Już w najbliższy weekend Liverpool może fetować pierwsze od 30 lat mistrzostwo Anglii. To nadchodzące wielkie święto zamierza jednak zepsuć Atletico, które u siebie wygrało 1:0.

Ale na Anfield żadna zaliczka nie jest wystarczająca, o czym przekonała się w ubiegłym roku Barcelona, trwoniąc trzy bramki przewagi. To właśnie tamten wieczór ma być dla piłkarzy Juergena Kloppa inspiracją. Nie brak opinii, że wyeliminowanie rywala z Madrytu będzie jednak wyzwaniem trudniejszym. – Ktoś powie, że Barcelona to lepsza drużyna. Zgoda, ale nie pod względem obrony – mówi Sky Sports John Barnes, były skrzydłowy Liverpoolu.

W Hiszpanii defensywa Diego Simeone wciąż uchodzi za wzór. Atletico tylko dwa razy w tym sezonie przegrało mecz różnicą dwóch goli. A właśnie takiego zwycięstwa potrzebuje Liverpool.

Zespół Kloppa w ostatnich tygodniach stracił rozmach z początku sezonu. Odpadł z Pucharu Anglii, w Premier League poniósł pierwszą porażkę od ponad roku (0:3 z Watford). Na Anfield jednak przegrywać nie zwykł.

Po spotkaniu w Madrycie Simeone stwierdził, że zwycięstwo jego drużyny zaczęło się od ronda przy stadionie Wanda Metropolitano. – To, jak przyjęli nas kibice, było niesamowite. Przez osiem lat nie przeżyłem tu czegoś podobnego.

W środę trybuny mają nieść Liverpool. – Hasło „This is Anfield" nie jest marketingową formułką. To dla rywali najcięższe miejsce do gry. Taka atmosfera nie panuje nigdzie indziej. – Czujesz się mały, masz wrażenie, że przeciwnik osacza cię z każdej strony – przekonuje Pep Guardiola, który przyjeżdżał tu jako trener Manchesteru City pięciokrotnie i nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Najbardziej dotkliwa była porażka w kwietniu 2018 roku – 0:3 w ćwierćfinale Champions League.

Liverpool może liczyć na wsparcie kibiców, w przeciwieństwie do PSG. Po Parku Książąt będzie w środę hulał wiatr. Zamknięty stadion to efekt koronawirusa.

Porażką 1:2 w pierwszym spotkaniu w Dortmundzie piłkarze Thomasa Tuchela wcale się nie przejęli. Już dwa dni później bawili się do białego rana w wynajętym pałacyku koło Pól Elizejskich na wspólnych urodzinach Edinsona Cavaniego, Angela di Marii i Mauro Icardiego. Nagrania wyciekły do internetu, pochwaliła się nimi w mediach społecznościowych m.in. żona Icardiego, odpowiedzialna za organizację imprezy.

– Uczestnicy czuli się znakomicie w swoim towarzystwie, starali się wyrzucić z siebie negatywne emocje i zmobilizować na rewanż – opowiadał „Le Parisien" anonimowy rozmówca.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Jak wyszło im to duchowe oczyszczenie, zobaczymy w środę. Dyrektor klubu Leonardo wściekł się na zawodników, ale przed kamerami próbuje przekonywać, że 1:2 to nie jest zły wynik. Gol Neymara daje nadzieję, że po czterech latach PSG w końcu awansuje do ćwierćfinału.

We wtorek potwierdzono, że bez udziału kibiców odbędą się w przyszłym tygodniu również mecze Barcelony z Napoli i Juventusu z Olympique Lyon. Mistrz Włoch chciał przenieść spotkanie na Maltę, ale nie zgodziła się na to UEFA.

Zakaz organizacji imprez masowych w Bawarii sprawił, że przy pustych trybunach zagrać mają także piłkarze Bayernu i Chelsea. Jeśli sytuacja w Europie nie ulegnie poprawie, UEFA nie wyklucza nawet zawieszenia rozgrywek po 1/8 finału.

W środę grają

LIGA MISTRZÓW – REWANŻE 1/8 FINAŁU

Liverpool – Atletico (TVP 1, Polsat Sport Premium 1; pierwszy mecz 0:1)

Paris Saint-Germain – Borussia Dortmund (Polsat Sport Premium 2; 1:2)

Mecze o 21.00