Korespondencja z Murcji

– Tylko mecze z silnymi przeciwnikami mają sens, tylko w takich grach można się czegoś nauczyć. Możemy przegrać, ale porażka dziś może oznaczać sukces jutro – mówił Franciszek Smuda przed meczem. I ma, czego chciał.

Niektórzy hiszpańscy dziennikarze byli zaskoczeni, że Polski nie prowadzi już Leo Beenhakker. Żadnego piłkarza nie znali. Stadion ryczał jak Śląski w najlepszych czasach. Dariusz Dudka przypominał, że Xavi ostatni raz stracił piłkę, kiedy miał osiem lat i mamusia zawołała go na obiad. A grać trzeba.

Polacy przyjęli wariant ofensywny, z trzema napastnikami, bo taka jest filozofia Smudy. I słusznie. Cokolwiek by się zrobiło i jak ustawiło drużynę, kiedy gra się z Hiszpanią, nie może być bezpiecznie.

Przez prawie kwadrans Polacy starali się utrzymywać piłkę w środku boiska, ale w praktyce to piłkę mieli zazwyczaj Hiszpanie, a polski zespół im w miarę skutecznie przeszkadzał. Dariusz Dudka nawet strzelał, a Robert Lewandowski zmusił do wysiłku Carlesa Puyola, ale coś nieuchronnego wisiało w powietrzu.

Na nasze nieszczęście bardzo dobrze czuł się wczoraj Andres Iniesta. Skołowany dosłownie i w przenośni Grzegorz Wojtkowiak nie wiedział, w jaki sposób ma przeszkadzać Hiszpanowi, który slalomem, z piłką przy nodze, biegał między Polakami.

Jego partnerzy zmieniali pozycje, podawali sobie piłkę, w ogóle jej nie prowadząc. Dwa, trzy takie podania można od biedy przewidzieć. Ale pięć – sześć już nie. To, co wydarzyło się między 13. a 14. minutą, przypominało trochę grę na podwórku. Wystarczyły dwie akcje Iniesty, żeby najpierw David Villa, a w chwilę później David Silva z najbliższej odległości wbili piłkę do naszej bramki.

Potem Hiszpanie, chociaż grali z mniejszym impetem, jeszcze kilka razy byli bliscy podwyższenia wyniku. Polacy wywalczyli dwa rzuty rożne, a Sławomir Peszko popisał się strzałem, który w znakomity sposób obronił Iker Casillas.

Wyższość mistrzów Europy nie podlegała dyskusji, ale grecki sędzia Michalis Koukoulakis, jakby chroniąc ich, na wszelki wypadek odgwizdywał faule Polaków, które tylko on widział. Ale oczywiście to nie sędzia wygrał gospodarzom mecz.

W drugiej połowie zobaczyliśmy zmienione drużyny, ale gra się nie zmieniła. Trzeci gol dla gospodarzy, zdobyty strzałem w środek bramki przez Alonso, był trochę pechowy. Czwartego Cesc Fabregas zdobył ze spalonego, ale nikt się nie będzie o to kłócił. Piątego Fernando Torres, wracający po kilkumiesięcznym leczeniu kontuzji, więc publiczność przyjęła tego gola wyjątkowo gorąco. Szóstego Pedro po zabawach naszych obrońców w polu karnym.

Miała być fiesta i była. Szkoda tylko, że naszym kosztem. Na razie startujemy w innej lidze niż Hiszpanie. Zobaczymy, co zrobią na mundialu. Jeśli zostaną mistrzami świata, ta porażka będzie mniej bolesna.

 

 

Franciszek Smuda, trener reprezentacji polski

Wiedziałem, że to będzie bardzo ciężki mecz, ale takiego wyniku się nie spodziewałem. Piłkarze też. Dla większości z nich to był szok, bo jeszcze nigdy w swojej karierze nie przeżyli czegoś takiego. Hiszpanie byli od nas lepsi pod względem technicznym, fizycznym i szybkościowym. Czyli pod każdym decydującym o grze. Już po 20 minutach wiedziałem, że niewiele będziemy w stanie zrobić. Tempo gry Hiszpanów tak nas przygniotło, że nie mieliśmy nawet odwagi zaatakować. Było to ponad nasze możliwości i siły. Oczywiście tłumaczy nas to, że mamy młody zespół, dopiero tworzący się, potrzebujący wielu meczów z różnymi przeciwnikami. Poza tym byliśmy zmęczeni sezonem. Przyjechaliśmy tu po przerwie i czuliśmy się trochę jak na wakacjach. Hiszpanie znajdują się na zupełnie innym poziomie przygotowań, bo ich za kilka dni czeka pierwszy mecz na mundialu ze Szwajcarią. Widziałem wcześniej mecz Hiszpanii z Koreą w Austrii.

To był spacerek w porównaniu z tym, co pokazali dzisiaj. Każdy chciał zwrócić na siebie uwagę, nie było słabych punktów. Mam typ na finał mistrzostw świata. To Hiszpania – Brazylia.

Vicente del Bosque, trener reprezentacji Hiszpanii

Jestem zadowolony, bo tak miało być. Nawet zastanawiałem się czy tak wysoki wynik był potrzebny, ale to piłkarze chcieli efektownie pożegnać się z kibicami. Iniesta zszedł z boiska tak wcześnie, bo skarżył się na ból w nodze. Ale to nie jest nic poważnego. Jestem pod wrażeniem przygotowania fizycznego Fernando Torresa, który po ciężkiej kontuzji bardzo szybko wrócił do wysokiej formy. Wiemy że jesteśmy uważani za faworytów mundialu. To trudna sytuacja, ale trzeba dawać sobie z nią radę. Podobno Maradona powiedział, że jeśli Argentyna zdobędzie Puchar Świata to rozbierze się do naga. Ja mogę obiecać, że jeśli wygra Hiszpania to zgolę wąsy.

 

 

 

Bramki:

D. Villa (12), D. Silva (14), Xabi Alonso (51), C. Fabregas (58), F. Torres (76), Pedro (81). Sędziował M. Koukolakis (Grecja). Widzów 31 000.

Hiszpania:

Casillas - Arbeloa (55, Ramos), Pique, Puyol (72, Marchena), Capdevila - Busquets - Iniesta (40, Pedro), Xavi (56, Fabregas), Xabi Alonso, Silva (56, Navas) - Villa (66, Torres).

Polska:

Kuszczak - Wojtkowiak, Glik (46, Sadlok), Żewłakow, Dudka - Peszko (78, Jodłowiec), Murawski, Mierzejewski (46, Matuszczyk) - Błaszczykowski (86, Cetnarski), Nowak (46, Rybus), Lewandowski (72, Sobiech).

 

 

 

• 0:8 Dania 26.06.1948

• 3:9 Jugosławia 6.09.1936

• 1:7 Jugosławia 19.10.1947

• 2:8 Węgry 10.07.1949

• 0:6 Węgry 27.05.1951

• 1:7 ZSRR 19.05.1960

• 0:5 Węgry 26.05.1924

• 1:6 Włochy 1.11.1965

• 0:5 NRD 6.09.1970

• 0:5 Meksyk 5.02.1985

• 0:5 Szwecja 7.05.1992

• 0:5 Japonia 19.02.1996

Wszystkie mecze na wyjazdach