– Wstyd się przyznać, ale kiedy przyjechałem na zgrupowanie, nie poznałem dwóch chłopaków z drużyny. Nie oglądam polskiej ligi, w kadrze pojawiło się kilka nowych twarzy. Na co nas stać? No właśnie nie wiem. Sam zadaję sobie takie pytanie – mówi „Rz" Bartosz Jurecki.

Kołowy SC Magdeburg jest jednym z trzech zawodników z zagranicznych klubów powołanych przez Bieglera na turniej w Hiszpanii. Niemiec buduje drużynę z graczy polskiej ligi, gdzie tak naprawdę liczą się tylko dwa zespoły – Vive Targi Kielce i Wisła Płock.

Reprezentacja piłkarzy ręcznych od kilku lat ożywiała polską sportową zimę. Trener Bogdan Wenta błyszczał w mediach, jego zawodnicy na boisku. W 2007 roku, kiedy nikt na nich nie liczył, zdobyli wicemistrzostwo świata. Od tamtej pory co roku przychodziło im się mierzyć z własną legendą. Było coraz gorzej, porozumienie między piłkarzami a Wentą osłabło. Niektórzy zakończyli kariery, inne pomniki poszły do renowacji.

– Coś się skończyło, ale nie kłamaliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi, nie ma publicznego prania brudów. Mamy do siebie wiele pretensji, ale nikt nie wie jakich i dlaczego – mówi „Rz" Artur Siódmiak, który w 2011 roku przestał grać w kadrze.

Kiedy Polska przegrała szanse na występ na igrzyskach w Londynie, wydawało się, że to koniec tej drużyny. Związek Piłki Ręcznej w Polsce na następcę Wenty wskazał Michaela Bieglera i nikt nie wiedział, czego się spodziewać. To trener bez wielkich sukcesów, bez wielkich klubów w życiorysie. Pracowity, kochający porządek i spokój, a tego naszej kadrze ostatnio brakowało najbardziej.

– Po Alicante zrezygnowałem z kadry, ale Biegler ciągle tłumaczył, że mnie potrzebuje. Słyszałem o nim wiele dobrego, przyjechałem i zobaczyłem, że treningi są bardzo ciekawe – mówi „Rz" Karol Bielecki, który dał się namówić na powrót do reprezentacji.

Biegler stawia na obronę. Zawodnicy nawet nie ćwiczyli jeszcze rozegrania ataku. Pewność z tyłu ma dać spokój z przodu. Piłkarze powtarzają, że jeśli nie zdobędą gola, nie będą się martwić, bo potrafią także zatrzymać przeciwnika. Niby oczywiste, ale dla Niemca to podstawa pracy.

Biegler to teoretyk, ciągle się dokształca, wprowadza wiele nowych elementów do swoich treningów. W trakcie meczu denerwuje się, chodzi wzdłuż linii, ale pod względem ekspresji od Wenty dzieli go przepaść. To żadna tajemnica, że piłkarze mieli żal do poprzedniego trenera, że kiedy wygrywał mecz, błyszczał przed kamerami jako ojciec sukcesu, a za porażkę najczęściej obwiniał drużynę. Bieglera w mediach nie ma, a jak jest – nie wzbudza kontrowersji.

Drużyna – niby nowa – oparta jest jednak na starych bohaterach, których sławę przykrył już trochę kurz. W bramce nadal rządzi Sławomir Szmal, na kole – Bartosz Jurecki. Ciągle ważni są też Michał Jurecki, Krzysztof Lijewski, Bartłomiej Jaszka i Mariusz Jurkiewicz. Nie wiadomo, czy ci, którzy uzupełniają skład, noszą w plecakach buławy.

Z Bieglerem jest trochę jak z Waldemarem Fornalikiem, który objął kadrę piłki nożnej po Franciszku Smudzie. Smuda miał swoich ulubieńców, Fornalik szeroko otworzył drzwi i udowodnił, że także w polskiej lidze można znaleźć dobrych zawodników. W kadrze na MŚ w Hiszpanii znaleźli się Przemysław Krajewski z Azotów Puławy czy Marek Szpera i Michał Chodara z Tauronu Stal Mielec.

– Każdy potrzebuje parasola ochronnego. Pamiętam, jak na początku w reprezentacji pilnował mnie mój brat Marcin, pomagali Grzegorz Tkaczyk czy Damian Wleklak. Myślę, że młodzi w naszej drużynie nie mają na co narzekać. Chcemy, żeby mogli nam jak najszybciej pomóc – mówi „Rz" Krzysztof Lijewski.

Dzisiaj rano kadra wylatuje do Czech na noworoczny turniej z udziałem gospodarzy, Węgrów i Słowaków. W fazie grupowej mistrzostw świata zagramy z Serbią, Słowenią, Koreą Południową, Białorusią i Arabią Saudyjską. Do dalszych gier awansują cztery drużyny, ale warto być wysoko, bo czwarty gra ze zwycięzcą innej grupy.