Zobaczyliśmy w meczu ze Słowacją wszystko to, co znamy od marca. Niestabilny skład, chaos, improwizację, brak współpracy. Trener Paulo Sousa wciąż szuka i znaleźć nie może, bo w ciągu kilku miesięcy to nie jest łatwe. Teoretycznie na boisko wybiegła najlepsza jedenastka, trudno więc postawić selekcjonerowi zarzut, że źle wybrał.

Zdziwienie budziła tylko obecność Karola Linettego, który dotychczas grał o Sousy ok. 40 minut i to słabo. Teraz było podobnie, bo w pierwszej połowie Linetty wałęsał się dość bezproduktywnie. W drugiej zdobył bramkę, jeszcze raz kopnął słabo, ale przynajmniej trafił. W sumie Polacy oddali na słowacką bramkę trzy celne strzały. Grał u nas najlepszy piłkarz świata. Gdyby ktoś nie wiedział, to by nie uwierzył.

Ale nie od dziś wiadomo, że Robert Lewandowski sam meczu nie wygra. Trzeba mu podać piłkę, a kto to ma zrobić, kiedy w linii pomocy nikt taki się nie znalazł. Mimo że mieliśmy tam Piotra Zielińskiego, Mateusza Klicha i Grzegorza Krychowiaka. Skoro trener zdecydował się na wariant z dwoma wahadłowymi, to właśnie ze skrzydeł – od Kamila Jóźwiaka i Macieja Rybusa Lewandowski powinien oczekiwać podań. Nic takiego nie nastąpiło.

Do tej pory drużyna kierowana przez Sousę rozegrała pięć meczów, z których wygrała tylko jeden – z Andorą. Ten poniedziałkowy był szósty. Wcześniej byliśmy wyrozumiali w ocenach, wiedząc, że trener, który pojawił się na obcym terenie, potrzebuje czasu na poznanie zawodników i zrobienie z nich drużyny. Ale pojedynek ze Słowacją był celem, więc można już oceniać. Od kiedy Portugalczyk został trenerem reprezentacji, nic się w jej grze nie zmieniło. Był jedynie entuzjazm, który zawsze towarzyszy pojawieniu się nowego selekcjonera. Dziś jest tylko gorzka refleksja: po co była ta zmiana? Bo się Jerzy Brzęczek nie podobał paru osobom?

Nie wiemy, jak zagrałaby drużyna, gdyby to Brzęczek – zwolniony w styczniu – ją prowadził. Wiadomo tylko, że zmierzyliśmy się z bardzo przeciętnym rywalem, który grał mądrzej, strzelił na naszą bramkę trzy razy i zdobył dwa gole. Emocje towarzyszące kibicom reprezentacji nie powinny przesłonić faktu, że mecz Polska – Słowacja był jednym z najsłabszych rozegranych do tej pory na mistrzostwach.

Grać w sobotę „o wszystko” z Hiszpanią na jej boisku to duże wyzwanie. Ale też szansa na rehabilitację.