– Jeśli z nimi nie wygramy, to znaczy, że nie mamy czego szukać w europejskich pucharach – mówił trener Franciszek Smuda.

W pierwszym poważnym meczu w nowym sezonie jego Lech wygrał co prawda różnicą tylko jednego gola, jednak nie powinien mieć żadnych problemów z wyeliminowaniem egzotycznego rywala.

Zdobywcom Pucharu Azerbejdżanu najlepiej wychodziło straszenie Polaków olbrzymim budżetem i tym, że przed dwoma laty niewiele brakowało, a wygraliby z Dinamem Zagrzeb. We wczorajszym meczu nie pokazali jednak nic, co mogło uzasadniać fakt, że stadion Tofika Bachramowa w Baku zapełnił się niemal do ostatniego miejsca (25 tysięcy widzów).

Chazar grał chaotycznie, rzadko przedostawał się pod pole karne Krzysztofa Kotorowskiego. Lech przeważał od pierwszej do ostatniej minuty, jednak piłkarze Smudy przez długi czas nie potrafili pokonać Dmitrija Kramarenki.

Bramkarz gospodarzy miał dużo szczęścia, Hernan Rengifo strzelił w słupek i zmarnował kilka innych dogodnych sytuacji. Kramarenko bronił strzały Peruwiańczyka, ale podobnie jak kiedyś w Warszawie (w przegranym 0:8 meczu reprezentacji Azerbejdżanu z Polską ) nie dał rady Polakowi. W 76. minucie pokonał go Robert Lewandowski – król strzelców drugiej ligi, kupiony przez Lecha przed sezonem ze Znicza Pruszków.

Rewanż, który odbędzie się 31 lipca w Poznaniu powinien być formalnością. Azerskie drużyny bywają groźne tylko u siebie.