Wołek powiedział w rozmowie z Onet.pl, że dzisiejszy premier już jako nastolatek był w latach 70. oddanym kibicem Lechii i wiceszefem tamtejszego klubu kibica, który zresztą sam zakładał.

Młody Tusk zwrócił się do dziennikarza o pomoc przy powołaniu do życia klubu kibica. Tak też się stało. Cieszył się wtedy pewnym "mirem i szacunkiem" wśród kibiców.

- Młody, sympatyczny, rezolutny, inteligentny. Cieszył się opinią młodego i odważnego człowieka, ale nie chuligana - mówi Wołek o Tusku z lat 70.

- Oni nie tylko nie urządzali burd, ale ten klub kibica pilnował porządku, dbał o oprawę meczu, o doping i barwne stroje. Nosili wtedy biało-zielone komże i szaliki - tak Wołek komentuje dzisiaj działalność ówczesnego klubu kibica.

Z kolei Ryszardowi Czarneckiemu wypomina, że nie wie, o czym dziś mówi, ponieważ nie był wtedy w środowisku kibicowskim. - To nie były czasy bandytyzmu. Najbardziej popularne okrzyki na stadionach brzmiały: "Sędzia kanarki doić" albo "Sędzia kalosz". Oczywiście nie chcę idealizować tego czasu, bo czasami ktoś mógł ostrzej krzyknąć, ale wtedy była inna kultura kibicowania. To nie były młode bandziory - podkreśla.

Wczoraj europoseł PiS Ryszard Czarnecki napisał na swoim blogu, że Donald Tusk był w młodości "kibolem" i "szefem szalikowców Lechii Gdańsk". - Brał udział w zadymach po meczach wyjazdowych tego klubu w Bydgoszczy i Olsztynie - dodał.

Tomasz Wołek

był w latach 70. rzecznikiem klubu Lechia Gdańsk, dziennikarzem sportowym i stadionowym spikerem. Zetknął się wtedy z bardzo młodym (17-18-letnim) Donaldem Tuskiem, który był wiernym kibicem Lechistów.