zawodnika – Nikola Bilyk jest jednym tchem wymieniany wśród najlepszych na świecie. Są zdolni Lukas Hutecek i Sebastian Frimmel, jest doświadczony Robert Weber. W przeszłości Austriacy potrafili napsuć krwi bardziej renomowanym rywalom.

W niedzielę mecz z Białorusią, która trzy ostatnie turnieje kończyła na dziesiątej pozycji...

Cztery lata temu pokonali nas w eliminacjach i można powiedzieć, że od tamtego momentu zajęli nasze miejsce w europejskiej elicie. Mają świetnych zawodników. Jest Artsem Karalek, Uladzislau Kulesh czy Mikita Vailupau (drugi strzelec Euro 2020 – przyp. red.), w ostatnim czasie rozchwytywany i uznawany za jednego z najlepszych prawoskrzydłowych.

Na koniec pierwszej rundy spotkamy się z Niemcami, którzy w ostatnim sprawdzianie pokonali złotych medalistów olimpijskich Francuzów...

Sparingi mają to do siebie, że każdy może wyznaczyć sobie różne cele, testować ustawienia, sprawdzać poszczególnych zawodników. Trudno przywiązywać do wyników większą wagę, ale pokonanie Francji, nawet w meczu towarzyskim, buduje pewność siebie.

Niemcy mogą być jednym z faworytów tych mistrzostw?

Ciężko powiedzieć. Po igrzyskach zwykle w wielu zespołach zachodzą zmiany. Rośnie liczba kandydatów do medali. To na pewno będzie ciekawy turniej do oglądania.

Kto może zaskoczyć?

W pierwszej kolejności myślę o Węgrach. To zespół, który przeszedł długą drogę. Zaczął przebudowę w 2016 roku, na Euro w Polsce. Już na ostatnich mistrzostwach Europy i świata wysyłał sygnały, że chce atakować pierwszą czwórkę.

Covid może rozdawać karty?

Niestety, nie mamy na to wpływu. Każdy zespół stosuje wszelkie możliwe rygory sanitarne, ale nawet w takich warunkach potrafi dochodzić do zakażeń. Każda drużyna miała prawo zgłosić 35 zawodników i w ramach tej grupy dokonywać zmian. Ostatni komunikat EHF (europejska federacja – przyp. red.) dopuszcza możliwość zmian również spoza tej listy. Wygląda na to, że uznano, iż te mistrzostwa muszą się odbyć za wszelką cenę. Miejmy tylko nadzieję, że rozstrzygną się na parkiecie, a nie w gabinetach lekarskich.

Selekcjoner ogłosił w środę 18-osobową kadrę na mistrzostwa. Nie znaleźli się w niej Rafał Przybylski i Dawid Dawydzik. Jeszcze przed wylotem do Bratysławy uzyskali pozytywny wynik testu na Covid-19. Kolejne badania, już na Słowacji, będą przeprowadzane zgodnie z regulaminem co dwa dni. Biorąc pod uwagę, że wariant Omikron jest bardziej zakaźny, przypadków może być więcej.