Piotr Kowalczuk z Rzymu

26-letni Gabriele Sandri, znany rzymski dj, właściciel kilku dyskotek i zagorzały kibic Lazio, wraz z kolegami jechał samochodem do Mediolanu na mecz z Interem. Kilka minut po 9. w okolicy Arezzo zjechali do restauracji. Równocześnie na ten sam pomysł wpadli jadący innym samochodem na mecz do Parmy fani Juventusu.

Na parkingu wywiązał się sprzeczka i doszło do bójki. Z bliźniaczej restauracji po przeciwnej stronie autostrady szarpaninę zobaczył patrol policji drogowej. Przyjechał na miejsce incydentu, a jeden z policjantów, rzekomo na postrach, oddał dwa strzały w powietrze. Jedna z kul trafiła Sandriego, znajdującego się na tylnym siedzeniu opuszczającego parking samochodu. Zmarł kilkanaście minut później.

Prezesi Lazio i Interu podjęli natychmiast decyzję o odwołaniu meczu. Wieść o tragedii pod Arezzo rozeszła się błyskawicznie wśród kibiców. Władze piłkarskie w porozumieniu z policją zdecydowały, żeby oddając hołd pamięci Sandriego rozpocząć wszystkie planowane na godzinę 15.00 mecze z 10-minutowym opóźnieniem, co okazało się wielkim błędem, bo ultrasi – fanatyczni kibice – żądali odwołania całej kolejki ligowej. W efekcie tuż po rozpoczęciu meczu Atalanta – Milan rozpoczęła się demolka stadionu w Bergamo i po 7 minutach spotkanie zostało przerwane. Mimo odwołania meczu na San Siro fani Interu zaatakowali policję. Podobnie było w Parmie, gdzie przyjechał Juventus.

Tłumaczenia prefektury z Arezzo, że policjant strzelał na postrach nie trafiły nikomu do przekonania. Teraz już nikt nie przekona włoskich kibiców, że policjant zastrzelił Sandriego przypadkiem. Tymczasem wracający do Rzymu fani Lazio zebrali się na Piazza del Popolo, a policja widząc powagę sytuacji odwołała planowany na 20.30 w Rzymie mecz Roma – Cagliari. Jednak kibice Lazio i Romy ramię w ramię ruszyli na Stadion Olimpijski. Rozpętało się piekło i policjanci stali się zwierzyną łowną.Rzymscy ultrasi zaatakowali po drodze dwa posterunki policji wybijając szyby i podpalając samochody. Potem dziesiątki samochodów i skuterów płonęło pod stadionem. Kibice wdarli się do siedziby pobliskiego Włoskiego Komitetu Olimpijskiego. Inna grupa zablokowała most na Tybrze wiodący do stadionu, uniemożliwiając przejazd policyjnej odsieczy. Zablokowała też zmierzające w przeciwną stronę karetki pogotowia, odwożące rannych spod stadionu. Wreszcie policyjna szarża zmusiła ultrasów do opuszczenia okolic stadionu. Wycofując się niszczyli i podpalali wszystko na swojej drodze. Bilans strat nie jest jeszcze znany, ale z pierwszych szacunków wynika, że chodzi o kilkanaście milionów euro. Jest kilkudziesięciu rannych, w tym kilku kamerzystów i fotoreporterów, i zaledwie 6 aresztowanych.

Wygląda na to, że włoscy ultrasi wydali otwartą wojnę policji. Tym razem powód jest poważny, bo ich zdaniem policjant z premedytacją zabił jednego z nich. Nikt się nie łudzi, że wczorajsza bitwa zakończyła tę wojnę. Szef związku futbolowego Giancarlo Abate już podjął decyzję o niewpuszczaniu na mecze kibiców drużyny przyjezdnej do odwołania. Jeśli będzie trzeba, gotów jest rozegrać następną kolejkę pod koniec miesiąca przy pustych trybunach, choć nie ma pewności, czy ona się w ogóle odbędzie.

Wydaje się pewne, że Stadion Olimpijski zostanie zamknięty na długo. Po zamordowaniu w lutym przez chuliganów inspektora policji pod stadionem w Katanii w każdym mieście prefekt może odwołać mecz nie podając powodu. Premier Romano Prodi wystosował depeszę kondolencyjną do rodziny Sandriego, a sprawa jest tak poważna, że dziś lub jutro minister spraw wewnętrznych Guliano Amato będzie ją referował w parlamencie. ?