[b]Rz: Przed pierwszym meczem mówił pan, że o walce z Udinese myśli dniami i nocami. Przed drugim sypiał pan lepiej?[/b]

[b]Franciszek Smuda:[/b] Ech, wam to coś powiedzieć. Potem łapiecie za słowa. Zamartwia się po nocach, to pytają: a czemu pan się tak zamartwia? Jak się nie zamartwia, to też źle.

A jak ja mam być spokojny, jeśli my żadnego sparingu zimą nie mogliśmy rozegrać w komplecie? Ten miał kontuzję, tamten pojechał na zgrupowanie kadry, i tak przy każdej okazji. A Udinese w tym czasie spokojnie grało sobie mecze o stawkę. Sobota, środa, sobota, środa. Tego polski klub nigdy nie będzie miał przed wiosennymi meczami w europejskich pucharach. Zorganizowaliśmy w niedzielę sparing z Koroną Kielce, żeby utrzymać rytm meczów, to Sławek Peszko złapał kontuzję. Następny problem: Robert Lewandowski, rozcięta noga w meczu z Udinese. Do końca nie wiedziałem, czy będę mógł na nich liczyć w rewanżu.

Obydwie kontuzje wyglądały poważnie.

[b]Ale przynajmniej od tygodnia wie pan już, czego się po Udinese spodziewać. To już nie jest rywal z telewizji, ale przeciwnik, któremu pana piłkarze potrafili strzelić dwa gole.[/b]

Oczywiście, że to uspokaja. Widzieliśmy, dotknęliśmy, mogę w rewanżu lepiej ustawić zespół. Teraz już wiem o przeciwnikach wszystko, Udinese niczym mnie nie zaskoczy.

[b]Czym zaskoczyło w pierwszym meczu?[/b]

Grają bardzo agresywnie, na granicy brutalności. Wykorzystują każdą chwilę, gdy sędzia nie widzi, nie dają odpocząć, osaczają. Niby każdy wie, że taki jest włoski styl.

Oni tak grają, może poza tymi największymi Interami i Milanami, które mają takich piłkarzy, że nie muszą rywali podszczypywać. Ale wiedzieć, że taki jest styl, a poznać go na własnej skórze, to co innego. W polskiej lidze nie ma takiej okazji, bo gra się albo agresywnie, albo po prostu brutalnie. A Włosi pokazują coś na pograniczu, połączenie tych dwóch cech.

[b]Lech za to pokazuje, że najlepszy jest wtedy, gdy przestaje myśleć o rywalu i zajmuje się sobą. Jak w końcówce pierwszego meczu.[/b]

To jest oczywiste. Nawet jakbyśmy z samą Barceloną grali, to nie wolno się podczas meczu przejmować rywalem, tylko robić swoje. Mnie nie martwiło przed meczami z Udinese, że to znany klub, Serie A i tak dalej. Tylko to, że mój Lech nie będzie rozpędzony.

W przygotowaniach do europejskich pucharów nie pomoże i 100 sparingów, nawet jakbyśmy się umówili na taki mecz z kimś z ligi włoskiej.

[b]Czyli remis 2:2 w Poznaniu jak na obecne możliwości Lecha nie był taki zły? [/b]

Ja jestem ostatni, który by robił tragedię z tego wyniku. Mam młody zespół, dopiero zdobywający doświadczenie. To, czego się w tym sezonie nauczyliśmy, wykorzystamy w przyszłości. Mało kto się spodziewał, że wyjdziemy z grupy Pucharu UEFA, a tu proszę: wyszliśmy i jeszcze przed rewanżem w następnej rundzie mamy szanse awansu. Udinese nie może sobie przecież pozwolić na pilnowanie remisu. Będą chcieli wygrać, tak jak my, może się odsłonią.

[b]W czwartek Włosi nie będą już mieli żadnej wymówki, a w Poznaniu znaleźli ich sporo: śnieg, piłki nie takie, jak trzeba...[/b]

Ponarzekali, ich sprawa.

Boisko było takie samo dla wszystkich, a Lech moim zdaniem gra bardziej technicznie niż Udinese i to nam śnieg bardziej przeszkadzał. Ale byliśmy cicho, bo narzekanie to nie nasz styl. My szukamy w futbolu tego co przyjemne.

[b]Patrzył pan na powtórki pierwszego meczu z przyjemnością?[/b]

Oczywiście, a im bardziej stygły emocje, tym przyjemność była większa. Dostaliśmy od Włochów szkołę, to nam może bardzo pomóc w lidze. Muszę już o niej myśleć, bo w ten weekend inauguracja.

W niedzielę trudny mecz w Bełchatowie, zaraz potem pucharowe spotkanie z Wisłą, wyzwanie za wyzwaniem.

Ale największe – w Udine.