To wygląda trochę jak konkurs na reprezentanta Polski. Ci, którzy w nim startują, są spięci, ale dokładnie wykonują wszystkie polecenia reżysera.

Zaprzeczają, że oczami wyobraźni widzą się w głównej roli nie tyle sobotniego meczu z Litwą, co już takiego na poważnie, kiedy patrzeć będzie na nich cała Polska. Mają na to szansę, bo kariery tych, którzy w zimowych zgrupowaniach pokazywali Beenhakkerowi, że są w stanie wejść na poziom wyższy niż polska liga, nabrały gwałtownego przyspieszenia.

– Pierwsze powołanie dostałem jeszcze jako gracz Zagłębia Lubin na towarzyski mecz ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, później było takie samo zgrupowanie jak teraz, w hiszpańskiej Chiclanie. I tak już zostałem, zagrałem w siedmiu meczach eliminacji i pojechałem na mistrzostwa Europy – mówi Wojciech Łobodziński.

Dwa lata temu w Chiclanie reprezentacja złożona z zawodników z polskiej ligi wygrała z Estonią 4:0. Aż ośmiu piłkarzy z tamtego składu

Beenhakker zabrał na turniej do Austrii i Szwajcarii. Jednego zatrzymała kontuzja, a Radosław Sobolewski sam zrezygnował z występów w reprezentacji.

Beenhakker lubi odkrywać talenty i pokazywać, że ma rację. Grzegorz Bronowicki przed meczem z Portugalią nie wiedział nic o lewej obronie, a w Chorzowie zatrzymał Cristiano Ronaldo.

Dariusz Dudka za Beenhakkera pokazał, że może być defensywnym pomocnikiem, Paweł Golański z mało znanego gracza Korony stał się podstawowym zawodnikiem reprezentacji, a Radosławowi Matusiakowi za sprawą sukcesów w kadrze życie przyspieszyło tak bardzo, że nie wytrzymał tempa.

Wszyscy wyjechali do lig zagranicznych. Większość wybrała niestety zły kierunek, bo kluby z Serbii i Rumunii z wielkiego futbolu do zaoferowania miały tylko wielkie pieniądze, a włoska Serie A to z kolei za wysokie progi dla Matusiaka. Teraz miejsce takich piłkarzy jak on czy Bronowicki próbuje zająć nowe pokolenie.

– Kibice widzą tylko, kto strzelił gola, ja muszę szukać czegoś więcej. Po zgrupowaniu w grudniu byłem zachwycony pracą zawodników i tym, jak z każdym treningiem są coraz lepsi. Teraz jest tak samo – mówi Beenhakker.

Treningi w Albufeirze są pracą od podstaw. Silne podanie po ziemi, poruszanie się poszczególnych formacji, dośrodkowania. Powtarzanie do znudzenia. Beenhakker większość tłumaczy sam, bo nowe pokolenie piłkarzy mówi już po angielsku.

Trenerowi wraca nawet humor, bo chociaż twierdzi, że w Polsce nie jest szczęśliwy, to z reprezentacją Polski w Portugalii – jak najbardziej. Sześciu zawodników, którzy są tu od poniedziałku, zostanie w kadrze, która w najsilniejszym składzie zmierzy się z Walią w przyszłym tygodniu.

– Beenhakker szuka zawodników na konkretne pozycje, od kiedy jestem trenerem kawowym, to znaczy spotykam się z selekcjonerem i przy kawie opowiadam mu o młodych-zdolnych, w reprezentacji pojawiają się zawodnicy, których pamiętam z kadry juniorów. Mieć za sobą debiut w drużynie narodowej jest teraz łatwo, rozgrywa się dużo oficjalnych meczów w nieoficjalnych terminach. Trudniej się jednak w kadrze zadomowić – twierdzi Andrzej Zamilski.

[wyimek]Beenhakker większość tłumaczy sam, bo nowe pokolenie piłkarzy mówi już po angielsku[/wyimek]

Przekonał on już Beenhakkera do Grzegorza Wojtkowiaka. Teraz największe wrażenie na trenerze robi Łukasz Trałka. Zawodnik Lechii zostanie na mecz z Walią, świetnie spisuje się jako defensywny pomocnik. Zamilski mówi, że Trałka wreszcie dojrzał i do warunków fizycznych dołożył odpowiednią technikę.

Rafał Boguski miejsce w kadrze wywalczył sobie przed jesiennym meczem z Irlandią. Później w spotkaniu z Serbią był już kapitanem drużyny i strzelił jedynego gola. Tomasz Jodłowiec grał już także w eliminacjach do MŚ. Ta przemiana reprezentacji Polski z jednej z najstarszych w Europie na jedną z najmłodszych dokonała się po cichu, pewniacy z zachodnich klubów eliminowali się sami.

– Od czerwca Beenhakker współpracuje z trenerami drużyn młodzieżowych. Nie zawsze się z nim zgadzam, przed kilkoma zawodnikami wielkiej kariery nie widzę, ale są tacy, w których warto inwestować. Piotra Polczaka powoływałem z GKS Katowice, kiedy nikt o nim jeszcze nie słyszał, świetnie rozwija się także Piotr Celeban – opowiada Zamilski.

Udział w zgrupowaniu może być przepustką do kariery w reprezentacji i lepszych zarobków.

– Korzyści są dla obu stron. Ja mam dobrych zawodników, którzy chcą się rozwijać, oni mają szansę na to, o czym marzyli całe życie. Jakub Wawrzyniak miał tu być z nami. Wiecie, dlaczego go nie ma? Bo kupił go Panathinaikos. Wawrzyniak, o którym niedawno nikt nie słyszał, będzie wiosną grał w Lidze Mistrzów – mówi Beenhakker.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=m.kolodziejczyk@rp.pl]m.kolodziejczyk@rp.pl[/mail]